Reklama

Czwarta po południu

Dwa momenty były dziś, przynajmniej w teorii, kluczowe dla eurodolara. O 14:15 poznaliśmy raport ADP ze Stanów Zjednoczonych - dotyczący sierpniowej zmiany liczby miejsc pracy poza rolnictwem, w sektorze prywatnym. Odczyt był dość słaby: 190 tys. Prognozowano 205 tys., jakkolwiek na podstawie lipcowego odczytu wynoszącego pierwotnie 185 tys. Ten jednak został obniżony do 177 tys. A zatem w lipcu było mniej niż myślano dotąd, a w sierpniu - tylko trochę więcej.

O 16:00 przekazano odczyty nt. zamówień, także z USA. Tu wyniki rozłożyły się rozmaicie: 0,4 proc. m/m w przemyśle (przewidywano 0,1 proc.), 2,2 proc. m/m na dobra trwałego użytku (2 proc. było założeniem) - i w końcu 0,4 proc. m/m na dobra liczone bez środków transportu (prognozowano 0,6 proc.).

Reklama

Co widzimy na eurodolarze? Generalnie dolar się dziś umacniał, jakkolwiek można się było tego w sumie spodziewać - choćby w ramach korekty. Nad ranem wykres wykraczał jeszcze ponad 1,13, teraz jest 1,1225-35.

Wydaje się jednak, że tak naprawdę rynek czeka na piątkowe payrollsy. Później, przed posiedzeniem 16 - 17 września, będzie istotne to, czy uzyskane odczyty zostaną jakoś skomentowane przez przedstawicieli Fed. Jeśli dane będą dobre, to może znów być rozegrana próba umocnienia dolara. Teoretycznie linia trendu wzrostowego, biegnąca od połowy marca, przebiega teraz w okolicach 1,10 - 1,1050 (czy też będzie tam przebiegać za kilka dni). Wydaje się jednak, że do jej testu konieczne byłoby autentyczne podwyższenie stóp, a nie tylko rynkowe zagrywki na bazie pogłosek.

Z Grecji dochodzą wieści o tym, że maleje przewaga Syrizy nad Nową Demokracją. Może się więc okazać, że to nie Cipras wygra przedterminowe wybory. Z punktu widzenia tzw. rynków finansowych większym wstrząsem byłoby, gdyby nowe władzy wywodziły się z radykalnej opozycji lewicowej lub nacjonalistycznej (co mogłoby wstrzymać proces realizacji programu pomocowego w zamian za reformy), ale nie jest to bardzo prawdopodobny scenariusz.

Co w Polsce?

Stopa procentowa w Polsce nie uległa oczywiście zmianie, główna stopa to nadal 1,5 proc. Złoty umocnił się do euro - kurs EUR/PLN przeszedł drogę z okolic 4,2560 do 4,2320-40, a notowano nawet zejścia poniżej 4,23. W gruncie rzeczy to jednak nadal kontynuacja konsolidacji. Jest możliwe, że PLN się umocni (poniżej wsparcia na 4,2070-80), ale wymagałoby to naprawdę dużego odwrotu od euro, powrotu do carry-trade finansowanego tą walutą, dużej nadziei na podwyżkę stóp dolarowych, a więc i dobrych danych z USA. A i spokój w Chinach by się przydał. To jednak seria życzeń, które niekoniecznie muszą się spełnić.

Na USD/PLN mamy 3,7680 - 3,77. Opory można rozpoznawać przy 3,78 czy nawet 3,7870-80. W ostatnich godzinach PLN oczywiście traci. Rentowność polskich obligacji 10-letnich jest dość wysoka: 3,062 proc.

Ukazał się też komunikat RPP, który można odbierać co najmniej jako sygnał, że jeszcze długo zostaną utrzymane niskie stopy dla złotego, a kto wie - może i będą jeszcze niższe. Oto bowiem przyznano, że jest ryzyko, iż utrzyma się spowolnienie w gospodarkach wschodzących, a ceny surowców spadają.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »