W skrócie
- Znany analityk Michaël van de Poppe nie wyklucza, że we wrześniu bitcoin będzie kosztował 90 tysięcy dolarów. Jego zdaniem, nie należy w tej chwili zakładać, że każdy większy ruch spadkowy musi prowadzić do ponownego testu wcześniejszych minimów.
- Duża grupa inwestorów postanowiła wyjść z rynku amerykańskich obligacji skarbowych i ulokowała pieniądze w kryptowalutach. Bitcoinowe fundusze ETF pod koniec sierpnia odnotowały wyjątkowo duży napływ środków.
- Mocną stroną bitcoina jest jego ograniczona podaż. Pełna pula, która będzie kiedykolwiek dostarczona przez ”górników” to 21 milionów sztuk. Szacuje się, że ostatni bitcoin zostanie wydobyty w okolicach 2140 roku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jeszcze w połowie sierpnia bitcoin kosztował około 62 tysiące dolarów, a niespełna dwa tygodnie później kurs chwilowo przekroczył 81,2 tysiąca. Potem osunął się poniżej psychologicznej bariery 80 tysięcy dolarów.
Inwestorzy przełamują strach
Znawcy analizy technicznej przekonują, że dopóki bitcoin wyraźnie utrzyma się powyżej granicy 70-72 tysięcy dolarów, to nie będzie można wątpić, że wyraźnie wyznaczonym dnem ostatniej bessy był poziom 58 tysięcy dolarów z początku lipca. Z drugiej strony, kluczowy pozostaje przedział 80-83 tysiące dolarów. Mocne wybicie z tej strefy mogłoby otworzyć drogę do 100 tysięcy dolarów.
Popularny analityk Ali Martinez na platformie X przedstawił ostatnio ciekawy scenariusz, w którym bitcoin w najbliższym czasie przejściowo traci na wartości, ale dzięki temu stwarza inwestorom okazję do akumulacji przed potencjalnym ruchem w kierunku 100 tysięcy dolarów. Martinez uważa, że obecny układ na wykresie przypomina "strukturę dołka z lat 2022-23". Wówczas bitcoin na początku 2023 roku przełamał linię trendu oporu, wzrósł, a następnie przejściowo cofnął się po przetestowaniu szczytów z sierpnia 2022 roku.
CZYTAJ TAKŻE: Złoto znów więcej warte. "Bezpieczna przystań" w niepewnych czasach
Między lękiem a chciwością
Znany analityk Michaël van de Poppe twierdzi, że utrzymywanie się ceny powyżej 78 tysięcy dolarów może być zwiastunem wrześniowego ataku na 90 tysięcy dolarów. Jego zdaniem, nie należy w tej chwili zakładać, że każdy większy ruch spadkowy musi prowadzić do ponownego testu wcześniejszych minimów. Rynek może bardzo szybko przejść z fazy strachu do kolejnej fazy akumulacji. Michaël van de Poppe zwraca uwagę na fakt, że doszło właśnie do największej w historii likwidacji krótkich pozycji (nastawionych na spadek ceny), która zapoczątkowała bieżące wzrosty notowań bitcoina z poziomu 62 tysięcy dolarów.
Trzeba tu dodać, że była to kaskadowa likwidacja tzw. shortów - gdy kurs gwałtownie rośnie, giełdy automatycznie odkupują aktywa w celu zamknięcia przynoszących straty pozycji, co krótkoterminowo potęguję skalę i szybkość wzrostów na rynku. Pod koniec sierpnia zdarzyło się, że w ciągu zaledwie jednej godziny zlikwidowano pozycje krótkie na bitcoinie o wartości ponad miliarda dolarów. Jak podawał portal CoinDesk, rekordzista stracił 24 miliony dolarów w 12 sekund.
CZYTAJ TAKŻE: Wielki dług USA. Inwestorzy kupują amerykańskie obligacje, ale żądają wysokiej nagrody
Biały Dom pomaga bitcoinowi
Wzrost wartości bitcoina nabrał tempa w ostatniej dekadzie sierpnia, po tym jak prezydent Donald Trump wezwał Kongres USA do uchwalenia ustawy (Clarity Act) porządkującej regulacje na dynamicznie rosnącym rynku kryptowalut. Zrobił to podczas spotkania w Białym Domu z szefami czołowych firm branżowych - w tym Gemini, Coinbase, Ripple i Chainlink Labs.
Ważna była też decyzja amerykańskiego Departamentu Skarbu o zwiększeniu skupu długoterminowych obligacji i tym samym poluzowaniu warunków finansowych. Przyniosła ona, korzystny dla ryzykownych aktywów cyfrowych, spadek rentowności papierów dłużnych, zwłaszcza 30-letnich. Taka postawa Białego Domu może utrzymać się przynajmniej do listopadowych wyborów uzupełniających w USA.
Departament Skarbu kierowany przez Scotta Bessenta podwoił skalę odkupu obligacji skarbowych z 2 do 4 miliardów dolarów w każdej operacji. Nie jest to program luzowania ilościowego (QE), ponieważ nie polega na kreowaniu rezerw przez Fed, ale jest traktowany przez rynki jako sygnał, że administracja waszyngtońska jest gotowa obniżać długoterminowe rentowności i poprawiać warunki płynnościowe na rynku. W takiej sytuacji rośnie atrakcyjność kryptowalut, które nie wypłacają swoim właścicielom odsetek i korzystają na każdym spadku rentowności aktywów uchodzących za bezpieczne.
CZYTAJ TAKŻE: Lepszy czas dla metali szlachetnych. Platyna i pallad w pogoni za złotem
Bitcoin wraca do łask inwestorów
Część inwestorów wychodząc z rynku obligacji postanowiła ulokować pieniądze w aktywach cyfrowych. Amerykańskie bitcoinowe fundusze ETF na rynku spot pod koniec sierpnia odnotowały siedem kolejnych dni napływu środków i pozyskały w tym okresie 1,9 miliarda dolarów. To wyraźnie więcej niż poprzednia siedmiodniowa seria z marca, kiedy wpływy sięgnęły 1,2 miliarda dolarów.
Sierpniowe odbicie na rynku kryptowalut wyraźnie przełożyło się na wartość dużych portfeli bitcoina. Z danych zebranych przez BitInfoCharts i Wayback Machine wynika, że pod koniec lipca istniało 111 846 adresów zawierających bitcoiny o wartości ponad miliona dolarów. Natomiast 31 sierpnia liczba takich portfeli była o ponad 10 proc. większa i wynosiła 123 482.
W podobnym stopniu wzrosła pula największych portfeli, gdyż liczba bitcoinowych adresów o wartości ponad 10 milionów dolarów poszła w górę z 14 009 do 15 584. Jednak raport z kwietnia tego roku pokazywał, że portfeli milionowych i 10-milionowych było wtedy o 5-6 proc. więcej niż 31 sierpnia. Można to uznać za dowód, że ewentualna nowa faza hossy jest jeszcze na wczesnym etapie.
Tajemnice kryptowalutowej cykliczności
W październiku zeszłego roku bitcoin bił historyczny rekord i kosztował ponad 126 tysięcy dolarów. Jeszcze kilka tygodni temu cena pierwszej kryptowaluty świata była o ponad połowę niższa. Wtedy też wielu inwestorów podkreślało swoje przywiązanie do teorii cyklu czteroletniego. Jest ona ściśle związana z tzw. halvingami, czyli przepołowieniem bitcoina.
Halving pełni rolę mechanizmu regulacyjnego. Dzięki niemu liczba nowo wydobytych "monet" zmniejsza się o 50 proc. w regularnych odstępach czasu. Gdy nadchodzi halving, nagroda za wydobycie bitcoinów maleje o połowę, co ogranicza produkcję tokenów. W efekcie, jeśli przy ograniczonej podaży wzrośnie popyt na bitcoina, to może nastąpić także znaczny skok jego ceny. Istnieje jednak także druga strona medalu - załamywanie się notowań tokena w okresach między halvingami.
Fundusze Fidelity i VanEck policzyły, że średnia długość historycznych bess od szczytu do dołka notowań bitcoina wynosi 383 dni. Z kolei przesuwanie się z dna na szczyt hossy zajmuje średnio 1060 dni, przy czym procentowe stopy zwrotu z każdego kolejnego cyklu stopniowo maleją.
Zachwiana wiara w halvingi
Ogromna większość inwestorów kryptowalutowych zapewne nie chciałaby kontynuacji obecnej "czterolatki", gdyż historyczne analogie prowadzą do wniosku, że między wrześniem a listopadem 2026 roku cena bitcoina powinna "uklepywać dno" na poziomie 37-38 tysięcy dolarów.
Wzmocnieniem argumentacji tych, którzy kalkulują, że tym razem cykl czteroletni nie spełni się, jest istnienie od dosyć niedawna bitcoinowych funduszy spot ETF, które zaczęły pełnić rolę stabilizatorów rynku. Ważna staje się także psychologiczna reguła, że cykle działają tak długo, jak długo inwestorzy mają zamiar w nie wierzyć.
Bitcoin jest alternatywą dla walut fiducjarnych (tradycyjnych). Pieniądze takie jak dolar i euro są pod stałą kontrolą banków centralnych, co jednak nie chroni ich przed inflacją, bo można wydrukować dodatkowe banknoty i "zrzucić je z helikoptera". W przypadku bitcoina takie ryzyko nie istnieje, gdyż ma on limitowaną podaż i nie jest nadzorowany przez żadną instytucję centralną. Pełna pula bitcoinów, które będą kiedykolwiek dostarczone przez "górników" to 21 milionów sztuk. Szacuje się, że ostatni bitcoin zostanie wydobyty w okolicach 2140 roku.
Jacek Brzeski










