Reklama

Za pięć lat grożą nam przerwy w dostawach prądu

Coraz więcej ośrodków analitycznych ostrzega, że w 2026 r. grożą nam przerwy w dostawach energii. Do 2035 r. wyłączone zostaną bloki węglowe o mocy prawie 19 GW. Trzeba je czymś zastąpić, tym bardziej, że zapotrzebowanie na energię będzie w kolejnych latach rosło. Samo OZE nie wystarczy, potrzebne są stabilne źródła energii, niezależne od warunków pogodowych. Rząd zapowiada budowę atomu, ale i tu harmonogram jest napięty, trzeba się liczyć z opóźnieniami.

- Musimy szybko ograniczyć emisje CO2. To czysta ekonomia. Koszty emisji są coraz wyższe, sięgają już ok. 60 euro za tonę. My emitujemy ok. 900 kg CO2 na 1 MWh. Mamy drugie miejsce na świecie jeśli chodzi o poziom emisji na jednostkę wyprodukowanej energii elektrycznej, co wynika z naszego miksu energetycznego - mówił Janusz Steinhoff, szef Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach, były wicepremier i minister gospodarki, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

W Polsce w ubiegłym roku ok. 70 proc. energii wyprodukowano z węgla. Miks musi się zmienić i będzie to stanowić nie lada wyzwanie. Rozwiązaniem przejściowym może być podwyższanie sprawności istniejących bloków węglowych. Jak informował Steinhoff, trzeba dociążać najnowocześniejsze jednostki, oddane do użytku w ostatnich latach.  

Reklama

Udział odnawialnych źródeł w kraju rośnie. Szczególny rozwój nastąpił w fotowoltaice, co było w dużej mierze zasługą rządowego programu "Mój prąd". Na koniec lipca moc zainstalowana fotowoltaiki w Polsce wynosiła 5,6 GW. Od 2016 roku nie rozwijają się natomiast moce wiatrowe na lądzie, a to za sprawą zasady 10H, która zakazuje budowy elektrowni w odległości mniejszej niż dziesięciokrotność wysokości turbiny. Rząd zapowiada złagodzenie przepisów, ale na razie restrykcyjne przepisy wciąż obowiązują.

Wkrótce rozpocznie się natomiast fizyczna budowa morskich farm wiatrowych. Prace przygotowawcze trwają już od dłuższego czasu. Potencjał Bałtyku szacowany jest na 15 GW, ale inwestycje będą rozłożone na wiele lat.

OZE to właściwy kierunek, jednak system musi opierać się na stabilnych źródłach wytwórczych. Węgiel jest na cenzurowanym, gaz w procesie transformacji może być traktowany jedynie jako paliwo przejściowe. Rozwiązaniem może być atom.

Rząd zapowiada oddanie pierwszego bloku jądrowego w 2033 roku. Coraz częściej eksperci zaznaczają jednak, biorąc pod uwagę obecny etap prac, że harmonogram może nie zostać dotrzymany. - To termin mocno napięty - mówił Steinhoff. Podkreślał jednocześnie, że pozytywne są zapowiedzi dotyczące budowy kompaktowych modułowych reaktorów jądrowych przez duże firmy państwowe i prywatne.

 Grzegorz Tobiszowski, poseł do Parlamentu Europejskiego, były wiceminister energii, podkreślał, że inwestorzy potrzebują konkretnych danych i jasnej wizji rozwoju gospodarki. Zapobieganie zmianom klimatycznym jest konieczne, ale trzeba sobie jasno odpowiedzieć na pytanie, na czym oprze się energetyka po węglu, poza OZE. Jak będzie wyglądał system ETS. Od stycznia ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosły trzykrotnie. - Część instytucji finansowych spekuluje zakupem ETS-ów, odbijając sobie straty z pandemii - alarmował. - Tymczasem ceny energii rosną. Nie umiemy określić perspektywy. Co będzie w 2040, w 2050 roku? - zastanawiał się.

Tobiszowski wskazywał, że coraz więcej ośrodków zapowiada, że już w 2026 roku będziemy mieć przerwy w dostawach energii. Liczy na atom, choć obawia się dotrzymania terminów. Nadzieje pokłada w morskich wiatrakach. Lecz jednocześnie wskazuje na lukę, która będzie wynikać z zamykania bloków węglowych w perspektywie następnych lat.

Wtórował mu Stanisław Prusek, dyrektor naczelny Głównego Instytutu Górnictwa. - Do 2034-2035 roku około 18,5-18,7 GW mocy węglowych będzie wyłączonych ze względu na ich niską efektywność ekonomiczną i stan techniczny. Bo duża część jednostek ma ponad 30 lat. Predykcje są takie, że będziemy mieć wprowadzone do systemu ponad 14 GW, przy czym 50 proc. tego stanowić będą OZE. Istnieją obawy, że będziemy mieć problem ze źródłami dyspozycyjnymi, by pokryć zapotrzebowanie na energię - mówił.

Na potrzebę opracowania spójnego, realnego planu wskazywał też Tomasz Jurkanis z firmy McKinsey. - Zarządzający spółkami muszą planować w perspektywie dziesięciu lat. Zarządzający spółkami musza opierać się na konkretnym planie. Trzeba to przekładać na liczby, fakty. 2033 rok, jeśli chodzi o atom, to termin napięty. Musi szybko dojść do wyboru dostawcy technologii, a jeśli tak się nie stanie, trzeba zmodyfikować termin budowy bloków - mówił.

Podkreślał, że budowa nowych mocy i zamykanie bloków węglowych powinny być skorelowane. Tylko takie podejście jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo systemu.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »