Reklama

Dane atomowe, reakcja niemrawa

Aż do września 1991 roku należy się cofnąć, aby zobaczyć inflację bazową w USA powyżej bieżącego poziomu 4,5 proc. Wczoraj dane o cenach konsumenta zaskoczyły po raz kolejny, ale reakcja (pomijając może dolara) była bardzo skromna. Fed całkowicie uśpił rynki.

Wzrost wszystkich cen w ujęciu rocznym wyniósł 5,4 proc. i tu również mamy spore zaskoczenie, bo konsensus rynkowy zakładał minimalny spadek z 5 proc. odnotowanych w maju. To prawda, że inflacja nadal w ogromnym stopniu napędzana jest przez roczny wzrost cen paliw i używanych samochodów (aż 45 proc. w skali roku!), ale widać też rosnący wkład innych kategorii. 

Również prawdą jest, że roczna inflacja zacznie spadać, prawdopodobnie już od kolejnego miesiąca. Jednak na ten moment nie wiemy w jakim tempie, ani do jakiego docelowego poziomu. Rozsądnym działaniem byłoby teraz ograniczenie ekspansji, która jest teraz tak samo silna, jak w apogeum kryzysu. Postuluje to część członków FOMC, jednak ich głosy są skutecznie zagłuszane. Dziś i jutro będziemy mieć wystąpienia szefa Fed w Kongresie i nie należy oczekiwać, że zmieni on zdanie. Wbrew wszelkim sygnałom będzie powtarzać, że gospodarka nadal potrzebuje wsparcia.

Reklama

Nic dziwnego zatem, że reakcja na dane była skromna. Rentowności obligacji 10-letnich w pewnym momencie nawet spadała! Notowania indeksów giełdowych nadal są przy historycznych szczytach, podrożało też złoto. Jedynym rynkiem, gdzie reakcja była większa jest dolar. Jak podkreślam od czerwcowej decyzji Fed, podniesienie stopy reverse repo i oprocentowania rezerw było wystarczającym czynnikiem, który przechylił zainteresowanie w stronę dolara, ponieważ w Europie czy Japonii trudno oczekiwać choćby tak symbolicznych gestów (wręcz przeciwnie, jak pisałem w poniedziałek EBC nawet podniósł cel inflacyjny, co zapowiada jeszcze bardziej ekspansywną politykę!). Dane zatem okazały się niekorzystne dla złotego, który coraz bardziej traci wobec dolara - strefa 3,95 zbliża się dużymi krokami.

Środa w kalendarzu wygląda dość ciekawie. Poza wspomnianym wystąpieniem Powella (dopiero o 18:00) mamy też Beżową Księgę Fed (20:00), decyzje banków Kanady (16:00) i Turcji (13:00), inflację PPI w USA (14:30) oraz dane o zapasach paliw (16:30). O 10:00 euro kosztuje 4,5903 złotego, dolar 3,8954 złotego, frank 4,2414 złotego, zaś funt 5,3917 złotego.  

Przemysław Kwiecień

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »