Reklama

Coraz trudniej będzie dojść do ładu z Wujkiem Samem

Stosunki Unii z USA są coraz bardziej trudne. Dla Ameryki najważniejszym regionem świata stają się Chiny i ich okolice, czyli obszar Pacyfiku, a to odsuwa wiele spraw na dalszy plan. Polska może zostać całkiem wymazana z amerykańskiej mapy liczących się partnerów - uważają uczestnicy Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

- Środek ciężkości w polityce amerykańskiej przesuwa się ku Azji i tę lekcję właśnie przerabiamy - mówił podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego Michał Baranowski szef biura German Marshall Fund w Warszawie.

Stany Zjednoczone, Australia i Wielka Brytania ogłosiły 15 września porozumienie strategiczne, zwane AUKUS, dotyczące przede wszystkim wspólnych zbrojeń i zacieśnienie współpracy obronnej. Chodzi o i przeciwstawienie się rosnącej potędze militarnej Chin w regionie Pacyfiku. Żaden z krajów Unii Europejskiej, podobnie jak cała Wspólnota, nic nie wiedziały o tym pakcie, a interesy państw Unii nie zostały w nim w ogóle wzięte pod uwagę.

Reklama

- Wielu ludzi w Europie odczuwa tę sytuację jako realne niebezpieczeństwo pozbawienia znaczenia strategicznego Europy. Karty są rozdawane bez Europy. To dla Europy bardzo ważne ostrzeżenie - mówił Janusz Reiter, przewodniczący rady Centrum Stosunków Międzynarodowych, w przeszłości ambasador RP w Niemczech i w USA.

Co więcej, AUKUS został zawarty nie tylko z pominięciem interesów państw Unii, ale też z ostentacyjnym ich naruszeniem. Przy okazji zawarcia paktu Australia poinformowała o zerwaniu z Francją gigantycznego kontraktu o wartości 66 mld dolarów podpisanego w 2016 roku na budowę przez stocznię DCNS 12 okrętów podwodnych.

- AUKUS pokazuje, że są bardziej ważni i mniej ważni sojusznicy. Australia okazała się ważniejsza od Francji, wyjście z Afganistanu bardziej ważne niż sojusznicy z NATO, w przypadku Nord Stream  Niemcy okazały się bardziej ważne od krajów Europy Środkowo-Wschodniej - mówił Michał Baranowski.

Bartłomiej Nowak, politolog z Akademii Vistula mówił, że USA popełniły liczne w polityce wobec państw regionu Pacyfiku i teraz usiłują szybko z tego wybrnąć. Prezydent USA Donald Trump wycofał się z Partnerstwa Transpacyficznego (Trans-Pacific Partnership, TPP). Na to miejsce wkroczyły Chiny i na początku tego roku zawarły z innymi 14 państwami Azji regionalne porozumienie handlowe. To umowa handlowa obejmująca największy obszar świata pod względem wytwarzanego PKB, a także ponad 2 mld ludzi, czyli ok. 30 proc. światowej populacji. Osłabiła pozycję USA w tym regionie.

Skoro region Pacyfiku staje się dla USA kluczowy i w dodatku Ameryka chce tam rozdawać karty nie licząc się z interesami np. Francji, a też pewnie innych państw Unii, to jakie będą relacje USA z Unią? W dodatku po lekcji Donalda Trumpa, kiedy stosunki te stały bardzo złe, po tym jak były prezydent USA uśmiercił negocjacje TTIP, czyli  Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, a następnie groził państwom Unii "wojnami handlowymi". Od tego czasu niewiele się zmieniło, bo obszarów spornych tylko przybywa, jak np. udostępnianie danych o obywatelach Europy służbom wywiadowczym USA przez technologicznych gigantów, z których usług korzystamy na co dzień.

- Mamy permanentny kryzys w relacjach UE z USA - powiedział Michał Kobosko, przewodniczący partii Polska 2050 Szymona Hołowni.

Bartłomiej Nowak uważa, że powrót do TTIP byłby najlepszą odpowiedzią i na kryzys w stosunkach UE-USA, i na wyzwanie geopolityczne, jakie rzucają Chiny. Ale dodaje, że wątpi, czy byłoby to możliwe wobec kolejnych narosłych obszarów sporu, jak dostęp do danych w chmurze, czy przepływ danych do USA.

- Byłaby to najlepsza odpowiedź transatlantycka na Chiny - powiedział.

- Myślę, że w najbliższej przyszłości nie wrócimy do tak szerokich umów handlowych jak TTIP - mówił  Tony Housh, szef Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham).

- To bardzo trudne problemy i raczej będą rozwiązywane cząstkowo - dodał.

Co ochłodzenie stosunków UE-USA znaczy dla Polski? Polska może zniknąć z pola widzenia Ameryki jako liczący się partner - przestrzegają uczestnicy Kongresu.

- Znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji. Póki nie rozwiążemy naszych problemów w Europie, to trudno mówić o tym, że będziemy mieli dla USA znaczenie. Czerwona linia, którą przekroczyliśmy, nie polega tylko na problemach z praworządnością, ale Polska przestała być państwem postrzeganym jako takie, gdzie przestrzega się praw człowieka (...) Odpracowanie tego będzie wymagało lat  - mówił Bartłomiej Nowak.

Za czasów Donalda Trumpa USA wsparły politycznie inicjatywę "Trójmorza", a do funduszu Trójmorza dorzuciły miliard dolarów. Inicjatywę te postrzegały jako narzędzie możliwej dezintegracji Unii Europejskiej, co było wówczas jedną z opcji w polityce zagranicznej Waszyngtonu. Czy to znaczy, że inicjatywa Trójmorza trafi do lamusa?

Michał Kobosko uważa, że gdyby "Trójmorze" "odsączyć" z ideologii i skupić się na racjonalnym projekcie lepszego połączenia państw Europy Środkowo-Wschodniej różnego rodzaju infrastrukturą, mogłoby stać się przedsięwzięciem atrakcyjnym dla udziału inwestorów amerykańskich. Michał Baranowski uważa, że USA mogłyby chcieć zdefiniować tę inicjatywę jako przeciwwagę do zaangażowania Chin w Europie Środkowo-Wschodniej.

- Dla Trójmorza jest poparcie, ale nie ma bardzo dużego zapału. Antony Blinken był na szczycie Trójmorza, Amerykanie zainwestowali pieniądze, ale nie wbudowuje mu się to w strategię polityki zagranicznej. Wydaje mi się, że dynamika z okresu administracji Donalda Trumpa będzie ciężka do utrzymania - powiedział.

Jacek Ramotowski


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »