Reklama

Czy Wall Street widzi presję z rynku pracy?

Dzisiejszy raport z amerykańskiego rynku pracy jedynie pozornie pokazuje słabe oblicze. Oczywiście odczyt poniżej 200 tysięcy nie jest tym, co chcieliby zobaczyć inwestorzy oraz polityczni decydenci. Z drugiej jednak strony szczegóły pokazują, że rynek pracy jest bardzo napięty i wciąż generuje silną presję na wzrost inflacji, co niekoniecznie jest pozytywnie postrzegane przez inwestorów akcyjnych.

Oczekiwania rynku były dosyć wysokie. Wskazywano, że w grudniu amerykańska gospodarka wygenerowała 400 tys. nowych pracowników. Co więcej, wszystko to zostało wzmocnione przez prywatny raport ADP, który wskazywał na dwukrotnie większą liczbę. Ostatecznie jednak raport wypadł dwukrotnie słabiej niż konsensus, czyli czterokrotnie gorzej niż wskazywał na to raport ADP. Liczba 199 tysięcy nowych zatrudnionych nie powala na kolana, ale oczywiście cały rok kończy się rekordowo, choć wciąż jest to nadrabianie strat po początkowej fazie pandemii z 2020 roku. Dla rynku dane te jednak nie są aż tak istotne. Zdecydowanie ważniejsza w tym momencie jest stopa bezrobocia oraz dynamika płac. Stopa bezrobocia zalicza kolejny mocny spadek do poziomu 3,9 proc., czyli znajduje się już bardzo blisko poziomu pełnego zatrudnienia! To wszystko przy utrzymaniu stopy partycypacji bez zmian. Z kolei płace rosną w tempie 4,7 proc. r/r, a poprzednie dane rewidowane są w górę do 5,1 proc. r/r z poziomu 4,8 proc. r/r. Widać, że właśnie z tej strony nadciąga największa presja na inflację, co z kolei nie jest zbyt dobre dla rynku akcyjnego, co pokazały ostatnie minutes FOMC.

Reklama

Popularne minutki sugerują, że nie tylko tapering QE będzie szybszy i stopy procentowe mogą wzrosnąć już w marcu, co kompletnie odbiega od komunikacji z większości poprzedniego roku. Fed ma również rozważać niemal natychmiastowe rozpoczęcie redukcji samego bilansu. Widać w takim razie, że Fed widzi na tyle silny rynek pracy, który będzie w stanie poradzić sobie ze zdecydowanie bardziej jastrzębią polityką. Po minutes obserwowaliśmy wyraźne cofnięcie na Wall Street. To samo zdarzyło się dzisiaj po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy. Nie trwało to jednak zbyt długo. Zaraz po otwarciu rynku inwestorzy ruszyli do kupna i S&P 500 powrócił w okolice 4700 punktów. Jeszcze lepiej sytuacja wygląda w sektorze technologicznym, który najmocniej ucierpiał w minioną środę. Tam wzrosty sięgają już niemal 0,4 proc. przed godziną 16:00. Czy w takim razie rynek zignorował kolejny raz dane, które sugerują, że inflacja może być jeszcze większym problemem?

W Europie sytuacja była bardzo mieszana. WIG20 po jednodniowej przerwie jest bardzo stabilny i znajduje się marginalnie powyżej ostatniego zamknięcia, choć przez godzinę sporo może się jeszcze zdarzyć. S&P 500 zyskuje już 0,16 proc., a najmocniej ma się Russell 2000, który zyskuje niemal 0,6 proc.

Michał Stajniak, starszy analityk rynków finansowych


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »