W skrócie
- Bitcoin, zdaniem niektórych na wyrost nazywany ”cyfrowym złotem”, przegrywa starcie z tokenem zabezpieczonym sztabkami metalu przechowywanymi w skarbcach.
- Profesor Steve Hanke argumentuje, że wartość bitcoina oparta jest wyłącznie na oczekiwaniach kolejnych nabywców, co czyni go aktywem zależnym od impulsów spekulacyjnych i chwilowego entuzjazmu inwestorów.
- Bitcoin ma jednak nadal rzeszę zwolenników. Z badania przeprowadzonego przez Coinbase wynika, że około 70 proc. inwestorów instytucjonalnych i 60 proc. indywidualnych ocenia, że ta ”moneta” jest zbyt tania względem innych klas aktywów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Wszyscy kupujący bitcoiny na początku października 2025 roku zapewne ciężko tego żałują. Pierwsza kryptowaluta świata osiągała wówczas absolutne szczyty - za "monetę" płacono ponad 126 tysięcy dolarów. Jednak już pod koniec listopada bitcoin był o jedną trzecią tańszy. Przez następne tygodnie rzadko kiedy osiągał poziom 90 tysięcy dolarów. W połowie stycznia ożywił się i przekroczył granicę 95 tysięcy, by znów spaść do 88-89 tysięcy dolarów.
W trakcie trwającej od 10 października korekty spadkowej na rynku zlikwidowano tzw. pozycje lewarowane (oparte na kredytach) o łącznej wartości przekraczającej 19 miliardów dolarów. Bitcoin jest teraz o około 10 tysięcy dolarów tańszy niż rok temu. Dla porównania, w tym samym czasie token XAUT podrożał o ponad 80 proc. XAUT to cyfrowe aktywo emitowane przez firmę Tether, a zabezpieczone fizycznym złotem.
Bitcoin przegrywa z metalem
Liczne grono wielkich inwestorów kryptowalutowych, zwanych wielorybami, zamiast bitcoina wybiera ostatnio tokenizowane złoto. Z najnowszych danych opublikowanych przez platformę analityczną Lookonchain wynika, że jeden z dużych portfeli kryptowalutowych zainwestował 1,53 miliona dolarów w token XAUT. To nie pierwszy taki zakup. Wcześniej ten sam "adres" kupił XAUT o wartości 2,38 miliona dolarów.
Metale szlachetne od kilku tygodni wzbudzają wielkie emocje wśród inwestorów. Uncja złota osiągnęła niebotyczną cenę 5 200 dolarów, a uncja srebra przekroczyła próg 110 dolarów. Nic więc dziwnego, że dane on-chain wskazują na wyraźny przepływ pieniędzy do aktywów powiązanych z fizycznymi kruszcami.
Bitcoin od lat nazywany jest "cyfrowym złotem". Ma być alternatywą dla walut fiducjarnych (tradycyjnych) i zabezpieczeniem przed inflacją. Jednak to co dzieje się w ostatnich tygodniach pokazuje, że prawdziwe złoto być może nie potrzebuje protezy. Co więcej, bitcoin przegrywa starcie z tokenem, który ma pokrycie w fizycznym kruszcu. Inwestorzy dochodzą do wniosku, że zamiast zmiennego bitcoina, który jest niby-złotem, lepiej kupić aktywo zabezpieczone "twardymi" sztabkami metalu przechowywanymi w skarbcach.
Dla niektórych uczestników rynku kluczowe jest, że tokeny takie jak XAUT łączą stabilność metalu z dostępnością rynku cyfrowego. To oznacza, że technologia kryptowalutowa przestaje być domeną bitcoina i zaczyna służyć tradycyjnym aktywom.
Mit "cyfrowego złota"
Od początku 2025 roku, czyli przez niecałe 13 miesięcy, złoto podrożało o ponad 90 proc. Seryjnie poprawiało cenowe rekordy wszech czasów w warunkach, które takiemu rajdowi wyjątkowo sprzyjały. Najważniejsze z nich to niepewność gospodarcza i relatywnie wysoka inflacja w USA oraz rekordowy amerykański dług publiczny, obliczany na 38,5 biliona dolarów. W dodatku od kilku lat złoto jest aktywem preferowanym przez wiele banków centralnych zainteresowanych dedolaryzacją światowych finansów.
Jesienno-zimowe załamanie notowań pierwszej kryptowaluty świata znany krytyk aktywów wirtualnych Peter Schiff wykorzystał, by po raz kolejny zakwestionować tezę o bitcoinie jako "cyfrowym złocie". Przypomniał, że od listopada 2021 roku bitcoin stracił ponad 50 proc. wartości w porównaniu ze złotem. Według niego prawdziwą stratą posiadaczy tej kryptowaluty nie jest spadek jej ceny, lecz koszt utraconych korzyści, czyli fakt, że kapitał ulokowany w bitcoinach nie uczestniczy w hossie metali szlachetnych.
Zdaniem profesora Steve'a Hanke, ekonomisty z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa i byłego doradcy ekonomicznego rządu USA, ostatnie wydarzenia na rynkach finansowych pokazują, że bitcoin nie jest magazynem wartości, lecz "złotem głupców". Hanke podkreśla, że różnica między fizycznym złotem, a największą kryptowalutą świata nigdy nie była tak wyraźna jak w ostatnich miesiącach. Argumentuje, że bitcoin jak zwykle jest nadmiernie zmienny, z długotrwałymi spadkami wartości po każdej fali euforii. Z tego powodu to złoto a nie "coin" jest prawdziwą przystanią dla kapitału.
Ekonomista podkreśla, że w okresie napięć rynkowych i geopolitycznych bitcoin oblał egzamin jak aktywo "bezpiecznej przystani". Mitem nazywa narrację, że jest cyfrowym ekwiwalentem złota. "Bitcoin nie generuje wartości ekonomicznej ani nie pełni funkcji pieniądza w skali gospodarczej. Jego wartość oparta jest wyłącznie na oczekiwaniach kolejnych nabywców, co czyni go aktywem zależnym od impulsów spekulacyjnych i chwilowego entuzjazmu inwestorów" - argumentuje profesor Steve Hanke.
Dużo złych prognoz dla bitcoina
Doświadczony analityk techniczny Peter Brandt o wykresie bitcoina mówi, że dotychczasowe wsparcie na poziomie 98 900 dolarów przekształciło się w opór i jeśli cena nie ruszy w stronę 93 tysięcy dolarów, to możliwy jest dalszy spadek do 84 tysięcy, a nawet 62 tysięcy dolarów. W osobnym poście Brandt napisał: "Myślę, że cena zmierza w kierunku 58 000 - 62 000 dolarów".
Według wielu innych analityków, bitcon jest teraz na technicznie kruchej pozycji, do złudzenia przypominającej początek bessy w 2022 roku. Wówczas długotrwała konsolidacja po szczycie cyklu okazała się jedynie pauzą przed dalszym ruchem spadkowym. Jeśli scenariusz się powtórzy, rynek może stanąć w obliczu kolejnej poważnej korekty. Kluczowa jest teraz cena w okolicy 86 tysięcy dolarów. Jeśli przy tym poziomie bitcoin nie ruszy zdecydowanie w górę, to wzrośnie ryzyko "wybicia dołem".
Michael Saylor kupuje wbrew rynkowi
Pesymistycznej wizji analityków nie podziela wielu inwestorów. Firma Strategy, największy publiczny posiadacz bitcoinów na świecie, ponownie wykorzystuje korektę cenową do kupowania kryptowaluty. Najnowszy zakup, sfinansowany głównie emisją akcji, objął 2 932 "monet" o łącznej wartości 264,1 miliona dolarów, po średniej cenie 90 061 dolarów za sztukę.
Łącznie w styczniu spółka nabyła około 40 100 bitcoinów. To poziom wyraźnie wyższy niż suma zakupów z pięciu poprzednich miesięcy - od sierpnia do grudnia 2025 roku. W tej chwili Strategy w swoim portfelu ma 712 647 bitcoinów. Spółka informuje, że łączny koszt nabycia wszystkich "monet" wyniósł około 54,19 miliarda dolarów, co przekłada się na średnią cenę jednostkową w wysokości 76 037 dolarów.
Współzałożyciel i dyrektor wykonawczy Strategy, Michael Saylor, wielokrotnie podkreślał, że spółka zamierza kontynuować akumulację bitcoinów nawet przy relatywnie wysokich cenach. "Historycznie rzecz biorąc, bitcoin osiągał lepsze wyniki niż złoto w każdym okresie posiadania trwającym cztery lata lub dłużej" - przypomina Michael Saylor.
Ta "moneta" jest zbyt tania
Szef Strategy nie jest odosobniony w swoim optymizmie. Z najnowszego badania przeprowadzonego przez Coinbase wynika, że na rynku dominuje pogląd o niedowartościowaniu bitcoina, gdyż około 70 proc. inwestorów instytucjonalnych i 60 proc. indywidualnych ocenia, że "moneta" jest zbyt tania względem innych klas aktywów. Respondenci odnosili się do okresu, w którym cena bitcoina przez dłuższy czas utrzymywała się w przedziale 85-95 tysięcy dolarów.
Aż 80 proc. inwestorów instytucjonalnych zadeklarowało, że w przypadku kolejnego 10-procentowego spadku ceny utrzyma obecne pozycje lub zwiększy ekspozycję na bitcoina. Ponad 60 proc. ankietowanych poinformowało, że od październikowego rekordu cenowego nie zmniejszyło zaangażowania w kryptowaluty, a nawet je zwiększyło.
Eksperci Coinbase zakładają, że bitcoinowi będzie sprzyjało w tym roku spodziewane obniżanie stóp procentowych przez amerykański bank centralny. Natomiast negatywny wpływ na kryptowaluty mogą mieć ponowne groźby wprowadzania wysokich taryf celnych przez administrację Donalda Trumpa oraz narastające napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Bliskim Wschodem.
Jacek Brzeski

















