Sytuacja na europejskim rynku ziemniaka w tym sezonie nie należy do łatwych. Znaczna część tegorocznych ziemniaków ucierpiała w wyniku niszczycielskiego połączenia ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Najpierw przyszła fala ulewnych deszczów i burz, które na wiosnę osłabiły glebę. Następnie nadszedł okres wyjątkowo gorących i suchych warunków. Dlatego w wielu krajach intensyfikowane są poszukiwania dostawców, od których można byłoby importować ziemniaki, aby zapewnić ich dostępność w sklepach i na lokalnych targowiskach.
Polskie ziemniaki trafiają do Niemiec jako czeskie
Według DCA Market Intelligence produkcja ziemniaków w Niemczech, Francji, Belgii i Holandii w tym roku spadnie do ok. 20,8 mln ton, czyli o niemal 25 proc. rok do roku. W samych Niemczech areał upraw zmniejszył się o ok. 11 proc.
Portal sadyogrody.pl - powołując się na rozmowy z rolnikami - podał, że w związku z tym wzrosło zainteresowanie polskimi ziemniakami ze strony Niemiec. Jednocześnie, jak ustalił serwis, część ziemniaków kupowanych w Polsce trafia za zachodnią granicę, jednak jako kraj ich pochodzenia wskazywane są Czechy.
W praktyce oznacza to, że polskie ziemniaki mogą trafić do Niemiec za pośrednictwem czeskiej firmy. Towar może wcześniej przejść przez czeskiego pośrednika lub sortownię, a następnie zostać sprzedany jako produkt pochodzący od czeskiego podmiotu.
Czeskie "pochodzenie" ziemniaka ma ułatwiać kupno niemieckim odbiorcom. Wszystko za sprawą barier nałożonych na polskie warzywa istniejących od 2004 r., kiedy nasz kraj dołączył do UE.
ZOBACZ TAKŻE: Kłopoty producentów frytek belgijskich. "Nigdy czegoś takiego nie widziałem", otwiera się w nowym oknie
W ocenie jednego z rolników to "przykład absurdalnych skutków barier nałożonych na polskich producentów na rzekomo wolnym rynku". "Dla niemieckich odbiorców i polskich firm dystrybucyjnych łatwiej jest zmienić pochodzenie towaru na papierze niż spełnić nałożone tylko na nas dodatkowe przepisy" - ocenił, cytowany przez "SO".
Polscy producenci ziemniaków mają trudniej w UE
Powodem szczególnych procedur stosowanych wobec polskich producentów ma być bakterioza pierścieniowa ziemniaka wywoływana przez bakterię Clavibacter sepedonicus. Patogen jest agrofagiem kwarantannowym, a przepisy mają ograniczać jego rozprzestrzenianie.
Dlatego każdej przesyłce polskich ziemniaków kierowanej do innego kraju UE musi towarzyszyć paszport roślin, który potwierdza, że partia warzywa jest wolna od skażenia. Oficjalnie ma to wynikać z większego nasilenia występowania bakterii w Polsce niż średnia unijna.
ZOBACZ TAKŻE: Ziemniaczany kryzys ogarnął Europę. Problem z cenami widać na polskim rynku, otwiera się w nowym oknie
"Najbardziej obawiali się polskich ziemniaków. Bali się, że zasypiemy Europę. Dlatego Polska jako jedyny kraj UE od ponad 20 lat ma utrudniany eksport. Bakterioza występuje wszędzie" - stwierdził w rozmowie z serwisem rolnik z powiatu sieradzkiego.
Polska należy do największych producentów ziemniaków w UE i produkuje rocznie średnio od 6 do 6,8 mln tych warzyw. Pod względem wielkości zbiorów ustępuje m.in. Niemcom i Francji.










