Reklama

Amerykańskie dane sfinalizowały tydzień

Podsumujmy wpierw rzeczywistość eurodolara w dłuższym (i zarazem wstecznym) horyzoncie czasowym. Od blisko dwóch lat, mniej więc od stycznia czy też lutego 2015, można mówić o szerokiej konsolidacji na wykresie - obejmującej w przybliżeniu zakres 1,15 - 1,17. Od początku maja 2016 mamy parcie na południe, ku dolnemu ograniczeniu tej konsolidacji (3 maja testowano poziom 1,16 - tymczasem od kilkunastu dni jesteśmy przy 1,06).

Proces umacniania dolara na pozór został przyhamowany pod koniec października 2016 i na początku listopada. Ba, w nocy z 8 na 9 listopada, gdy ważyły się losy wyborów w USA, spekulanci podbijali parę nawet do 1,13, wykorzystując nastrój paniki, czyli lęk przed Trumpem. Ale Trump rzeczywiście zwyciężył - i trzeba było zacząć z tym jakoś żyć, szczególnie że nie taki diabeł straszny (nawet dla bankierów i finansistów). Ci, którzy wcześnie kupowali i wcześnie sprzedawali mogli się cieszyć, gorzej jeśli ktoś nie połapał się, w którym kierunku to zmierza - oto bowiem jeszcze tego samego 9 listopada były notowane poziomy niewiele wyższe niż 1,09. A później ruszyła lawina - 24 listopada notowano nawet 1,0520.

Reklama

Następne dni można interpretować jako konsolidację 1,05 - 1,07 (w zaokrągleniu), albo też jako początek nowego trendu, wzrostowego - ew. jako początek korekty. Oto bowiem dolar nie zyskuje już tak elegancko jak wcześniej. Nic dziwnego - przede wszystkim silnie wyceniony jest temat podwyżki stóp w grudniu. Co więcej, po tym jak ona faktycznie nadejdzie, może się pojawić impuls sprzedaży dolara (niekoniecznie od razu, ale może po paru godzinach czy dniach). Potem rynek będzie rozważać rok 2017, ale nawet przy dwóch podwyżkach na ów rok będzie trzeba poczekać trochę do pierwszej z nich.

Kto wie - być może więc ten dołek z 24 listopada był przybliżonym zwieńczeniem rajdu w dół dwuletniej konsolidacji? I teraz mamy odbicie?

Co do danych makro to warto zauważyć, że wczorajsze indeksy PMI i ISM dla przemysłu przebiły prognozy - a mimo tego dolar nie zarobił jakoś potężnie. A jak było dziś? Z jednej strony bezrobocie spadło z 4,9 proc. do 4,6 proc. Profit, jasne. Ale płaca godzinowa miast wzrosnąć o 0,2 proc. m/m, spadła o 0,1 proc. Przyrost miejsc pracy za listopad miał wynieść 175 tys. Było 178 tys., ale obniżono wynik październikowy (o 19 tys. miejsc pracy). Czyli suma za listopad i październik jest mniejsza niż miks pierwotnych wyników z prognozami. W efekcie dolar jest relatywnie słaby - nie jest poniżej 1,06 tylko w pobliżu 1,0650.

Wydarzeniem tygodnia było porozumienie OPEC dotyczące ograniczenia wydobycia ropy - w tym np. przez Arabię Saudyjską. Porozumienie wisiało na włosku, ale go dopięto. W wojnie cenowej każdy liczy, że się mu uda, ale koniec końców jest ona wyczerpująca. Teraz i tak ropa jest po ponad 50 dolarów za baryłkę (ropa WTI), w lutym schodziła w pobliże 26 dolarów.

EUR/PLN przebił w tym tygodniu wyraźny opór, tj. zakres 4,45 - 4,4590 (mniej więcej). Wczorajsza świeca była wysoka, biała, wzrostowa. Dzisiejsza teoretycznie jest czarna, ale korekta wygląda nader skromnie. W istocie krążymy przy 4,48 - 4,49. Niektórzy wierzą, że 'okrągły' poziom 4,50 może być jakąś psychologiczną blokadą przed dalszą deprecjacją złotego. Ale niestety, wiele rzeczy nam nie sprzyja. Rosną rentowności obligacji różnych krajów, w tym i Polski. Agencja S&P ma dziś ocenić nasz rating - nawet jeśli go nie obniży, to może się okazać krytyczna. Niedawne dane o PKB, produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej i sprzedaży detalicznej - były w Polsce słabe.

Oczywiście możliwe jest, że u progu przyszłego tygodnia złoty korekcyjnie odzyska 3 - 4 grosze, a niedawny opór okaże się nowym wsparciem. Prawdopodobnie jednak większe wzmocnienie ujrzymy, gdy podwyżka stóp w Stanach stanie się faktem. Ona złotemu nie służy, ale to 'nie-służenie' zapewne już wyceniono.

Na USD/PLN widzimy 4,2130. Silnie testowany jest opór i wygląda na to, że - podobnie jak na euro-złotym - traci on na sile. Wsparcie można rozpoznać w okolicy 4,1350 - 4,15. Para ta jest mocno uzależniona od wahań eurodolara i często je odbija odwrotnie.

Na CHF/PLN widzimy 4,1715, zaś kurs pary GBP/PLN, czyli funtowej, to 5,3240. Trwa walka o zachowanie linii szczytu z 14 lipca. Jeśli pęknie, to wykres spokojnie będzie mógł ruszyć w okolice 5,50.

Tomasz Witczak

FMC Management

Dowiedz się więcej na temat: amerykański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »