Reklama

Będzie więcej obniżek

Piątkowe umocnienie złotego wobec euro niweluje większość osłabienia z pierwszej części tygodnia, kiedy nasza waluta była pod presją ze względu na kolejne słabe dane. Nie musi to oznaczać końca presji na złotego, jednak potwierdza naszą tezę, iż bez korekty na rynkach globalnych trudno będzie trwale przełamać poziom 4,20.

Piątkowe umocnienie złotego wobec euro niweluje większość osłabienia z pierwszej części tygodnia, kiedy nasza waluta była pod presją ze względu na kolejne słabe dane. Nie musi to oznaczać końca presji na złotego, jednak potwierdza naszą tezę, iż bez korekty na rynkach globalnych trudno będzie trwale przełamać poziom 4,20.

Podczas gdy rynki globalne żyją nadzieją na poprawę koniunktury gospodarczej, ostatnie dane z Polski są po prostu fatalne. Wzrost w czwartym kwartale wyniósł co prawda ok. 0,8 proc. r/r, czyli tyle ile przewidywaliśmy od dłuższego czasu, ale nasze przewidywania przed publikacjami danych za grudzień były po pesymistycznej stronie konsensusu. Grudniowe dane były tak słabe, że zaskoczyły nawet nas. Tym bardziej musiały zaskoczyć prezesa NBP, który jeszcze po styczniowym posiedzeniu sugerował rychłą przerwę w cyklu obniżek stóp procentowych. W tym tygodniu powiedział, iż jesteśmy w cyklu obniżek stóp - teoretycznie jedno nie wyklucza drugiego, ale można wyczuć tu ewidentne złagodzenie tonu. Dodatkowo wyniki głosowań za grudzień pokazują, iż obóz prezydencki w RPP został rozbity i zarówno Z.Gilowska, jak i A.Glapiński (wcześniej zagorzali przeciwnicy obniżek) zagłosowali za obniżką o 50 bp. Naszym zdaniem prezes NBP zagłosuje za tydzień raczej za obniżką rzędu 25 niż 50 bp, gdyż zwiększenie skali luzowania w środku cyklu jest zgodne z zasadami sztuki tylko w ekstremalnych sytuacjach, a ta (choćby ze względu na dobre nastroje na rynkach globalnych) taka nie jest. Dlatego też należy oczekiwać, iż Rada będzie obniżać stopy zarówno w lutym, jak i w marcu o 25 bps, a w dalszej części roku możliwe są jeszcze 1-2 obniżki. Stopa referencyjna już w wakacje może zatem spaść nawet do 3 proc., a to więcej niż rynki dyskontują na chwilę obecną (zdyskontowane jest 3,25 proc. z niewielką nawiązką).

Reklama

Pytanie, co to oznacza dla złotego? Generalnie zarówno czynniki krajowe, jak i relatywny poziom stóp procentowych (w odniesieniu do EUR czy USD) mają drugorzędny wpływ na notowania zł, liczą się głównie premie za ryzyko, które wzrosły w niewielkim stopniu. Jednak w ostatnim czasie negatywne zaskoczenie zarówno z polskiej gospodarki, jak i regionu było na tyle duże, że złoty zaczął słabnąć pomimo świetnej koniunktury na rynkach globalnych (które utrzymują premie za ryzyko na niskim poziomie). Naszym zdaniem największa fala negatywnego zaskoczenia czynnikami krajowymi jest niemal za nami - kulminacją może być konferencja po posiedzeniu RPP w przyszłym tygodniu. Jednak do ruchu wyraźnie powyżej poziomu 4,20 potrzebna jest korekta na rynkach globalnych. Naszym zdaniem jest ona bardziej niż uzasadniona, jednak moment jej wystąpienia jest mocno niepewny.

Punktem zwrotnym dla EUR/USD mogłoby być teoretycznie posiedzenie EBC (przyszły czwartek), ale tylko jeśli Draghi wyrazi zaniepokojenie mocnym euro, a co do tego mamy pewne wątpliwości. Jeśli korekta na rynkach globalnych będzie mieć miejsce, to przy wsparciu niekorzystnych czynników krajowych kurs EUR/zł może wzrosnąć nawet do 4,40, zaś USD/zł 3,35. Niewykluczone jednak, iż na takie wzrosty będziemy musieli trochę poczekać.

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »