W skrócie
- Bitcoinowe fundusze ETF, gdy powstawały ponad 2 lata temu, przyczyniały się do wzrostu ceny kryptowaluty. Jednak ostatnio te same ETF notują bardzo duży odpływ środków netto.
- Kryptowaluty padają ofiarą FUD (fear, uncertainty and doubt), czyli rynkowego strachu, niepewności i wątpliwości. Natomiast na Wall Street pojawiło się FOMO (fear of missing out) - lęk przed przegapieniem okazji. Ludzie kupują akcje, bo widzą, że robią to inni i myślą, że jeśli będą zwlekać, to zmarnują szansę na osiągnięcie wysokich stóp zwrotu.
- Wystarczy rzucić okiem na wykresy, by zauważyć, że bitcoin od niemal roku wyznacza coraz niższe szczyty. Dla niektórych inwestorów to sygnał, że potencjał spadków wyczerpuje się i można liczyć na odwrócenie trendu.
- .Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Cena bitcoina spadła wyraźnie poniżej progu 70 tysięcy dolarów, co oznacza, że jest najniższa od dwóch miesięcy. W porównaniu z historycznie najwyższą wartością 126 tysięcy dolarów z początku października 2025 roku regres jest 45-procentowy.
Anatomia kryzysu kryptowaluty
Analityk znany jako PlanB prawdopodobieństwo dalszego spadku notowań "monety" szacuje na ponad 50 procent. Wyznacza też dwa techniczne wsparcia, na których może zatrzymać się przecena. Pierwsze to 61 tysięcy dolarów, a drugie to 53 tysiące.
Jego ocena opiera się na wykresie pokazującym, jaka część całkowitej podaży bitcoinów przynosi ich właścicielom zyski. W poprzednich cyklach bessy ważne dna formowały się zwykle wtedy, gdy na plusie pozostawała tylko niewielka grupa posiadaczy, a strach był powszechny. W tej chwili odsetek inwestorów legitymujących się zyskami jest wyższy niż w tamtych dołkach. PlanB uznaje więc, że rynek nie osiągnął jeszcze stanu pełnej paniki i kapitulacji.
Także inni specjaliści analizy technicznej nie wykluczają, że po ostatniej przecenie bitcoina sprzedający mogą teraz obrać za cel okolice 52-53 tysięcy dolarów. Do tego potrzebne byłoby jednak pogorszenie rynkowego sentymentu. Komentatorzy wśród czynników, które mogłyby zaszkodzić bitconowi wymieniają przede wszystkim: przedłużającą się wojnę USA z Iranem oraz przyjęcie przez amerykańską Rezerwę Federalną "jastrzębiego" stanowiska w sprawie stóp procentowych.
Gorsze dni funduszy ETF
Innym zagrożeniem są fundusze ETF, które gdy powstawały ponad 2 lata temu, przyczyniały się do wzrostu ceny bitcoina. Teraz jednak znalazły się na przeciwnym biegunie. Na przełomie maja i czerwca przez kilkanaście dni amerykańskie fundusze ETF na rynku bitcoina zanotowały odpływ środków netto w wysokości około 3,5 miliarda dolarów. Natomiast z najnowszych danych obejmujących ogół kryptowalut wynika, że łączna wartość odpływów w ostatnich trzech tygodniach to ponad 4,2 miliarda dolarów.
Wszystko wskazuje na to, że inwestorów przestraszyła też wiadomość o sprzedaży bitcoinów przez firmę Strategy Michaela Saylora. Po raz pierwszy od końca 2022 roku pozbywała się ona tokenów, choć transakcja miała - jak na tę spółkę - symboliczna wartość około 2,5 miliona dolarów. Strategy ma w swoim portfelu ponad 840 tysięcy bitcoinów. Taki jest efekt wielu lat systematycznej akumulacji. Całkiem niedawno firma Michaela Saylora kupiła 24 869 "monet" za około 2 miliardy dolarów po średniej cenie 80 985 dolarów.
Bitcoin przegrywa z akcjami
Wielu analityków zwraca uwagę na fakt, że o ile bitcoin w ostatnich tygodniach słabnie, to nowojorskie indeksy giełdowe - S&P500 i Nasdaq - regularnie przesuwają się w górę i poprawiają rekordy historyczne. Coraz wyraźniejsza rozbieżność między kryptowalutami a akcjami wpływa na ruch kapitału i decyzje inwestorów. Bitcoin zachowuje się teraz jak aktywo wysokiego ryzyka silnie uzależnione od nastrojów makroekonomicznych, a nie jak "cyfrowe złoto".
Platforma analityczna Santiment ostrzega przed samonapędzającym się odpływem kapitału z rynku wirtualnych "monet" w kierunku tradycyjnych papierów wartościowych. Zdaniem analityków platformy, kryptowaluty padają ofiarą FUD (fear, uncertainty and doubt), czyli rynkowego strachu, niepewności i wątpliwości. Natomiast na Wall Street pojawiło się FOMO - zjawisko krańcowo odmienne.
FOMO (fear of missing out) to lęk przed przegapieniem okazji. Jest to zachowanie znane z psychologii tłumu. Ludzie kupują aktywa, bo widzą, że robią to inni. Jednocześnie umacniają się w przekonaniu, że jeśli będą zwlekać, to zmarnują szansę na osiągnięcie wysokich stóp zwrotu. Trzeba pamiętać, że FOMO może prowadzić do podejmowania impulsywnych, nieprzemyślanych decyzji. Efektem takich działań mogą być znaczne straty poniesione w momencie, gdy na przykład pęka bańka spekulacyjna.
To oznacza, że wkrótce może nadejść lepszy czas dla inwestujących w kryptowaluty, bo żadna tendencja nie trwa bez końca. Platforma Santiment podkreśla, że w momencie, gdy coraz więcej komentatorów i influencerów wskazuje na wyraźną dominację akcji spółek na aktywami cyfrowymi, rynek może zacząć poruszać się w kierunku przeciwnym do oczekiwań inwestorów.
Bitcoin w 15-letnim cyklu
Punktu zwrotnego w notowaniach bitcoina wypatruje analityk znany na rynku jako Blade. Wystarczy rzucić okiem na wykresy, by zauważyć, że pierwsza kryptowaluta świata od niemal roku wyznacza coraz niższe szczyty. Blade przekonuje, że obecny układ wpisuje się w powtarzalny od 15 lat schemat i nie można wykluczyć, że bitcoin osiada właśnie na dnie cyklu bessy. Według analityka, to co się dzieje w tym roku zaczyna wyglądać znajomo - odwrócenie trendu ze spadkowego na wzrostowy może być kwestią bliskiej przyszłości.
Nie tylko Blade, ale także niektórzy inni obserwatorzy rynku zakładają, że kryzys bitcoina dobiega końca, trochę w myśl zasady, że "jest już tak źle, że może być tylko lepiej". Blade przyjmuje, że bitcoin na dnie notowań był w lutym tego roku, kiedy kosztował około 60 tysięcy dolarów. Teraz krypotwaluta "przygotowuje się do finałowej fali". Na jej szczycie może pojawić się cena w okolicach 160 tysięcy dolarów, czyli nowego rekordu wszech czasów. Natomiast w ujęciu długoterminowym - do 2030 roku - Blade widzi cel na poziomie 400 tysięcy dolarów.
Jacek Brzeski















