Reklama

Czy świat pójdzie za Unią?

Unia Europejska odpowiada tylko za 7 proc. globalnej produkcji CO2. Europejski Zielony Ład ma skłonić kraje z innych regionów świata do udziału w zielonej rewolucji. Celem jest przeciwdziałanie zmianom klimatu. Narzędziem w rękach Europy będzie CBAM, tzw. graniczny podatek węglowy, który chronić będzie europejski przemysł przed konkurencją, a jednocześnie zachęci eksporterów spoza Unii do grania według tych samych reguł.

- Musimy pamiętać, że w Unii Europejskiej  produkujemy tylko 7 proc. globalnych emisji CO2. Sami nie zwalczymy tego problemu. Zmiany klimatyczne są ponadgraniczne. Nie wystarczy, by działała sama Unia, musi do nas dołączyć świat. Zielony ład ma inspirować wszystkich na całym świecie - mówił podczas XIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego Tom Berendsen, członek Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, Komisji Rozwoju Regionalnego oraz Komisji Transportu i Turystyki w Parlamencie Europejskim.

Unia stawia sobie ambitne cele, ale poza Europą aż takiej gotowości do rewolucyjnych zmian nie ma. Obowiązki nakładane na europejski przemysł mogłyby pogrążyć firmy, przekreślając ich konkurencyjność. Pojawiłoby się ryzyko wyprowadzania przemysłu z Europy, a tym samym "ucieczki emisji" poza Stary Kontynent. Aby tak się nie stało, wprowadzony ma zostać CBAM, czyli Carbon Border Adjustment Mechanism. To mechanizm regulujący przywóz towarów spoza UE, na podstawie którego zostanie wyznaczona opłata za emitowany podczas produkcji dwutlenek węgla. Miałby on zachęcić również inne kraje do budowy czystego przemysłu.

Reklama

Eksporterzy obawiają się nowego podatku

Świat już zaczyna o tym głośno mówić i podejmuje kroki wyprzedzające. Katarzyna Kłaczyńska-Lewis z EY Polska, podkreśla bardzo duże zainteresowanie regulacjami, które planuje wprowadzić Unia, na różnych kontynentach.

- Pojawiło się bardzo duże zainteresowanie tym tematem. Nasi wiodący klienci amerykańscy chcą mieć pogłębione rozmowy na temat Europejskiego Zielonego Ładu. Odbywamy też spotkania z przedstawicielami krajów azjatyckich, ale też z Australii czy Rosji - mówiła. - Klienci pytają, jak mogą zmonetyzować ten nowy trend. UE jest postrzegana jako pionier, region, który mocną regulacją wymusza pewne zachowania na szerszym obszarze - dodała.

Ryszard Pawlik, doradca parlamentarny Jerzego Buzka, posła do Parlamentu Europejskiego, zaznaczał, że nie ma innej drogi. W Europejskim Zielonym Ładzie nie chodzi o to, by być lepszym od innych, ale by być lepszym niż się było wcześniej. - Robimy to dla siebie. W transformacji chodzi o nasze zdrowie. Dotyka nas choćby problem smogu, z powodu którego przedwcześnie umiera 45 tys. Polaków. Ale celem jest też zdrowie gospodarki, konkurencyjność, tworzenie miejsc pracy - powiedział.

W pocie i znoju...

Oczywiście wymaga to ogromnego wysiłku, szczególnie w przypadku kraju takiego jak Polska, w którego miksie energetycznym w ubiegłym roku węgiel miał 70 proc. Ale opóźnienia transformacji bywają również wypadkową naszych działań. Pawlik wskazywał choćby na zasadę 10H, która praktycznie wstrzymała rozwój nowych mocy wiatrowych na lądzie. - Nie możemy pozwolić Europie i światu uciec. Bo jeśli oni uciekną, zostaniemy sami z problemem, który będzie się pogłębiał - zaznaczał.

Podkreślał, że Polska jest największym beneficjentem funduszy, które mają wesprzeć transformację. Można zabiegać, by te środki były jeszcze większe, ale żeby uzyskać pozytywną odpowiedź, konieczne jest podjęcie już teraz konkretnych, rzetelnych i uczciwych działań w kierunku transformacji. - Inaczej ciężko będzie kogokolwiek przekonać - mówił Pawlik. Zaznaczał, że Polskę i tak czekałyby duże zmiany, bo pokłady dostępnego węgla powoli się wyczerpują. W dodatku kraj boryka się z bardzo złą jakością powietrza i bez względu na politykę klimatyczną Unii należałoby stawić czoła temu wyzwaniu.

O konieczności przekuwania teorii w praktykę mówił też Jacek Siwiński, prezes firmy Velux. Przekonuje on, że robimy w Polsce za mało i za wolno. Co prawda zrozumieliśmy już, że transformacja jest nieunikniona, ale zadowalających mierzalnych efektów takich aktywności jeszcze nie widać. - To nie są koszty, a inwestycja w naszą przyszłość, w naszą konkurencyjność. Konkurencyjność firm i gospodarki - mówił.

Podkreślał potrzebę włączania w prośrodowiskowy trend całego łańcucha dostaw. - Większość emisji wbudowanych w nasze produkty pochodzi z całego łańcucha dostaw, a tylko 6 proc. generujemy my jako firma. Reszta przychodzi z materiałami i usługami, które kupujemy. Wszyscy nasi dostawcy funkcjonują w pewnych warunkach rynkowych, korzystając z dostępnego miksu. Jest w tym również rola państwa, by takie ambicje stały się udziałem całej przestrzeni, w jakiej operujemy. Do tego konieczna jest odpowiednia legislacja - informował.

Klienci już liczą ślad węglowy

Podczas debaty przytaczano przykład firmy motoryzacyjnej, która odmówiła podpisania umowy na dostawę baterii z polskich zakładów ze względu na fakt, że energia, której używa się do ich produkcji, nie pochodzi z odnawialnych źródeł. Przekonywano, że takich sytuacji będzie coraz więcej. Kontrahenci liczą ślad węglowy produktów i wybierają na dostawców te firmy, które działają według najwyższych standardów.  

- Stoimy przed wyzwaniem, jak przeżyć proces dostosowywania polskiego prawa do "Fit for 55". Powinniśmy się zastanowić, gdzie modemy budować polskie przewagi konkurencyjne, jak budować polską wartość dodaną w zielonej rewolucji. Ślad węglowy polskiej baterii, stali, czy wycieraczki do samochodu jest coraz bardziej istotnym elementem tego, jak nasze produkty będą mogły funkcjonować na jednolitym rynku i czy będziemy w stanie je sprzedawać - mówił Marcin Korolec, prezes Instytutu Zielonej Gospodarki, były minister środowiska.

Prezes Veluksu mówił, że spółka współpracuje ze swoimi dostawcami, opracowując mechanizmy i sposoby dekarbonizacji. Pierwszym wyzwaniem okazało się stosowanie transparentnej, jednakowej metodologii mierzenia emisji. - Przystąpiliśmy do dialogu z partnerami. To ok. 100 dostawców odpowiadających za 85 proc. dostaw komponentów i usług. Powołaliśmy do życia zespół, który ma pomóc partnerom przejść przez transformację. Partnerzy zarejestrowali się na platformie, która daje możliwość opomiarowania śladu węglowego w sposób, który wszyscy akceptują - informował.

Siwiński dodał, że wielu z nich nie byłoby w stanie przejść transformacji na własną rękę. - To walka o utrzymanie się. Jeśli nie odrobimy pracy domowej, możemy wypaść z łańcuchów dostaw, bo badania konsumenckie pokazują jednoznacznie, że ekologia i wpływ na środowisko mają coraz większy wpływ na wybory konsumenckie - podkreślał.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »