Reklama

Ben Bernanke zapalił zielone światło, ale pytania pozostały

W minionym tygodniu dobre wyniki kwartalne spółek w Europie i USA i obietnica taniego kredytu w USA dały mieszankę, z której rynki akcji zdołały zbudować fale umocnienia wynoszące indeksy na nowe rekordy w trendach wzrostowych.

Już sam fakt, iż indeksy giełd amerykańskich niemieckiej (DAX) i londyńskiej (FTSE-250) zakończyły tydzień kreśląc nowe maksima w falach wzrostowych wskazuje, iż popyt posilił się globalną atmosferą, w której centrum sceny zajęła akceptacja dla ryzyka obrazowana przez spadek wartości dolara na tle konkurentów.

W istocie oglądając segmenty rynkowej układanki przez pryzmat zachowania akcji, surowców, walut i obligacji zeszłotygodniowe notowania nie były niczym więcej niż kolejnym posileniem się byków słabością amerykańskiej waluty, której genezy należy szukać w polityce amerykańskiego banku centralnego zalewającego rynki tanim i łatwo dostępnym kredytem. Nie przypadkowo ostanie dwa wzrostowe tygodnie na rynkach akcji zbiegły się z dwoma tygodniami czytelnego osłabienia dolara.

Reklama

Paradoksalnie mieszanka słabych danych makro z USA (odczyt dynamiki PKB, wzrost liczby nowych bezrobotnych, ostrzegawcza relacja pomiędzy dochodami a wydatkami konsumentów) i dobrych wyników spółek w połączeniu z łagodną polityką Fed przywróciła na rynkach atmosferę, która pojawiła się w październiku zeszłego roku, gdy szef Rezerwy Federalnej obiecał drugą falę luzowania ilościowego i rzucił na rynek 600 mld dolarów.

Zapowiedź taniego kredytu i reinwestowania środków z posiadanych papierów dłużnych jest dla giełd niczym więcej i niczym mniej niż utrzymaniem status quo, które zbudowały przeszło półroczną hossę. Właśnie dlatego Wall Street wygląda dziś na odporną na słabe dane makro i koncentruje się raczej na raportach firm niż zagrożeniach przed drugą falą recesji. Środowa konferencja Fed właściwie przesądza o tym, iż amerykański bank centralny nie podniesie ceny kredytu do końca roku 2011.

Niestety do tego sielankowego obrazu należy dołożyć kilka znaków zapytania w postaci drogich paliw, które raczej wcześniej niż później muszą przełożyć się na kondycję konsumentów. Również rynek pracy w USA pozostaje słaby o dane o dynamice PKB w I kwartale, pokazujące wzrost o 1,8 procent, gdy w IV kwartale wzrost wyniósł 3,1 procent, stawia pytanie o trwałość ożywienia gospodarczego w amerykańskiej gospodarce. Środowa konferencja Fed pozwoliła Wall Street zignorować ostrzeżenia płynące z Main Street, ale przy pierwszych sygnałach zbliżającej się korekty słabe dane makro zajmą centrum sceny.

W nowym tygodniu należy oczekiwać większego skupienia uwagi giełd akcji na kondycji gospodarki amerykańskiej. Przesunięciu środka ciężkości ze spółek na obraz makro będzie sprzyjał nie tyle zbliżający się finał sezonu publikacji wyników kwartalnych, ale głównie waga publikowanych danych makro. Na plan pierwszy muszą wybić się dane o kondycji przemysłu (indeks ISM, zamówienia fabryczne) oraz rynku pracy (ADP, stopa bezrobocia, liczba nowych bezrobotnych i wreszcie najważniejsza w tygodniu zmiana w liczbie etatów poza rolnictwem).

Adam Stańczak, analityk DM BOŚ SA

Dowiedz się więcej na temat: Akcji | pytanie | Ale | ben | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »