W skrócie
- Złoty odnotował znaczące spadki wobec euro i dolara, co analitycy łączą z "gołębim" przekazem prezesa NBP Adama Glapińskiego podczas ostatniej konferencji.
- Na osłabienie polskiej waluty wpływają także czynniki zewnętrzne, w tym eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz zmiana retoryki amerykańskiej Rezerwy Federalnej.
- Eksperci oceniają, że przestrzeń do dalszej deprecjacji złotego jest ograniczona i przewidują możliwy powrót kursów do poziomów obserwowanych przed czerwcem tego roku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
- Tak mocne ruchy na rynku walutowym nie biorą się z niczego, warto więc przeanalizować kilka czynników. Jak się cofniemy o miesiąc, to mieliśmy utrwalone poziomy 4,24-4,25 zł za euro. Ale w połowie czerwca mieliśmy pierwszą konferencję nowego prezesa amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Kevin Warsh - red.). Kurs z okolic 4,24 przeniósł się bliżej 4,28 zł za euro. Rezerwa Federalna zmieniła retorykę wzmacniając oczekiwania na podwyżki stóp - wylicza Mirosław Budzicki, podkreślając, że czwartkowa konferencja prezesa Glapińskiego i jego "gołębi" przekaz osłabiający złotego były raczej "kropką nad i", a nie fundamentalnym czynnikiem decydującym o walutowym kursie.
Złoty stracił ostatnio do euro aż 10 groszy
Mirosław Budzicki podkreśla jednak, że kolejnym istotnym czynnikiem wpływającym na obecne znaczące osłabienie złotego jest zmiana oczekiwań odnośnie przyszłych decyzji RPP. - W dłuższym horyzoncie te oczekiwania są bardzo mocno powiązane z cenami ropy naftowej, z tym co dzieje się na Bliskim Wschodzie - tłumaczy w rozmowie z Interią Biznes przypominając, że jeszcze całkiem niedawno rynek wyceniał podwyżki stóp procentowych w Polsce. Strateg PKO BP zwraca uwagę, że w oczekiwaniu na ewentualne podwyżki stóp kurs euro spadł nawet do 4,22 zł.
Kulminacją była jednak czwartkowa konferencja Adama Glapińskiego. - Nieco wcześniej oderwaliśmy się od kursu równowagi w ramach trendu bocznego, ale doszedł kolejny mocny czynnik - eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i wzrost ceny ropy. Kurs euro dobił do 4,30 zł, czyli psychologicznej bariery otwierającej bramę do dalszych wzrostów - dodaje Mirosław Budzicki.
Analityk podsumowuje, że właściwie od początku czerwca mamy napływ niekorzystnych dla złotego informacji. - Mamy zmianę oczekiwań odnośnie decyzji RPP, od spodziewanych podwyżek stóp do zapowiedzi obniżek nawet już po wakacjach; mieliśmy spadek cen ropy, ale obecnie powróciły wzrosty i zaognienie sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej - wylicza.
Budzicki podkreśla jednak, że zmienność sytuacji geopolitycznej znacząco utrudnia długoterminowe prognozowanie poziomu stóp procentowych i kursów walutowych.
- Jeszcze tydzień temu rynek wyceniał obniżkę stóp procentowych o 25 pkt. bazowych w przyszłym roku. Przed konferencją prezesa Glapińskiego, w związku z rosnącą ceną ropy, rynek powrócił do możliwych podwyżek stóp i dopiero wypowiedź szefa NBP zmieniła wszystko - relacjonuje strateg PKO BP, pokazując zmienność i nieprzewidywalność na rynku.
Konflikt na Bliskim Wschodzie "zamiata" na rynkach
Krystian Jaworski, analityk Credit Agricole, w podobnym tonie komentuje w rozmowie z Interią Biznes obecne osłabienie złotego.
- Jednym z czynników są wahania globalnej awersji do ryzyka związanej z konfliktem na Bliskim Wschodzie, która raz jest wyższa, raz jest niższa w zależności od tego, co w danym tygodniu powie prezydent Trump - tłumaczy nam. Ekspert wskazuje, że zerwanie porozumienia z Iranem wpłynęło na osłabienie złotego.
- Jednak pierwszym czynnikiem osłabiającym złotego jeszcze w czerwcu mieliśmy posiedzenie Fedu z nowym prezesem, co również zaowocowało mocniejszym dolarem i słabszym złotym - wylicza i dodaje, że ostatecznym "ciosem" dla złotego była konferencja prezesa Glapińskiego.
- Zwrot w komunikacji RPP jest duży, więc zmiana na złotym też jest duża - podsumowuje ekonomista Credit Agricole. Podkreśla jednak, że w najbliższych miesiącach może się to zmienić, w związku z powrotem nieco mocniejszej inflacji.
Ile będą kosztować euro i dolar po wakacjach?
Ile zapłacimy za drożejące obecnie euro i dolara po wakacjach? Zdaniem cytowanego wcześniej Mirosława Budzickiego, "przestrzeń do deprecjacji polskiej waluty" jest ograniczona.
- Być może jesteśmy już u szczytu tej przeceny - mówi analityk i przypomina, że wciąż aktualne są umiarkowanie pozytywne założenia dotyczące przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie (scenariusz stopniowej deeskalacji).
Jak przekonuje Budzicki, deeskalacja na Bliskim Wschodzie mogłaby spowodować zmiany w retoryce EBC i Fed, na łagodniejszą, a to - w ślad za globalnym osłabieniem euro i dolara mogłoby zaowocować wzmocnieniem walut rynków wschodzących, w tym złotego. - Możemy się spodziewać, że osłabnie zainteresowanie banków centralnych inflacją, a ich uwaga przeniesie się na wzrost gospodarczy - zdaniem analityka PKO BP może to przyczynić się do osłabienia dolara i odreagowania na rynkach wschodzących.
Ile więc zapłacimy za euro i dolara po wakacjach - w drugiej połowie roku?
- Wcale bym nie wykluczał, że kursy powrócą do poziomów sprzed kilku tygodni - odpowiada Mirosław Budzicki. - Możemy powrócić do poziomu konsolidacji przy euro tańszym o te 10 groszy, które złoty stracił ostatnio - mówi w rozmowie z Interią Biznes, choć dodaje, że nie stanie się to bardzo szybko.
O powrocie złotego do trendu bocznego (umocnienie naszej waluty do poziomów sprzed czerwca br.) mówi także Krystian Jaworski z Credit Agricole.
- Oczekujemy, że dane z realnej gospodarki będą się poprawiać, co powinno dodatkowo wspierać naszą walutę - tłumaczy.















