Reklama

Brytania, Kanada, Szwecja i ich waluty

Szwedzki bank centralny (Riksbank) nie zmienił głównej stopy procentowej. Tym samym pozostawił ją na poziomie -0,50 proc. (cóż, takie to mamy czasy - ujemnych stóp w niektórych krajach). Potwierdzono także dotychczasową skalę zakupów w ramach QE, co oznacza, że do końca roku łącznie powinno być "dodrukowane" 290 mld SEK.

Cóż tam słychać w wielkim świecie?

Reklama

Na rynkach pewnym echem odbiła się wypowiedź p. Gertjana Vlieghe. Nazwisko sugeruje narodowość holenderską, w istocie to Belg (o korzeniach, jak można mniemać, flamandzkich), który pracuje w Wielkiej Brytanii jako ekonomista, a w szczególności jako członek MPC - Monetary Policy Committee. Innymi słowy, w instytucji, która jest odpowiednikiem FOMC albo Rady Polityki Pieniężnej. Otóż o ile niedawno Mark Carney sugerował możliwość podwyższenia stóp procentowych i zaostrzenia w ten sposób polityki monetarnej Banku Anglii, o tyle Vlieghe uważa, że to nie jest dobry czas na takie ruchy. Uważa wręcz, że w takim otoczeniu, jakie obecnie jest widoczne, lepiej wręcz spóźnić się z podwyżką niż wykonać ją przedwcześnie. Takie poglądy przedstawił w wywiadzie dla "Independent".

Cóż, funt się zasadniczo osłabił - w tym sensie, że np. 30 czerwca i 3 lipca wykres GBP/USD pochodził pod 1,3025-30, a dziś po południu jest przy 1,2920-30. GBP/EUR jest przy 1,1380, jeszcze wczoraj notował prawie 1,1420.

Z kolei Stephen Poloz, szef Banku Kanady, zabrzmiał jastrzębio. Tak odebrano jego słowa o tym, że co prawda inflacja w Kanadzie jest relatywnie niska, ale zarazem inflacja ta z pewnym opóźnieniem oddaje dobry stan gospodarki. Wyjaśnił nawet, że bank centralny po prostu nie może działać w sposób, który polegałby jedynie na obserwowaniu inflacji oraz reagowaniu wyłącznie na nią. Skazywałoby go to zawsze na ok. dwuletnie opóźnienie.

I cóż - dolar kanadyjski poszedł w górę. CAD/USD ruszył z okolic 0,7680 do 0,7745. Zresztą wykres ten biegnie w górę niemal od początku maja, gdy notowano dołki poniżej 0,73.

Dodajmy jeszcze, że Bank Chin ogłosił dziś, iż będzie kontynuować politykę ostrożności i neutralności, dbając o płynność i stabilność systemu finansowego.

A zatem było parę sygnałów ze świata, mimo tego, że nie odbywał się handel w USA. A nie odbywał się ze względu na dzień 4 lipca - czyli Święto Niepodległości. Jutro z kolei poznamy australijski indeks PSI dla usług, a także indeksy PMI dla tego samego sektora - tyle że w Chinach, Indiach, Francji, Niemczech, Włoszech, Strefie Euro, Wielkiej Brytanii - i nie tylko. Poznamy także dynamikę sprzedaży detalicznej w Eurolandzie i amerykańskie dane o zamówieniach, jak również protokół FOMC. Eurodolar jest tymczasem na 1,1350, w minimach było ok. 1,1335-40. Tym samym dolar kontynuuje umocnienie, co jednak nie musi przekreślać ogólnego trendu wzrostowego na parze.

Co ze złotym?

Para euro-złoty pozycjonuje się na 4,24. W maksimach było dziś 4,25, w minimach półtora grosza niżej. Nie ma przełomu, ale generalnie złoty powoli traci. Od połowy maja (mniej więcej) trwa tendencja wzrostowa. Z rejonów 4,1515 doszliśmy 10 - 11 groszy wyżej.

Na dolarze widzimy 3,7380 i tu też złoty się osłabia, zresztą notowano dziś i 3,7480. Jutro mamy decyzję RPP na temat stóp - na tzw. 99,99 proc. nie będzie zmian. Istotny będzie jednak komunikat RPP, aczkolwiek nastawienie większości decydentów jest raczej takie, że stopy powinny pozostać bez zmian... jeszcze przez długi czas.

Tomasz Witczak

FMC Management

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »