Reklama

Dolar w formie przed decyzją Fed

Wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej okazały się bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Amerykański konsument jest coraz mniej optymistyczny, ale nadal ma pieniądze, więc je wydaje. To kolejny argument za cięciem QE, a to umacnia dolara.

Sprzedaż wzrosła o w sierpniu o 0,7 proc. m/m, co nie robi specjalnego wrażenia, ale jeśli tylko wyłączymy samochody (z których dostępnością jest coraz większy problem) mamy wzrost na poziomie 2 proc. miesięcznie, a to już sporo. Jednak nie to jest najważniejsze - sprzedaż jest znacząco powyżej trendu sprzed pandemii i utrzymuje się na tym wyższym poziomie. To efekt ogromnego impulsu fiskalnego, którego najbardziej medialną częścią były "czeki Trumpa", a następnie "czeki Bidena". W efekcie gospodarstwa domowe mają więcej środków, niż miałyby gdyby pandemii w ogóle nie było i te pieniądze po prostu wydają.

Reklama

To kreuje ciekawą mozaikę danych przed posiedzeniem Fed w przyszłym tygodniu. Z jednej strony raport z rynku pracy pokazał rozczarowujący wzrost zatrudnienia, a inflacja bazowa okazała się nieco niższa od oczekiwań. Z drugiej strony bardzo mocne dane o sprzedaży pokazują, że popyt nie jest żadnym problemem dla gospodarki. Wszystko zależy jak na tę kombinację spojrzeć. Dla obiektywnego ekonomisty jasnym jest, że umiarkowany wzrost zatrudnienia to w dużym stopniu efekt problemów pracodawców ze znalezieniem pracowników (szczególnie, że jeszcze w sierpniu obowiązywały dopłaty do zasiłków), presja inflacyjna widoczna jest w wielu kategoriach (nie tylko w cenach samochodów, które nieco spadły w ujęciu m/m, umożliwiając niewielki spadek inflacji bazowej), a mocny popyt kreuje dużą nadwyżką na podażą, wzmacniając potencjalną presję inflacyjną. 

Jeśli zestawimy ten fakt z utrzymywaniem rekordowego dodruku, to jest jasne, że polityka pieniężna powinna być jak najszybciej zmieniona. Z drugiej strony wiemy też, że Powell do tej pory zawsze szukał pretekstu do odłożenia zmiany. Równie dobrze może powiedzieć, że wolniejszy wzrost zatrudnienia to efekt wariantu Delta, a spadek inflacji bazowej potwierdza jego wersję o jej przejściowości i że z ograniczeniami dodruku należy się wstrzymać. Osobiście dokładnie takiej postawy spodziewam się od Powella i pozostaje jedynie pytanie, na ile będzie on pod presją innych członków Komitetu. To o tyle ważne, że jeśli jednak Fed zapowiedziałby zmiany już we wrześniu, mogłoby to uruchomić wyraźne umocnienie dolara wobec mizerii sytuacji w strefie euro (gdzie mówi się o podwyżce stóp w... 2025 roku!).

Dziś jeden z ostatnich elementów układanki przed posiedzeniem - dane o nastrojach i oczekiwaniach inflacyjnych (16:00). O 9:15 euro kosztuje 4,5810 złotego, dolar 3,8882 złotego, frank 4,1975 złotego, zaś funt 5,3662 złotego.  

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »