Reklama

Dolarowa osiemnastka

Para eurodolarowa krąży w pobliżu 1,18, stąd też tytuł naszego raportu. W porównaniu z zakresem piątkowej korekty (która sięgała 1,1730) mamy wyraźne osłabienie dolara. No cóż, zapewne ma to pewien związek z wczorajszymi słowami Jamesa Bullarda, zdaniem którego nie trzeba teraz podnosić stóp procentowych, obecny poziom jest na pewien czas tym odpowiednim, wzrost gospodarczy stoi nisko, inflacja stoi nisko, a rynek pracy nie załatwia wszystkiego.

Po słowach Bullarda

Reklama

Z drugiej strony, nie idziemy też przecież na 1,19 czy wyżej, dlatego na razie - wstępnie, wstępnie, podkreślmy to - spełnia się prognozowany przez nas scenariusz. Przypomnijmy: zakładaliśmy, gdy przebito ostatecznie 1,17, że aprecjacja euro trochę przyhamuje, a dawny górny obszar konsolidacyjny 1,15 - 1,17 stanie się rejonem dolnym nowej konsolidacji. Jej górne granice ciężko było przewidzieć, podejrzewaliśmy jednak, że będzie to 1,18 - 1,21.

Na razie w zarysie się to sprawdza. Trudno, by dolar jakoś szczególnie zarabiał, ale i podbijanie wartości euro powinno mieć swoje granice, gdy trwa już siedem miesięcy, a jakąś część przyszłego zacieśnienia na pewno już wyceniono. Do tego mamy okres wakacyjny, urlopowy - choć w czasach powszechnych wakacji ze smartfonem, tabletem, laptotem, telefonem firmowym i wykresami nie jest to kluczowe. Zresztą, lwią część obrotu generują algorytmy, a tym się urlopu nie przydziela.

Dziś w programie niewiele. Nad ranem mieliśmy odczyt o chińskim eksporcie i imporcie, obie publikacje znacznie zawiodły w relacji do prognoz. Na przykład oczekiwano, że eksport w lipcu wzrósł o 10,9 proc. r/r, a faktycznie było 7,2 proc. Import miał przyrosnąć o 16,6 proc., było 11 proc.

O 8:00 poznaliśmy dane z Niemiec. Wczoraj rozczarowała produkcja przemysłowa, dziś - podobnie jak w Chinach - eksport i import, ale za czerwiec. W relacji miesięcznej pierwsza z tych wielkości obniżyła się o 2,8 proc., oczekiwano ruchu tylko o 0,1 proc. w dół. Druga spadła aż o 4,5 proc., prognozowano 0,2 proc. na plusie. Co prawda podwyższono dane majowe, ale zupełnie nieznacznie.

O 9:00 mamy turecką produkcję przemysłową i czeskie bezrobocie, a potem... potem właściwie nic, choć o 22:40 warto zerknąć na oszacowania tygodniowej zmiany zapasów paliw, prezentowane przez American Petroleum Institute.

Wątek złotego

Na euro-złotym widzimy 4,2540. Wstępnie zakładamy, że nie udało się jeszcze rozbić linii wzrostowej na wykresie, co wnosimy z faktu, że choć muśnięto 4,24, to jednak więcej się ugrać nie udało. Linia ta była w lipcu bardzo poważnie naruszona, ale potem się wybroniła. Z drugiej strony, następnym razem może nie wystarczyć siły, chyba że wykres ucieknie mocnym ruchem powyżej 4,27.

Jeśli jednak eurodolar faktycznie skonsoliduje się gdzieś pomiędzy 1,1730 a 1,19, to ten obraz może się przełożyć na pary EUR/PLN i dolar-złoty.

Na tej drugiej mamy dziś 3,6040. Przypomnijmy jeszcze, że wczoraj pani Ancyparowicz z RPP wpisała się w gołębie nastawienie tego gremium, mówiąc, że stopy raczej nie będą ruszone w tym roku i być może także w przyszłym, pomimo tego, że Fed i np. bank czeski zaczęły procedurę podwyżek, a EBC też rozważa jakieś formy zacieśnienia monetarnego.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »