Reklama

Dotknięcie charakterystycznej linii

Mowa o linii 1,06 na wykresie głównej pary walutowej, tj. eurodolara. Rano, około godziny ósmej, gdy pisaliśmy pierwszy raport, wykres pozycjonował się w okolicach 1,0640. Po południu i wieczorem jest znacznie niżej.

Pewien wpływ na to może mieć fakt, że gracze ustawiają się pod jutrzejsze wypowiedzi przedstawicieli Fed, w szczególności pod wystąpienie Janet Yellen w Senacie USA. Generalne nastawienie FOMC jest jak dotąd dość jastrzębie, a oficjalna mediana trzech podwyżek raczej nie jest negowana, w każdym razie głosy tego rodzaju nie są częste czy znaczące.

Reklama

Z drugiej strony, wraca i nabrzmiewa temat Grecji. Przedstawiciel niemieckiego rządu zapewnił dziś co prawda, że Niemcy chcą obecności Grecji w Strefie Euro, ale wiadomo również, że chcą spłaty greckiego zadłużenia. Co więcej, Christine Lagarde z Międzynarodowego Funduszu Walutowego podkreśliła dziś, że Grecja nie może być przez MFW traktowana w sposób szczególny, wyjątkowy. Żadnych mrzonek, panowie - chciałoby się zacytować historyczne powiedzenie.

Dziś w globalnym kalendarium nic się właściwie nie działo, ale jutro mamy sporo rzeczy. Wczesnym rankiem przywita nas Japonia (produkcja przemysłowa), a jeszcze przed nią - Chiny (inflacja, podaż pieniądza, kredyty). W dalszych godzinach poznamy m.in. PKB Niemiec, Polski, Węgier, Czech, Włoch czy Strefy Euro, niemiecką inflację CPI, produkcję przemysłową Eurolandu czy inflację PPI USA. Ważne będą także tematy związane z Fed, wspomniane wyżej. Janet Yellen zacznie swe wystąpienie o 16:00.

Złoty przegrywa bój

Niestety, Komisja Europejska obniżyła prognozę PKB dla Polski - na rok 2016 z 3,1 proc. r/r do 2,8 proc., na 2017 z 3,4 proc. r/r do 3,2 proc. To nie mogło pomóc polskiej walucie, zwłaszcza w relacji do dolara. To znaczy: para USD/PLN i tak szłaby w górę, wraz ze spadkiem głównej pary, a do tego pogrążyły ją przykre wieści makro.

Otóż gdy piszemy te słowa, dolar-złoty jest przy 4,0655. Tych poziomów nie było od 30 stycznia, tylko że wtedy obrazowały one parcie na południe i wzmacnianie PLN, a tymczasem od dobrych kilku dni tendencja jest odwrotna. Na EUR/PLN też nie jest różowo, mamy 4,31, a nie 4,2915, jak w porannych minimach. Co więcej, w ciągu dnia zanotowano więcej niż 4,32. W długoterminowym, technicznym ujęciu, wciąż toczy się walka o linię rozpoczętą we wrześniu 2015, wzrostową. Dziś piłka była po stronie, która obniża cenę PLN. A rząd ma swój orzech do zgryzienia. Dla opozycji słabe dane makro to prezent, pozwalający krytykować politykę wicepremiera Morawieckiego.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »