Reklama

Chiński strach na rynkach

Jeśli ktokolwiek liczył na uspokojenie sytuacji rynkowej po greckim zamieszaniu, ten bardzo mocno się mylił. Grecja może okazać się jedynie błahym problemem w obliczu tego, co mogą spowodować narastające problemy w Chinach.

Wczorajsza sesja na rynku chińskim była najgorszą od roku 2007, a indeks Shanghai Composite spadł o ponad 8,5% wywołując powrót obaw o kondycję gospodarki Państwa Środka. Tamtejszym akcjom zdecydowanie nie sprzyjały dane na temat dynamiki zysków sektora przemysłowego, które poznaliśmy w trakcie wczorajszego poranka. Co prawda dane te klasyfikowane są jako nieistotne, jednakże należy tu nadmienić, iż zyski skurczyły się w porównaniu do zeszłego roku, co może wpływać negatywnie na nastroje azjatyckich inwestorów, którzy coraz bardziej obawiają się oni, iż spowolnienie w Chinach może być nie do zatrzymania. Zyski w czerwcu spadły o 0,3% r/r, w porównaniu do poprzedniego odczytu, który wykazał wzrost o 0,6%. W tym miejscu należy także przypomnieć piątkowy odczyt indeksu PMI dla chińskiej gospodarki, który spadł nieoczekiwanie najniżej od ponad roku. Malejące zyski spółek, gorsze nastroje w przemyśle oraz spowalniający wzrost gospodarczy powodują, iż obraz chińskiej gospodarki zaczyna malować się w coraz ciemniejszych barwach, co automatycznie przekłada się na sytuację na rynku walutowym.

Reklama

Paradoksalnie największym przegranym wczorajszej wyprzedaży w Chinach nie był dolar australijski czy też dolar nowozelandzki , a waluta amerykańska. Na rynku powszechnie oczekiwano, iż w trakcie jutrzejszego posiedzenia FED da inwestorom wskazówkę dotyczącą terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych, jednak załamanie w gospodarce głównego partnera handlowego Stanów Zjednoczonych może po raz kolejny opóźnić rozpoczęcie zacieśniania polityki monetarnej przez FOMC. Ryzyka związane z potencjalnym kryzysem w Chinach mogą okazać się, zdaniem wielu inwestorów, zbyt poważne by FED zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych, co spowodowało wyprzedaż amerykańskiej waluty.

Pomimo wczorajszej wyprzedaży złoty radził sobie i tak wyjątkowo dobrze, zaś wzrost notowań pary EURPLN to efekt pojawiającej się nerwowości na rynkach. Wyprzedaż w Chinach była kontynuowana na europejskich parkietach, a to zwykle nie sprzyja walutom rynków wschodzących - a taką jest złoty. Niemniej jednak PLN zyskiwał w stosunku do dolara oraz funta, właśnie z powodu malejących oczekiwań dotyczących ew. podwyżki stóp procentowych przez tamtejsze banki centralne. O godzinie 9:00 za euro płaciliśmy 4,1195, a za dolar 3,7265 zł.

Jakub Stasik

Dowiedz się więcej na temat: chińskie | waluty | ten

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »