W skrócie
- Inwestorzy finansowi na około 65 proc. wyceniają prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki stopy funduszy federalnych w USA.
- Wyższych stóp procentowych począwszy do września ekonomiści spodziewają się także w strefie euro. W Europie rośnie bowiem inflacja wywołana drastycznym wzrostem cen paliw.
- Rynki nie dostrzegają żadnych szans na powakacyjną obniżkę stóp w Polsce. Pojawiają się nawet opinie, że w skali 12 miesięcy należy się spodziewać jednej lub dwóch podwyżek o 25 punktów bazowych.
- Ewentualne zaostrzanie przez NBP polityki monetarnej ma jedną dobrą stronę - powinno być osłoną dla złotego, zwłaszcza w sytuacji, gdy stopy procentowe będą podnosić Fed i EBC.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Koniec lipca był bardzo pomyślny dla złotego. W połowie minionego miesiąca za euro płacono 4,34 zł, ale sierpień wspólna waluta rozpoczęła na poziomie 4,31 zł. W ciągu tych samych dwóch tygodni osłabienie dolara było jeszcze poważniejsze - z 3,81 do 3,74 zł. Waluta Amerykanów w bardzo krótkim czasie dużo straciła także w relacji do euro, za które 28 lipca płacono tylko 1,135 dolara, a trzy dni później - 1,153. Specjaliści analizy technicznej kluczowe opór do pokonania widzą w okolicy 1,155 dolara, a wparcie lokują na poziomie 1,147.
Zaskakująco łagodny szef Fed
Komentatorzy najważniejszy powód osłabienia dolara dostrzegają w decyzjach i zamiarach amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Decydenci z Fed kilka dni temu postanowili, że stopa funduszy federalnych pozostanie na poziomie 3,50-3,75 proc. Taki werdykt nie był dla rynków zaskoczeniem.
Jednak inne elementy lipcowego posiedzenia FOMC wymykały się prostym interpretacjom. Aż 3 z 12 gubernatorów Fed zagłosowało za podwyższeniem stóp. Tymczasem w ostatnich 20 latach przyzwyczailiśmy się do decyzji z co najwyżej jednym głosem sprzeciwu. Z drugiej strony, Kevin Warsh, nowy szef Fed, opowiedział się za dotychczasowym poziomem stóp, choć w komentarzu po posiedzeniu odwoływał się do "jastrzębiej" retoryki.
Warsh zapytany wprost, dlaczego w takim razie nie zagłosował za podwyżką stóp procentowych, przedstawił bardzo oryginalne uzasadnienie. Powołał się na najwyższy od 42 dni poziom rentowności obligacji skarbowych i dawał do zrozumienia, że w ten sposób rynek wyręczył Fed w dziele zaostrzania polityki monetarnej. Problem polega na tym, że wielu analityków jest przekonanych, że powody wzrostu dochodowości papierów dłużnych są czysto polityczne - inwestorzy wysyłają sygnał do prezydenta Donalda Trumpa, by zakończył wreszcie wojnę z Iranem.
Rynki muszą poczekać do września
Szef Fed nie jest zwolennikiem pośpiechu w zacieśnianiu polityki pieniężnej i mówi, że "potrzebny jest okres uważnego namysłu". Ta niechęć do podwyższania stóp procentowych osłabiła dolara. Wielu analityków twierdzi, że gdyby Kevin Warsh faktycznie chciał poprawić wiarygodność banku centralnego i szybko osiągnąć 2-procentowy cel inflacyjny, to powinien natychmiast podnieść stopy. Autorzy podręczników ekonomii powiedzieliby, że tak się działa w momencie, w jakim jest teraz gospodarka USA - z niskim bezrobociem i wysoką inflacją.
Następne posiedzenie FOMC odbędzie się we wrześniu. Po wystąpieniu szefa Fed w środę 29 lipca, rynek terminowy prawdopodobieństwo pozostawienia stóp procentowych na starym poziomie zwiększył z 24 do 35 proc. To jednak oznacza, że szanse na wrześniową podwyżkę stopy funduszy federalnych są ciągle duże i wynoszą około 65 proc. Takie liczby wynikają z narzędzia FedWatch grupy CME.
Niektórzy analitycy nie wykluczają, że zaraz po wakacjach Rezerwa Federalna nadal będzie "gołębia", ale do tego potrzebna jest zmiana sytuacji na Bliskim Wschodzie - co najmniej sprowadzenie konfliktu USA-Iran do stanu "niskiej częstotliwości". Wówczas notowania ropy naftowej weszłyby w trend boczny, amerykańska inflacja przygasłaby, a w konsekwencji kontynuowany byłby scenariusz słabszego dolara.
Japończycy też wpływają na dolara
Waluta Amerykanów jest uzależniona nie tylko od wewnętrznej sytuacji gospodarczej w Stanach Zjednoczonych, ale także od wydarzeń na globalnym rynku finansowym. Za poważnym spadkiem siły dolara w czwartek 30 lipca stała interwencja Banku Japonii w Nowym Jorku - skupowano jeny i sprzedawano dolary. To była pierwsza taka akcja od trzech miesięcy, wymuszona spadkiem wartości jena do najniższego poziomu od 40 lat.
Japończycy zdecydowali się na taki ruch, by powstrzymać dalszy wzrost kosztów utrzymania w kraju dotkniętym szokiem energetycznym wynikającym z wojny na Bliskim Wschodzie. Tokio skwapliwie wykorzystało szansę, jaką stworzyli Amerykanie. Mało "jastrzębi" Kevin Warsh sprowokował silniejszą korektę dolara. Decyzja o interwencji walutowej zapadła jeszcze przed zakończeniem posiedzenia Banku Japonii w sprawie polityki pieniężnej. Bank centralny utrzymał stopy procentowe bez zmian, zasygnalizował jednak, że po wakacjach obierze ostrzejszy kurs.
EBC bliski decyzji o podwyżce stóp
Wyższych stóp procentowych począwszy do września ekonomiści spodziewają się także w strefie euro. W lipcu Europejski Bank Centralny nie zaostrzył polityki monetarnej. Wiadomo już jednak, że na Starym Kontynencie nastąpił drastyczny wzrost cen paliw za sprawą wznowienia działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie.
Ze wstępnych danych Eurostatu wynika, że zharmonizowany indeks cen konsumpcyjnych (HICP) w strefie euro w lipcu 2026 roku był o 2,9 proc. wyższy niż rok wcześniej. Dla porównania, w czerwcu inflacja HICP w eurolandzie wyniosła 2,8 proc., a w maju sięgnęła 3,2 proc. i była najwyższa od 3 lat. W dodatku, lipiec był piątym miesiącem z rzędu z dynamiką cen przekraczającą 2-procentowy cel EBC.
Cięcie polskich stóp coraz mniej pewne
Ze wzrostem inflacji konsumenckiej mamy do czynienia także w Polsce. GUS przeprowadził tzw. szybki szacunek, z którego wynika, że w lipcu indeks cen towarów i usług (CPI) był o 3,0 proc. wyższy w porównaniu z tym samym miesiącem w 2025 roku. Przypomnijmy, że cel inflacyjny NBP to 2,5 proc. Był on jednorazowo osiągnięty w czerwcu tego roku, kiedy mieliśmy tańsze paliwa i obniżone stawki VAT.
Jednak w zeszłym miesiącu przywrócono 23-procentowy VAT na benzyny i olej napędowy, a w dodatku nastąpił wielki globalny wzrost cen produktów naftowych. W Polsce w lipcu ceny paliw były aż o 15,8 proc. wyższe niż przed rokiem i o 13,9 proc. wyższe niż w czerwcu.
Nie tak dawno Adam Glapiński, prezes NBP, sugerował, że po wakacjach Rada Polityki Pieniężnej może zdecydować się na cięcie stóp procentowych. Jednak wkrótce po tej wypowiedzi doszło do eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie. W rezultacie, byliśmy świadkami wielodniowej deprecjacji złotego i narastających wątpliwości, czy plan obniżania stóp jest realny.
Dziś wiemy, że rynek nie dostrzega już żadnych szans na obniżki. Pojawiają się nawet opinie, że w skali 12 miesięcy w Polsce należy się spodziewać jednej lub dwóch podwyżek stóp o 25 punktów bazowych. Z punktu widzenia relacji walutowych scenariusz zaostrzania przez NBP polityki monetarnej ma jedną dobrą stronę - powinien być osłoną dla złotego, zwłaszcza w sytuacji, gdy stopy procentowe będą podnosić Fed i EBC.
Jacek Brzeski














