W skrócie
- Niektórzy analitycy są zdania, że na rynku bitcoina mamy do czynienia z resetem, po którym wróci trend wzrostowy. Przytaczany jest argument, że bitcoin wielokrotnie w historii był mocno przeceniany - w latach 2021-22 taniał nawet o 70 proc.
- W tej chwili bitcoin mierzy się z tzw. szklanym sufitem - każde, nawet nieduże odbicie cenowe, jest natychmiast wykorzystywane przez stronę podażową do ”wychodzenia z pozycji”.
- Wyjątkowo zaskakującą prognozę dla bitcoina przedstawili ekonomiści JPMorgan. Ich zdaniem ma on potencjał, by w długim terminie osiągnąć wartość 266 tysięcy dolarów, czyli czterokrotność dzisiejszego kursu.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Bitcoin najwyższą w historii cenę na poziomie 126 tysięcy dolarów osiągnął 6 października 2025 roku. Dokładnie cztery miesiące później był o połowę tańszy. Pod koniec zeszłego tygodnia kurs pierwszej kryptowaluty świata zaczął poprawiać się i przesuwać w stronę 70 tysięcy dolarów, ale utrzymanie tej wartości jest dla sprzedających i kupujących dużym wyzwaniem.
Spadek ceny bitcoina. Tak działa światowa awersja do ryzyka
Jesienno-zimowy regres bitcoina musiał się wydarzyć skoro w ciągu ostatnich trzech miesięcy zanotowano odpływ kapitałów z funduszy ETF obliczany na 12 miliardów dolarów. Jeszcze raz okazało się, że bitcoin jest aktywem podwyższonego ryzyka. Mamy teraz globalny risk-off, czyli niechęć inwestorów do wszystkiego co ryzykowne, a dzieje się tak, gdyż geopolityka znów rządzi rynkami.
Rośnie napięcie na Bliskim Wschodzie, a prezydent USA Donald Trump grozi nałożeniem dodatkowych ceł (przeważnie 25-procentowych) na kraje handlujące z Iranem. Biały Dom naciska na Rosję i Ukrainę, by zakończyły wojnę do czerwca tego roku, a Unia Europejska wprowadza 20. pakiet sankcji wobec Moskwy. W dodatku pogarszają się relacje Stanów Zjednoczonych z ich sojusznikami w Europie.
Inwestorzy wybierają dużo bardziej bezpieczne przystanie (safe havens) niż kryptowaluty. W efekcie bitcoin mierzy się z tzw. szklanym sufitem - każde, nawet nieduże odbicie cenowe, jest natychmiast wykorzystywane przez stronę podażową do "wychodzenia z pozycji". Jednak intensywna wyprzedaż może prowadzić do wyczerpania podaży, czyli sytuacji, gdy w pewnym momencie zabraknie "słabych rąk", z których wypadają przecenione tokeny.
Z najnowszego raportu CryptoQuant wynika, że bitcoin może zbliżać się do obszaru, który historycznie sprzyjał formowaniu lokalnych dołków. Kluczowe pytanie brzmi kiedy rynek przejdzie od presji sprzedażowej do stabilizacji. Problem polega na tym, że wielu specjalistów analizy technicznej widzi strefę przejściową między "fazą kapitulacji a fazą akumulacji" dopiero na poziomie około 54-55 tysięcy dolarów.
Lęk wygrywa z chciwością. Czegoś takiego nie było od sześciu lat
Dużym wahaniom cen sprzyja niska płynność kryptowaluty. Z danych firmy Kaiko wynika, że głębokość rynku bitcoina jest o ponad 35 proc. mniejsza niż w październiku zeszłego roku. W takich warunkach nawet niewielkie przepływy kapitału mogą prowadzić do gwałtownych zmian notowań i kolejnych fal wymuszonych likwidacji.
W dodatku nastroje inwestorów są wyjątkowo złe. Indeks Strachu i Chciwości dla bitcoina spadł do poziomów niewidzianych od niemal sześciu lat. Indeks, który mierzy emocje rynku w skali od 0 (skrajny strach) do 100 (skrajna chciwość), obniżył się do 6 punktów. Analitycy komentują, że taka wartość wskaźnika to skumulowany efekt silnej wyprzedaży i utraty zaufania do krótkoterminowych perspektyw rynku.
Znany inwestor Peter Brandt twierdzi, że sytuacja nie jest tak alarmująca, jak się wydaje. Jego zdaniem obecna słabość "monety" jest częścią "normalnego rytmu" bitcoina, a nie zdarzeniem wyjątkowym. Brandt mówi, że mamy do czynienia z resetem, który wypiera z handlu nadmiernie lewarowane pozycje i krótkoterminowych posiadaczy, zanim silniejsi inwestorzy przejmą kontrolę na rynkiem. Zdaniem Petera Brandta tegoroczny spadek powtarza wzorce, które wielokrotnie w historii przytrafiały się bitcoinowi. Warto tu przypomnieć, że w latach 2021-22 bitcoin taniał nawet o 70 proc.
Prognozy dla bitcoina złe i dobre
Jak zauważa Matthew Sigel, dyrektor ds. badań nad aktywami cyfrowymi w firmie VanEck, obecna przecena różni się od wcześniejszych gwałtownych załamań rynku. W przeszłości spadki były wywoływane pojedynczymi zdarzeniami - upadkiem giełdy FTX, zakazem kopania kryptowalut w Chinach czy implozją ekosystemu Terra. Tym razem rynek reaguje na kilka równoległych impulsów.
Wśród nich jest także regularnie powracający czteroletni cykl powiązany z halvingami (przepołowieniem tokenów). Po okresach dynamicznych wzrostów zwykle następują fazy realizacji zysków i bessy. "Narracja czteroletniego cyklu nadal odgrywa istotną rolę w psychologii osób aktywnych na rynku. Spadki po szczytach są wykorzystywane przez część inwestorów do akumulacji bitcoinów" - podsumowuje Matthew Sigel.
Jak zawsze cenowe prognozy dla bitcoina są bardzo różne. Wyjątkowo pesymistyczny scenariusz przedstawia analityk znany na X jako "Doctor Profit". Jego zdaniem bitcoin wchodzi w wydłużoną fazę ruchu bocznego i będzie poruszał się w szerokim przedziale pomiędzy 57 a 87 tysięcy dolarów. Potem "Doctor Profit" oczekuje wybicia dołem i zejścia kursu w rejon 44-50 tysięcy dolarów w perspektywie kolejnych tygodni lub miesięcy.
Michael Burry, legendarny inwestor znany z filmu "The Big Short", ostrzega, że sytuacja bitcoina przypomina momenty poprzedzające dramatyczne załamania rynków finansowych. Nie wyklucza, że jeśli cena "monety" spadnie poniżej 50 tysięcy dolarów, to może to uderzyć bezpośrednio w kryptowalutowych "górników", doprowadzić część z nich do bankructwa i zainicjować "spiralę śmierci".
Na przeciwnym biegunie lokują się analitycy z niemieckiej firmy Bernstein, którzy w długim terminie utrzymują pozytywne nastawienie do bitcoina, a jego cenę docelową w 2026 roku wyznaczają na 150 tysięcy dolarów. W notatce dla klientów eksperci z Bernstein pod kierownictwem Gautama Chhuganiego, napisali, że rynek doświadcza "najsłabszego scenariusza bessy bitcoina w jego historii". Ich zdaniem, spadki cen są efektem pogorszenia nastrojów i kryzysu zaufania inwestorów, a nie erozji fundamentów technologicznych czy instytucjonalnych.
JPMorgan stawia na bitcoina
Najbardziej zaskakującą cenową prognozę dla pierwszej kryptowaluty świata przedstawili ekonomiści JPMorgan. Ich zdaniem, bitcoin ma potencjał, by w długim terminie osiągnąć wartość 266 tysięcy dolarów, czyli czterokrotność dzisiejszego kursu. Zaznaczają jednak, że tak wielki skok ceny nie będzie możliwy w tym roku.
JPMorgan najnowsze spadki notowań bitcoina nazywa "klasyczną fazą kapitulacji, po której przychodzi długofalowe odbicie". Podkreśla, że na notowania "coina" bardzo duży wpływ mają czynniki psychologiczne. Bitcoin nie jest sterowany przez dane z gospodarki, lecz przez zbiorowe nastroje, memy, obietnice i strach. Mimo to JPMorgan argumentuje, że w perspektywie kilku lat kryptowaluta może stać się bardziej atrakcyjna niż złoto dla prywatnych inwestorów, o ile jej kapitalizacja rynkowa zbliży się do wartości globalnych zasobów ulokowanych w kruszcu.
Jacek Brzeski














