Reklama

Antypody nie chcą już ciąć

Wobec euforycznych nastrojów, które w ostatnim czasie obserwujemy na światowych giełdach, na rynku walutowym jest dość spokojnie. Dlatego takie ruchy, jakie widzimy dziś na dolarze nowozelandzkim przyciągają sporą uwagę.

Waluty z antypodów, tj. dolar australijski oraz nowozelandzki nie miały ostatnio najlepszej passy. Już w ubiegłym roku piętnem odciskała się na nich spowalaniająca globalna gospodarka, a ostatnio doszły obawy związane z koronawirusem. W efekcie pojawiły się oczekiwania na dalsze cięcia stóp procentowych, a nawet uruchomienie programów luzowania ilościowego. Tamtejsze banki centralne opierają się jednak tej pokusie. Nowa Zelandia to gospodarka, w której stopy procentowe tradycyjnie były dość wysokie. Klasyczne carry trade polegało na pożyczaniu nisko oprocentowanego jena i kupowaniu za niego dolarów australijskiego lub właśnie nowozelandzkiego, gdzie można była uzyskać znacznie wyższe odsetki. Robiły to instytucje wykorzystując transakcje swap, ale były też produkty masowo oferowane japońskim gospodarstwom domowym. Teraz jednak główna stopa procentowa w Nowej Zelandii to jedynie 1%. RBNZ zapowiedział jednak, że nie zamierza jej obniżać, a kolejnym jego ruchem może być podwyżka. Spowodowało to wzrost kursu o blisko 1%, a NZDUSD nadal znajduje się w pobliżu wieloletnich dołków. Czas jednak pokaże, na ile tamtejsze banki centralne będą w stanie oprzeć się presji na luzowanie. Dużo będzie zależało od rozwoju sytuacji w Chinach i tego, czy przeszkodzi to w ożywieniu gospodarki. Na razie dane nie są najlepsze - zamówienia na maszyny w Japonii były w styczniu o 35,6% niższe niż przed rokiem, kiedy to były o ponad 18% niższe niż w roku 2018.

Reklama

Rynki akcji jednak wydają się być obecnie w absolutnym amoku, ponieważ przestały już jakkolwiek reagować na negatywne informacje. Warto jednak odnotować dwie z dnia wczorajszego: jawną zapowiedź opóźnienia zakupów produktów rolnych z USA przez Chiny oraz potężny spadek nowych ofert pracy (raport JOLTS) w USA, co mocno kontrastuje z danymi o zatrudnieniu. Swego czasu ówczesna prezes Fed Janet Yellen twierdziła, że to jej ulubiona miara kondycji gospodarcze. Wczoraj i dziś mają miejsce wystąpienia szefa Fed w Kongresie, ale nie wnoszą one nic nowego. Powell musi zdawać sobie sprawę, że Fed w ostatnich miesiącach przyczynił się dopompowania bańki na rynku akcji, choć oczywiście amerykański bank centralny otwarcie tego nie przyzna. Dlatego nie spodziewałbym się wiele po dzisiejszym przesłuchaniu (start o godzinie 16:00).

W kalendarzu warto natomiast zwrócić uwagę na zapasy paliw w USA (16:30) - rynek ropy próbuje odbijać po potężnej wyprzedaży, ale na razie idzie to z trudem. Nadal słabo radzi sobie euro względem dolara i efektem jest wysoki kurs USDPLN. Dziś o 8:30 dolar kosztował 3,8997 złotego, euro 4,2549 złotego, frank 3,9947 złotego, zaś funt 5,0554 złotego.

Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »