W skrócie
- Światowi inwestorzy nauczyli się obsługiwać nieprzewidywalność Trumpa i dlatego rozpoczęła się gra pod scenariusz dalszej deeskalacji konfliktu USA - Iran. To z kolei przekłada się na osłabienie dolara i wzmocnienie złotego.
- Prognozy dla dolara w relacji do złotego są rozbieżne. Crédit Agricole spodziewa się wzrostu kursu do 3,82 zł przed końcem tego roku. HSBC zakłada, że do tego czasu dolar potanieje do 3,39 zł.
- Dolar jest wystawiany na ciężką próbę także dlatego, że Stany Zjednoczone mają potężny dług publiczny stanowiący ponad 124 proc. PKB kraju. Zadłużenie przekroczyło już 39 bilionów dolarów i zwiększa się w tempie, które przewyższa wzrost gospodarczy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W połowie kwietnia dolar jest wyraźnie słabszy niż na początku tego miesiąca. W ciągu niecałych dwóch tygodni jego cena spadła z ponad 3,71 zł do niespełna 3,60 zł. W tym samym czasie eurodolar podrożał z 1,155 do około 1,18. Indeks amerykańskiego dolara (DXY), pokazujący jego relację z innymi najważniejszymi walutami świata, cofnął się do 98 - poziomu sprzed wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie.
Rynki już nie boją się tej wojny
Wszystko wskazuje na to, że inwestorzy przestali bać się eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej. Doszli do wniosku, że skoro Iran i USA zdecydowały się na dwutygodniowe zawieszenie broni, to nawet po tym terminie nie dojdzie do wymiany ciosów. Fiasko weekendowych rozmów w Islamabadzie zostało przyjęte spokojnie. Zapewne wszyscy wierzą, że negocjacje wkrótce zostaną wznowione. Tym bardziej, że zaczęły ze sobą rozmawiać inne strony konfliktu - Izrael i Liban.
Rynki nie przejmują się także podwójną blokadą Cieśniny Ormuz, choć to jeszcze bardziej ogranicza eksport ropy naftowej. Iran zatrzymuje statki z krajów, które uznaje za nieprzyjazne, a w rewanżu Stany Zjednoczone nie pozwalają płynąć statkom przyjaznym Iranowi. Mimo to cena baryłki ropy utrzymuje się poniżej 100 dolarów.
W zrozumieniu tego co się dzieje w tej chwili na rynkach pomaga odwołanie się do dobrze znanego schematu, który ma swój akronim - TACO. Jest to powtarzalne zachowanie prezydenta USA - Trump Always Chickens Out (Trump zawsze się wycofuje). W momentach kulminacyjnych lokator Białego Domu odwołuje najbardziej radykalne groźby. Tak było wiosną zeszłego roku, gdy ważyły się losy horrendalnie wysokich amerykańskich ceł i tak było ostatnio, gdy Donald Trump zapowiadał "zagładę cywilizacji Iranu".
Dobry trend złotego
Światowi inwestorzy nauczyli się obsługiwać nieprzewidywalność Trumpa i dlatego rozpoczęła się gra pod scenariusz deeskalacji napięć na linii USA - Iran oraz łagodniejszej polityki monetarnej Rezerwy Federalnej. To z kolei przekłada się na osłabienie dolara. W rezultacie kapitał zaczyna przesuwać się w stronę rynków bardziej ryzykownych, w tym polskiego, na czym korzysta złoty.
Nasza waluta w ostatnich dniach wzmocniła się nie tylko wobec dolara, ale także w relacji do euro. Od początku wojny na Bliskim Wschodzie złoty wobec euro porusza się w lokalnym trendzie bocznym, mieszczącym się w zakresie 4,225 - 4,307 zł. Przy czym teraz jest blisko dolnej granicy tego przedziału. Dobrą wiadomością jest to, że złoty nie słabnie pomimo trwającego kryzysu paliwowego i perspektyw pogorszenia się bilansu płatniczego Polski, a także prognozowanych wyższych kosztów obsługi naszego długu publicznego.
Dolar na polskim rynku walutowym
Prognozy renomowanych instytucji finansowych dla pary walutowej dolar-złoty są bardzo różne. Crédit Agricole spodziewa się wzrostu kursu dolara do 3,72 zł w połowie tego roku, do 3,78 zł w trzecim kwartale i do 3,82 zł przed końcem 2026 roku.
Goldman Sachs też zakłada, że dolar podrożeje, ale tylko na chwilę. Jego kurs miałby wzrosnąć do 3,77 zł w ciągu trzech najbliższych miesięcy. Jednak w horyzoncie 6 miesięcy dolar powinien cofnąć się do 3,60 zł, a w perspektywie 12 miesięcy do 3,54 zł.
Eksperci Mitsubishi UFJ Financial Group (MUFG) przewidują, że waluta Amerykanów w drugim kwartale tego roku podniesie się do 3,739 zł, po czym powróci na ścieżkę spadków i osuwać się będzie w kierunku 3,627 zł w trzecim kwartale, a następnie 3,533 zł w pierwszym kwartale 2027 roku.
Zdaniem analityków MUFG, Polska jest relatywnie odporna na wstrząsy zewnętrzne i ma jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w regionie. Przy czym rosnąca inflacja i szok energetyczny związany z konfliktem bliskowschodnim mogą skłonić NBP do podwyżek stóp procentowych.
Stopniowego spadku kursu dolara oczekują ekonomiści RBC Capital Markets. Z ich prognoz wynika, że amerykańska waluta powinna tanieć do 3,54 zł w czwartym kwartale 2026 roku, do 3,50 zł w drugim kwartale przyszłego roku i do 3,46 zł pod koniec 2027 roku.
Jeszcze większej przeceny dolara oczekują analitycy HSBC. Według marcowych projekcji tego banku, amerykańska waluta osuwać będzie się w tym roku do 3,52 zł w czerwcu, do 3,47 zł we wrześniu i do 3,39 zł w grudniu.
Dolar w defensywie
Wielu ekonomistów jest zdania, że dolar przestaje być gwarantem światowego ładu i porządku, a jego pozycja szybko słabnie. Przyczyniają się do tego działania Donalda Trumpa, którego polityka jest skrajnie nieprzewidywalna. Prezydent USA - zapewne wbrew własnym intencjom - podważa amerykańską dominację. Banki centralne na całym świecie odpowiadają na to gromadzeniem rezerw w innych walutach i aktywach niż dolar.
Pieniądz Amerykanów jest wystawiany na ciężką próbę z jeszcze jednego powodu - Stany Zjednoczone mają potężny dług publiczny stanowiący ponad 124 proc. PKB kraju. Zadłużenie przekroczyło już 39 bilionów dolarów i zwiększa się w tempie, które przewyższa wzrost gospodarczy. Odsetki od długu federalnego są w tej chwili drugim wydatkiem budżetu USA. Fed drukuje pieniądze, co złośliwi komentatorzy podsumowują słowami: "Ameryka drukuje swój własny upadek".
To co się dzieje w finansach USA ekonomiści nazywają samonapędzającą się spiralą zadłużenia. Federalny deficyt budżetowy rośnie w tempie, które nawet przy najbardziej optymistycznych prognozach musi w najbliższym 10-leciu wygenerować dodatkowy skumulowany dług przekraczający 22 biliony dolarów. Przy czym prognozy ta zakłada brak wojen, recesji i innych zdarzeń nadzwyczajnych. Tymczasem kilka tygodni temu z powodu wojny z Iranem Pentagon zażądał dodatkowych 200 miliardów dolarów.
Trzeba też pamiętać, że tak naprawdę Biały Dom chce mieć słabego dolara, choć nie komunikuje tego w sposób jednoznaczny. Z jednej strony bowiem sekretarz skarbu Scott Bessent retorycznie dolara wspiera, ale z drugiej prezydent Donald Trump przyznaje, że jego osłabienie jest pożądane, bo pomaga amerykańskim eksporterom i zwiększa konkurencyjność gospodarki USA.
Jacek Brzeski














