Na pytanie, czy kraje grupy BRICS, rzucające gospodarcze wyzwanie Zachodowi, stworzą własną walutę, jeszcze nie można odpowiedzieć twierdząco. Możliwe jednak, że na początku 2026 roku zacznie funkcjonować Unit - token pełniący rolę neutralnego narzędzia rozliczeniowego, zmniejszającego zależność od amerykańskiego dolara krajów, którym nie po drodze ze Stanami Zjednoczonymi.
Sojusz przeciw hegemonii Zachodu
BRICS to 10 państw przeciwstawiających się zachodniej hegemonii monetarnej. W skład grupy wchodzą: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Republika Południowej Afryki, Indonezja, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Etiopia. BRICS reprezentuje około 30 proc. światowego PKB i jest potęgą w wydobyciu ropy naftowej, gazu ziemnego oraz minerałów ziem rzadkich.
Rzecz jasna, żaden z krajów członkowskich nie przyłączył się do sankcji ekonomicznych nakładanych na Rosję po jej napaści na Ukrainę w 2022 roku. Dla większości uczestników BRICS problemy, jakie Rosja ma w ostatnich latach w handlu międzynarodowym, stały się nauczką, by zawsze mieć dostęp do mechanizmów płatności i przechowywania walut. Unit ma być panaceum na światowy system handlu zdominowany przez dolara amerykańskiego. Waluta Amerykanów stanie się wówczas mniej skutecznym instrumentem wywierania presji politycznej.
Waluta inna niż pozostałe
Unit ma nie być pieniądzem tradycyjnym (fiducjarnym). Nowy token będzie zapisem cyfrowym. Praktycy z rynku kryptoaktywów wyjaśniają, że powstanie "pieniądz wirtualny, całkowicie zdecentralizowany, oparty na technologii blockchain w sieci Cardano o rozproszonym rejestrze".
Nowy "coin" nie zastąpi walut krajowych. Dla uczestników BRICS będzie wyłącznie walutą wspólnej platformy transakcyjnej do wymiany handlowej prowadzonej w wygodnej jednostce rozliczeniowej. System Unit ma pośredniczyć w różnych formach kontaktów gospodarczych między zainteresowanymi krajami. Nowym cyfrowym aktywem mają posługiwać się rządy, korporacje i banki centralne dla potrzeb rozliczeń transgranicznych. Unit nie będzie przeznaczony do wykorzystywania przez indywidualnych konsumentów.
Nie wiadomo jeszcze, czy wprowadzenie w życie nowej waluty nie napotka na przeszkody polityczne. Historia uczy, że wielonarodowe projekty zderzają się z biurokracją i są narażone na opóźnienia. Wiadomo natomiast, że Unit ma połączyć zalety zdecentralizowanej technologii blockchain z historycznie sprawdzoną wartością złota oraz stabilnością tradycyjnych walut.
Testowany właśnie prototyp tokena jest oparty na koszyku składającym się w 40 proc. ze złota i w 60 proc. z walut krajów BRICS. W tym drugim wypadku dokonano podziału na pięć równych wag po 12 proc. każda. Do koszyka włożono: reala (Brazylia), juana (Chiny), rupię (Indie), rubla (Rosja) i randa (RPA).
Nowa rola złota
Wszystko wskazuje na to, że Unit może wzmocnić pozycję złota w globalnych finansach. Wiadomo, że banki centralne krajów BRICS (zwłaszcza chiński) systematycznie zwiększają swoje rezerwy "żółtego metalu". Nowy token sprawi, że złoto stanie się częścią codziennych rozliczeń, a przestanie być wyłącznie magazynem wartości. Tym samym zmieni się rola metalu - nastąpi przejście od pasywnej rezerwy do aktywnego instrumentu handlowego.
Złoto będzie narzędziem transakcji na szczeblu rządowym i zacznie przemieszczać się nie tylko poprzez skarbce, ale i poprzez handel. Kraje członkowskie BRICS będą zobligowane do gromadzenia poważniejszych rezerw kruszcu, by mieć możliwość wyemitowania większej liczby "coinów".
Unit będzie miał cechę szczególną. Jako pieniądz cyfrowy nie zyska gwarancji żadnego banku centralnego, ale z drugiej strony, zostanie oparty na realnych aktywach - złocie i walutach krajowych. Wszelkie transakcje w grupie BRICS przeprowadzane z udziałem tego tokena będą się odbywać bezpośrednio między dwoma stronami, bez udziału banku. To oznacza, że skuteczność Unit w bardzo dużym stopniu będzie zależeć od zaufania do podmiotów przechowujących zarówno złoto, jak i waluty z koszyka BRICS. Nowa waluta będzie potrzebowała szczególnej opieki i transparentności ze strony instytucji mających w swojej pieczy aktywa zabezpieczające.
Dedolaryzacja jeszcze nie teraz
Wiele państw BRICS stoi w obliczu ryzyka sankcji ekonomicznych, wysokich kosztów pożyczek w dolarach i zmienności związanej z polityką pieniężną amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Dla tych krajów to wystarczające powody, by działać na rzecz dedolaryzacji handlu międzynarodowego. Przytaczany jest argument, że dzięki Unit transakcje będą rozliczane bez korzystania z pośrednictwa banków amerykańskich i zmaleje ryzyko dolarowych szoków płynnościowych. Wzrośnie natomiast skala przechowywania wartości w postaci złota, a nie w rezerwach walutowych.
Liczni ekonomiści nie mają jednak wątpliwości, że detronizacja dolara nie nastąpi zbyt szybko. Nadal ma on bowiem jedyną w swoim rodzaju pozycję w świecie finansów. Dolar rządzi ponad połową globalnych faktur handlowych, a w transakcjach walutowych jego udział to 87 proc. W dodatku, 70 proc. długu w walutach obcych jest denominowanych w dolarach. Między innymi z tego powodu "zielonemu" prawie w ogóle nie szkodzi amerykański deficyt handlowy, a także wielki deficyt budżetowy i ogromne zadłużenie kraju.
Do głoszonej w państwach BRICS tezy, że za sprawą dedolaryzacji od świata jednobiegunowego przejdziemy do wielobiegunowego, z rezerwą odnoszą się analitycy JP Morgan. Ich zdaniem, to że waluta Amerykanów jest teraz pod presją zarówno polityczną, jak i ekonomiczną nie wywoła poważnych konsekwencji. "Pojawienie się konkurenta dla dominującego dolara amerykańskiego zajmie jeszcze trochę czasu, o ile w ogóle nastąpi" - czytamy w raporcie JP Morgan.
Jacek Brzeski
















