Reklama

Aprecjacja dolara przyhamowała, co teraz?

Co teraz? Tego oczywiście na sto procent nikt nie wie, w szczególności analitycy. Można jednak opisać bieżącą sytuację i rozpoznać pewne trendy tudzież wyznaczyć punkty w niedalekiej przyszłości, które najprawdopodobniej będą ważne.

Ogólny obraz jest taki: eurodolar stoi przy 1,1630-45. Z jednej strony, wciąż aktywny jest generalny trend, 10-letni, prowadzący wykres na południe, tj. w stronę mocniejszego dolara. Z drugiej strony, rejon 1,15 - 1,1530 (w przybliżeniu) okazał się sensownym wsparciem, co zresztą można było przewidzieć, patrząc na retrospektywę. Tak więc na razie zyskuje euro.

Tymczasem Donald Trump nie ustępuje w swojej wojnie handlowej. Media donoszą, na podstawie przecieków (kontrolowanych? pewnie tak...), że prezydent chce posługiwać się nie tylko cłami, ale również bada możliwości ograniczenia chińskich inwestycji w amerykańskie spółki finansowe.

Reklama

Teoretycznie mówi się, że wojna handlowa powinna umacniać dolara: mianowicie w sensie szukania bezpiecznej przystani (ale czy dolar naprawdę nią jest?). Pytanie tylko, czy Trumpowi jego plany się powiodą. Otóż część rynku może podejrzewać, że polityka Trumpa nie zakończy się pełnym sukcesem, np., że niekoniecznie uda mu się wypracować dokładnie takie kompromisy, jakich by sobie życzył. W tym sensie podejmowane przez prezydenta Stanów działania mogą podważać zaufanie do dolara. Czasy się zmieniają, centra polityki światowej się przesuwają, a UE, Chiny czy Kanada starają się przeciwstawiać Trumpowi. Wicepremier Chin - Liu - poinformował, że Chiny i Unia są zgodne w kwestii oporu wobec protekcjonizmu, w domyśle: protekcjonizmu USA. Chiny wyraziły nadzieję, iż UE podejmie "konkretne kroki w poluzowaniu restrykcji eksportowych" w stosunku do Państwa Środka.

Równocześnie większość ekonomistów aniektowanych przez Reuters uważa, że ryzyko tego, iż EBC przeciągnie operację QE na następny rok, jest niewielkie. Tak więc mamy tu jasny czynnik na rzecz silniejszego euro.

Podkreślmy raz jeszcze: od początku roku zakładaliśmy, że dolar będzie się, co do zasady, umacniał, że 10-letni trend się potwierdzi. Tak się stało, jak najbardziej. Zwracaliśmy jednak uwagę także i na wsparcie przy 1,15 oraz sugerowaliśmy - i dalej sugerowaliśmy - że ów generalny trend ma mniej siły niż kiedyś. Na przykład dolarowi pomogło to, że Fed dość jasno postawił na wizję czterech, a nie tylko trzech podwyżek na ten rok - ale ta kwestia została już wyceniona.

Co do danych makro, to dziś o 10:00 poznamy indeks instytutu Ifo - ważny wskaźnik mierzący kondycję gospodarki niemieckiej. Prognozuje się zejście ze 102,2 pkt do 101,7 pkt. O 16:00 mamy w USA dane o sprzedaży nowych domów za maj, o 16:30 poznamy natomiast indeks Dallas Fed dla przemysłu. Jutro w programie m.in. indeks Richmond Fed i wyprzedzający Conference Board, w środę mamy dane o zamówieniach w USA, w czwartek PKB USA, w piątek produkcję przemysłową w Japonii, a także PKB Wielkiej Brytanii.

Na złotym

O 10:00 poznamy polskie bezrobocie za maj. Prognozuje się redukcję z 6,3 proc. do 6,1 proc. USD/PLN jest na 3,7140. Od paru dni, od czwartkowego szczytu, złoty się wzmacnia. Rejon 3,76 po raz drugi okazał się dość sensownym oporem. Daje to złotówce pewne nadzieje, acz tylko wtedy, gdy eurodolar będzie rósł (na razie proces ten spowolnił i nawet się cofa).

EUR/PLN jest przy 4,3215. W rejonie 4,33 - 4,34 widać poziom oporu. Złoty od kilkunastu dni tracił, teraz jest szansa na lekką korektę. Na razie wszelako ruchy są skromne.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »