W skrócie
- Amerykanie nie bronią dolara za wszelką cenę. Ostatnio Tokio i Waszyngton przeprowadziły wspólną interwencję walutową. Jej celem było zatrzymanie spadku wartości jena, po tym jak osunął się do najniższego poziomu wobec dolara od 40 lat.
- Najnowszy raport z amerykańskiego rynku był tak niepomyślny, że uznano go za mocny dowód hamowania gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. W efekcie można spodziewać się obniżki stóp procentowych i dalszego osłabienia dolara.
- Inwestorzy najbardziej boją się scenariusza, w którym do uporczywie wysokiej inflacji dołączy fatalna sytuacja na rynku pracy. Rezerwa Federalna musiałby wówczas godzić walkę z wysokimi cenami z zapobieganiem pogarszaniu się kondycji gospodarczej.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Początek sierpnia nie jest pomyślny dla waluty Amerykanów. Jeszcze pod koniec lipca za dolara płacono prawie 3,81 zł, a w tym miesiącu notowano już spadek poniżej 3,71 zł. Tym samym przełamane zostało istotne techniczne wsparcie na poziomie 3,75 zł. Z kolei eurodolar z lipcowego kursu w okolicach 1,135 ruszył w górę i sforsował ważny szczyt na poziomie 1,1558.
W ostatnich dniach nastąpiło też spektakularne osłabienie dolara wobec jena. Japońskie Ministerstwo Finansów ogłosiło, że pod koniec lipca Tokio i Waszyngton przeprowadziły wspólną interwencję walutową. Jej celem było zatrzymanie spadku wartości jena, po tym jak osunął się do najniższego poziomu wobec dolara od 40 lat. Interwencja sprawiła, że za amerykańską walutę płacono w jenach najmniej od 13 tygodni.
Inwestorów inspiruje wojna i rynek pracy
Ważnym powodem deprecjacji dolara są doniesienia z Bliskiego Wschodu. Rosną nadzieje na dyplomatyczne zakończenie lub złagodzenie konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Jednocześnie światowi inwestorzy liczą na rozluźnienie blokady cieśniny Ormuz - kluczowego szlaku handlowego.
Decydujące znaczenie dla przetasowań walutowych miały jednak wiadomości z amerykańskiego rynku pracy, rzutujące na przyszłe trendy w polityce monetarnej Rezerwy Federalnej. Okazało się - ku zaskoczeniu ekspertów - że amerykańska gospodarka straciła w lipcu 23 tysiące miejsc pracy (bez uwzględniania rolnictwa), podczas gdy spodziewano się wzrostu o 80 tysięcy. Skala odchylenia od prognoz była tak duża, że raport z rynku pracy uznano za mocny dowód hamowania gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.
Sprawa jest poważna także dlatego, że wskaźnik aktywności zawodowej w USA spadł do 61,4 proc., czyli najniższego poziomu od blisko pięciu i pół roku. Z drugiej strony, stopa bezrobocia obniżyła się w minionym miesiącu do 4,1 proc., jednak jest ona wyliczana na podstawie niezależnego od danych oficjalnych badania ankietowego BAEL.
Stopy procentowe w USA nie chcą rosnąć
Dane z rynku pracy w USA oddalają perspektywę wrześniowej podwyżki stóp procentowych, a tym samym sprzyjają dalszemu osłabianiu się dolara. Prawdopodobieństwo utrzymania we wrześniu stóp Fed na obecnym poziomie wzrosło do około 56 proc. Jedni analitycy twierdzą, że datę zaostrzenia amerykańskiej polityki pieniężnej należy przesunąć na październik lub grudzień. Inni eksperci idą jeszcze dalej i przechodzą od dyskusji o dalszym zacieśnianiu monetarnym do spekulacji o możliwych obniżkach stóp procentowych.
Faktem jest jednak, że Fed potrzebuje potwierdzenia słabości rynku pracy w USA w kolejnych raportach o stanie zatrudnienia, zanim trwale zmieni nastawienie w kwestii stóp na "gołębie". Inwestorzy najbardziej boją się scenariusza, w którym do uporczywie wysokiej inflacji dołączy fatalna sytuacja na rynku pracy. Taki układ byłby zdecydowanie trudniejszy dla Rezerwy Federalnej, ponieważ oznaczałby konieczność pogodzenia walki z wysokimi cenami z zapobieganiem pogarszaniu się kondycji gospodarczej.
Na razie jednak górę bierze przekonanie rynków o zbliżającym się luzowaniu przez Rezerwę Federalną rygorów monetarnych. Świadczy o tym sytuacja na rynku papierów dłużnych. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych wyraźnie spadły zaraz po publikacji raportu o stanie zatrudnienia. Dochodowość 2-letnich papierów obniżyła się z 4,26 do 4,20 proc. Z kolei rentowność obligacji 10-letnich zmalała z 4,70 do 4,65 proc. W tym samym czasie osłabienie dolara przyczyniło się do poprawy notowań złota. Cena uncji kruszcu szybko wzrosła z 4100 do 4400 dolarów.
Szansa dla euro i złotego
Specjaliści analizy technicznej są zdania, że skoro kurs eurodolara sforsował bardzo ważny szczyt na poziomie 1,1558, to może otworzyć się szansa testowania w ciągu kilku tygodni pułapu 1,18-1,19. Z kolei na naszym rynku walutowym szybkie przesunięcie się dolara z 3,81 do 3,71 zł jest zachętą do "atakowania" linii trendu łączącej minima z początku roku, a przebiegającej nieco poniżej 3,70 zł.
Następnymi etapami deprecjacji waluty Amerykanów byłyby poziomy 3,69 zł i 3,62 zł. Kluczowe dla pary dolar-złoty stało się bowiem przełamanie istotnego technicznego wsparcia na poziomie 3,75 zł. To dokładnie ta sama bariera, od której dolar odbijał się w lipcu 2025 roku i w marcu 2026 roku.
Wielu ekspertów przypomina jednak, że amerykańska waluta w relacji do złotego jest w stanie gwałtownie zmieniać wartość. Mieliśmy spektakularny spadek w 2025 roku, kiedy to dolar potaniał aż o 55 groszy. Jeszcze 27 stycznia tego roku za dolara płacono mniej niż 3,48 zł, co było najniższą wartością od kwietnia 2018 roku.
Wojna nie musi się szybko skończyć
Jednak w drugiej połowie lipca 2026 roku "zielony" podrożał do ponad 3,80 zł. To oznacza, że w ciągu 6 miesięcy zyskał na wartości 33 grosze i był najdroższy od maja 2025 roku. Walucie Amerykanów bardzo pomógł wówczas wzrost napięcia w regionie Zatoki Perskiej i wybuch wojny amerykański-irańskiej. Teraz też inwestorzy powinni pamiętać, że jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie miałby się zaostrzyć, to świat znów może postawić na dolara - walutę kraju, który jest potęgą militarną.
Kontynuacja wojny jest ciągle bardzo prawdopodobna. Teheran stawia twarde warunki i nie rozważa kapitulacji, bo widzi, że nawet Waszyngton ma swoje ograniczenia i nie jest zdolny do prowadzenia wielkich operacji ofensywnych. W dodatku, działania na rzecz odblokowania cieśniny Ormuz też nie przynoszą dobrych efektów. Nie spełniły się ubiegłotygodniowe zapewnienia prezydenta Donalda Trumpa oraz sekretarzy Scotta Bessenta i Marco Rubio, że porozumienie zapewniające swobodną żeglugę przez Ormuz może zostać osiągnięte w ciągu kilkudziesięciu godzin.
Jacek Brzeski














