Reklama

Ceny ropy ponownie powyżej 70 dolarów

Gdy podczas ostatniego posiedzenia kartelu OPEC doszło do porozumienia odnośnie do zwiększenia wydobycia surowca o 700 tys. baryłek ropy dziennie, mogliśmy zauważyć wiele optymistycznych opinii, iż dużo wyższe ceny są już mało prawdopodobne. Po zaledwie kilku dniach sytuacja ponownie ulega poważniejszej zmianie, a winnego można upatrywać w amerykańskim prezydencie.

Wczoraj w godzinach popołudniowych amerykański Departament Stanu wydał oświadczenie, iż wszystkie przedsiębiorstwa, które dokonują zakupu irańskiej ropy, muszą zakończyć ten proceder do listopada, w przeciwnym razie narażą się na poważne sankcje ze strony Amerykanów. Po tej informacji ceny surowca poszybowały w górę o ponad 2 dolary na baryłce w przeciągu kolejnych dwóch godzin. Warto dodać, że listopad nie jest tutaj przypadkowym miesiącem. Mianowicie, kiedy w maju Trump wycofywał Stany Zjednoczone z irańskiego porozumienia nuklearnego, postanowił dać amerykańskim firmom okres 180 dni (niektórym 90 dni), by w tym czasie zakończyły wszystkie działalności z irańskimi podmiotami.

Reklama

Dlaczego reakcja rynku była tak dosadna? Iran eksportuje około 2 miliony baryłek ropy dziennie, co jest istotną wielkością zwłaszcza w porównaniu do uzgodnionego zwiększenia produkcji netto przez OPEC i innych producentów w tym Rosję w ubiegłym tygodniu. Tym samym, biorąc pod uwagę wciąż topniejącą produkcję surowca w Wenezueli można podejrzewać, że scenariusz niedoboru czarnego złota w ostatnim kwartale tego roku staje się coraz bardziej prawdopodobny. Jest to rzecz jasna woda na młyn dla inwestorów, co widać po zachowaniu się cen surowca na światowych rynkach. Jakby tego było mało wczorajszego wieczoru poznaliśmy cotygodniowy raport API pokazujący spadek zapasów ropy w Stanach Zjednoczonych aż o 9,2 miliona baryłek, choć jednocześnie zapasy benzyny wzrosły o 1,15 miliona baryłek.

Tymczasem według lokalnych mediów w Chinach prezydent Xi Jinping miał przygotowywać lokalne władze i ministrów do pełnowymiarowej wojny handlowej. Jednocześnie argumentował on, że nałożenie przez administrację Trumpa ceł na chińskie produkty o wartości 34 miliardów dolarów jest najpewniej nieuniknione, co rzecz jasna spotka się z tożsamym krokiem ze strony Pekinu. Warto również wskazać na jeszcze jeden, bardzo istotny aspekt, mianowicie kurs chińskiego juana. Prezydent Xi wskazał, że z powodu napięć handlowych juan może doświadczyć większej wyprzedaży w krótkim okresie (być może była to po części cicha zapowiedź działań podjętych celem jego dewaluacji), co z pewnością nie jest pozytywną informacją dla Trumpa. Wreszcie chiński bank centralny ma zaprzestać zwiększania udziału amerykańskich obligacji w portfelu, a nawet zdecydować się na zmniejszenie tego zaangażowania.

W trakcie dzisiejszej sesji warto zwrócić uwagę na paczkę danych makroekonomicznych z USA zawierającą saldo obrotów towarowych oraz zamówienia na dobra trwałe za maj. Z punktu widzenia inwestorów na rynku ropy kluczowy będzie cotygodniowy raport o zapasach autorstwa amerykańskiego DoE. W godzinach wieczornych swoje wystąpienie będzie miał prezes kanadyjskiego banku centralnego Poloz, zaś władze monetarne w Nowej Zelandii podejmą decyzję w kwestii wysokości stóp procentowych. Konsensus nie wskazuje na żadne zmiany. O godzinie 9:10 za dolara płaci się 3,7222 złotego, za euro 4,3414 złotego, za funta 4,9206 złotego, a za franka 3,7610 złotego.

Arkadiusz Balcerowski

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »