W skrócie
- Bitcoin zanotował szósty spadkowy miesiąc z rzędu, co poprzednio zdarzyło się w 2018 roku. Od szczytu na poziomie 126 100 dolarów w październiku 2025 roku potaniał o prawie połowę.
- Wielu ekspertów jest przekonanych, że bitcoin zgodnie z logiką kolejnego czteroletniego cyklu jest teraz na etapie kapitulacji. Według jednej z prognoz, do końca tego roku jego cena może spaść do 30-40 tysięcy dolarów. W świetle innej prognozy, następny cykl może za 3-3,5 roku wywindować notowania do 220-250 tysięcy dolarów.
- Niektórzy analitycy są zdania, że obecne zawirowania wojenne i towarzyszący im kryzys paliwowy oraz inflacja zduszą gospodarkę. Wówczas banki centralne zaczną drukować pieniądze, jak miało to miejsce po lockdownach. To z kolei może poprawić sytuację bitcoina - zakończyć bessę i zapoczątkować kolejny cykl wzrostowy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W połowie marca bitcoin po wielotygodniowym zastoju ruszył w górę i efektownie pokonał cenową granicę 74 tysięcy punktów. Pojawiły się nawet komentarze, że jest odporny na wojnę bliskowschodnią. Pod koniec marca wirtualna "moneta" potwierdziła jednak argumentację analityków widzących w kryptowalutach aktywa podwyższonego ryzyka. Bitcoin gwałtownie potaniał, a inwestorzy niepokoją się, czy nie złamie technicznego wsparcia w okolicy 63 400 dolarów.
Bitcoin nie lubi stabilizacji
Jeśli znajdzie się poniżej tego poziomu, to - jak twierdzą specjaliści analizy technicznej - może poddać się trendowi drastycznych spadków. Obserwowany w tej chwili trend boczny coraz bardziej przypomina okres między listopadem 2025 a styczniem 2026 roku. Wówczas rynek przez wiele tygodni pozostawał w niepewności co do dalszych losów bitcoina, po czym musiał się pogodzić z radykalną przeceną.
Kryptowaluty mają w tej chwili ewidentny problem z silnym dolarem. Aprecjacja amerykańskiej waluty sprawia, że aktywa ryzykowne stają się mniej atrakcyjne dla kapitału spekulacyjnego. W wersji skrajnej, jeśli bitcoin znajdzie się w trendzie spadkowym, to nie jest wykluczone osunięcie się w okolice dolnego ograniczenia kanału spadkowego, czyli do 44 tysięcy dolarów.
Takiemu scenariuszowi sprzyjałaby dalsza eskalacja wojny na Bliskim Wschodzie, wzrost inflacji oraz zatrzymanie cyklu obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Znany analityk Willy Woo wskazuje, że w klasycznych modelach on-chain obszarem formowania się dna notowań bitcoina jest teraz przedział 46-54 tysiące dolarów.
Mniej popularne fundusze ETF BTC
Wzrost niepewności co do losów gospodarki USA uderzył zarówno w akcje, jak i w kryptowaluty. W efekcie inwestorzy zaczęli zmniejszać ekspozycję na bardziej ryzykowne aktywa, a rynek opcji na BTC przesunął się w stronę dalszych spadków. Obraz sytuacji dopełniają raporty z funduszy ETF opartych na bitcoinie, z których wynika, że przy odpływie środków na poziomie 42 milionów dolarów tygodniowo mamy do czynienia z końcem hossy napędzanej przez instytucje.
Marcin Tuszkiewicz ze Squaber.com ściśle łączy cenową ścieżkę bitcoina z sytuacją na Wall Street. Podkreśla, że spadki na rynku kryptowalut są wywoływane także przez największe spółki technologiczne, które do niedawna były lokomotywami wzrostów, a teraz stały się ofiarami odpływu kapitałów.
Zdaniem Tuszkiewicza, jeśli indeks Nasdaq100 spadnie do 22 tysięcy punktów (z obecnych 23 740), to może wywołać falę ucieczek kapitału z kryptowalut, gdyż bitcoin dla wielu inwestorów instytucjonalnych jest "lewarowanym zakładem na technologię". Podobne skutki ma przynieść osunięcie się S&P500 do poziom 6 100 punktów (z obecnych 6 530). Tak głębokie przeceny na Wall Street zazwyczaj zmuszają inwestorów do poszukiwania płynności, co często kończy się wyprzedażą bitcoinów w celu pokrycia depozytów zabezpieczających (margin calls) na innych rynkach.
Bitcoin potrzebuje luźniejszej polityki monetarnej
Kryptowaluty nie lubią konkurować z obligacjami skarbowymi USA. Tymczasem rentowność papierów 10-letnich osiąga najwyższe poziomy od lata 2025 roku. Podwyższona dochodowość obligacji to efekt coraz bardziej skomplikowanej sytuacji gospodarczej. Zamknięcie przez Iran Cieśniny Ormuz uderzyło w globalne dostawy ropy. Rosnące ceny surowców energetycznych rzecz jasna podbijają oczekiwania inflacyjne w USA.
W tej sytuacji, amerykańska Rezerwa Federalna balansuje między walką z inflacją a pogarszającą się sytuacją na rynku pracy. Jeszcze niedawno rynek oczekiwał obniżek stóp procentowych, jednak teraz coraz częściej mówi się o ich podwyżkach, a na pewno o długotrwałej pauzie w rozluźnianiu polityki pieniężnej. Co więcej, kryzys energetyczny znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia recesji w Stanach Zjednoczonych.
Ten ostatni scenariusz ma jednak swego rodzaju "światełko w tunelu". Niektórzy analitycy są zdania, że obecne zawirowania wojenne i towarzyszący im kryzys paliwowy oraz inflacja zduszą gospodarkę. Wówczas banki centralne zareagują i zaczną drukować pieniądze, jak miało to miejsce po lockdownach. Powrót do Quantitative Easing i uruchomienie drukarek mogłoby poprawić sytuację bitcoina - zakończyć bessę i zapoczątkować kolejny cykl wzrostowy.
Trzeba będzie trochę poczekać na rekord bitcoina
Wielu analityków i inwestorów z umiarkowanym optymizmem ocenia perspektywy pierwszej kryptowaluty świata. Peter Brandt jest zdania, że bitcoin może potrzebować kilkunastu miesięcy, by powrócić do historycznego maksimum 126 100 dolarów. Jego zdaniem, najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada osiągnięcie nowego szczytu dopiero w drugim kwartale 2027 roku. Wcześniej jednak - we wrześniu lub październiku tego roku - nie jest wykluczony spadek wartości "monety" poniżej poziomu 60 tysięcy dolarów. Dopiero wówczas zakończy się rynek "niedźwiedzia", a zacznie nowy cykl hossy.
Podobnie ostrożne podejście prezentują uczestnicy rynku prognoz kryptowalutowych Polymarket. Według ich szacunków prawdopodobieństwo powrotu bitcoina do poziomu 120 tysięcy dolarów w 2026 rok wynosi zaledwie 15 proc.
Adrian Zduńczyk, analityk znany jako crypto_birb, w najbliższym czasie spodziewa się poważnej kontynuacji bessy. Nie wyklucza, że w czwartym kwartale tego roku cena bitcoina spadnie do 30-40 tysięcy dolarów. Adrian Zduńczyk powołuje się na historyczne statystyki. Przypomina, że bitcoin zanotował właśnie sześć spadkowych miesięcy z rzędu, co ostatnio zdarzyło się w 2018 roku.
Analityk nie uznaje jednak obecnej sytuacji za ostateczne dno bessy. - Czteroletni cykl bitcoina składa się z trzyletnich wzrostów i rocznych spadków. Jesteśmy w 6. z 12 miesięcy regresu. Lata bessy przynoszą średnio spadki rzędu 66 proc., co oznacza, że bitcoin będzie jeszcze taniał - podkreśla Adrian Zduńczyk.
Nadzieja w cykliczności kryptowaluty
Cezary Głuch, znany jako Trader21, podkreśla, że choć długoterminowo jest pozytywnie nastawiony do bitcoina, to w tej chwili nie widzi mocnych dowodów na koniec bessy. Jak twierdzi, rynek może potrzebować jeszcze jednego etapu kapitulacji, zanim pojawią się okazje zakupowe.
Trader21 ocenia, że jeśli historyczna cykliczność się utrzyma, dołek bessy bitcoinowej może przypaść na przełom września i października 2026 roku, po około 50 tygodniach spadków. Cezary Głuch nie ma jednak zamiaru udawać, że potrafi perfekcyjnie wyznaczyć dno notowań "monety". Jak mówi, absolutnie nie trafia w dołki, ani nie wychodzi z inwestycji na szczytach. W jego modelu kluczowe jest pilnowanie relacji zysku do ryzyka, a nie łapanie pojedynczego punktu zwrotnego. Jednocześnie zauważa, że wielu uczestników rynku kieruje się chciwością i za bardzo przywiązuje do trendu wzrostowego.
Cezary Głuch podkreśla, że ceny kryptowalut w znacznie większym stopniu zależą od emocji i warunków monetarnych niż od realnej użyteczności projektów. Według niego, kolejne cykle są coraz słabsze pod względem skali zmiany cen, ale mechanizm rynku pozostaje podobny: po fazie euforii przychodzi wielomiesięczna bessa, a prawdziwe okazje zakupowe pojawiają się dopiero wtedy, gdy rynek jest psychicznie wyczerpany.
Trader21 w trwającym właśnie cyklu bitcoina nie zakłada powtórki z dawnych 80-procentowych załamań kursu. W najbliższym czasie spodziewa się jednak trochę głębszego regresu niż 50-procentowego, licząc od szczytu na poziomie 126 tysięcy dolarów. Cezary Głuch widzi zależność rynku kryptowalut od szerokiego otoczenia makroekonomicznego. Jak twierdzi, bitcoin nie ruszy w górę, gdy będziemy mieli wielką bessę na szerokim rynku. Cena "monety" jest wrażliwa na poziom stóp procentowych, zachowanie dolara, rentowności obligacji i notowania ropy.
Mimo wszystko Trader21 jest bardzo optymistycznie nastawiony do pierwszej kryptowaluty świata, zwłaszcza w horyzoncie 3-3,5 roku. W kolejnym cyklu liczy na wzrost ceny bitcoina do 220-250 tysięcy dolarów. Źródeł hossy upatruje w kilku trendach: rosnącej liczbie użytkowników internetu i nowych inwestorów, wzroście znaczenia stablecoinów, spadku zaufania do sektora bankowego oraz większym zainteresowaniu ze strony funduszy i państw. Jego zdaniem, nawet niewielka relokacja kapitału instytucjonalnego mogłaby znacznie zwiększyć wycenę rynku.
Jacek Brzeski














