Reklama

Dwa powody osłabienia dolara

USA odzyskały raptem 1/5 miejsc pracy, utraconych od stycznia 2008 r. Ponad 45 proc. bezrobotnych szuka pracy od ok. siedmiu miesięcy. Takie wnioski płyną z opublikowanego w piątek raportu z amerykańskiego rynku pracy. Liczba miejsc pracy utworzonych w maju wyniosła raptem 54 tys.

Jest to wynik zdecydowane poniżej oczekiwanych 150-160 tys. - wielkości zapewniających równowagę w gospodarce USA. Na wymienione 54 tys. składają się dwie wielkości: 83 tys. - liczba nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym i 29 tys. - spadek zatrudnienia w sektorze publicznym. Amerykanie zwolnili więc 29 tys. urzędników. Czyżby był to pierwszy krok na drodze do równoważenia rozdętego ponad stan budżetu?

Reklama

Jednocześnie poprawa na rynku pracy w ciągu ostatnich 40 miesięcy wypada słabo. W wyniku finansowej zawieruchy, Stany Zjednoczone straciły 8,7 mln miejsc pracy, z czego odzyskano niewiele ponad 20 proc. - 1,8 mln. Oczywistą reakcją na kiepskie dane makro były silne spadki tamtejszych indeksów giełdowych. S&P 500 utracił 0,97 proc. a przemysłowy Dow Jones 0,79 proc. W trakcie sesji oba wskaźniki traciły nawet 1,15 proc. i 1,17 proc., jednak humory inwestorom poprawił w dalszej części dnia lepszy od oczekiwań wynik aktywności sektora usługowego. Non-Manufacturing ISM (odpowiednik europejskiego PMI dla usług) nieoczekiwanie wzrósł do 54,6 z 52,8 w kwietniu. Spodziewano się wyniku na poziomie 54.

Wspomniane dane makro były dużym zaskoczeniem dla rynku walutowego (Forex). Dolar osłabił się względem euro, za które pod koniec tygodnia płacono nawet 1,4630 dol. W ciągu dnia kurs EUR/USD wzrósł zatem o 0,97 proc. Zazwyczaj kiepskie informacje płynące z największych gospodarek umacniały dolara, uważanego za dobrą lokatę na niepewne czasy. Powody zmiany kierunku reakcji mogą być dwa. Pierwszy to możliwa utrata globalnej siły przez dolara i zwrócenie się inwestorów bardziej w stronę franka i jena. Logiczny ruch, biorąc pod uwagę fakt spadku wartości indeksu dolarowego o ponad 14 proc. w ciągu roku.

Drugim powodem, znacznie mniej prawdopodobnym na chwilę obecną, mogą być spekulacje o możliwym kolejnym poluzowaniu polityki pieniężnej w Ameryce. O ile jednak poprzedni taki program, QE2, miał uzasadnienie makroekonomiczne, o tyle obecnie trudno byłoby znaleźć usprawiedliwienie dla takich poczynań. Wprowadzone w ubiegłym roku QE2 miało oddalić realne widmo deflacji, zaglądające Amerykanom głęboko w oczy.

Niezależnie od przyczyn, eurodolar rośnie i tak może być w ciągu następnych kilku dni. Dość istotne dla głównej pary rynku Forex będzie zachowanie w okolicach 1,47316. Tam znajduje się zniesienie 78,6 proc. Fibo od fali spadków 5-23 maja. Nieco wyżej, na 1,4800-1,4820 opór postawi linia trendu wzrostowego, aktualna w 01-05.2011. Przesunięta, 20-okresowa średnia krocząca potwierdza trwający obecnie kierunek ruchu. Odległość kursu od średniej wynosi obecnie 250 pipsów, co wskazuje na dużą siłę wzrostów.

Dziś rynek mogą jeszcze zaskoczyć dane makro. Przed południem poznamy oczekiwania inwestorów finansowych i inflację w Strefie Euro. Pierwsza publikacja, zwana indeksem Sentix już o 10:30, a dynamika cen producenckich PPI zostanie podana pół godziny później. Późnym popołudniem, o 18:00 czeka nas jeszcze wystąpienie szefa EBC. O 19:15 na konferencji w Atlancie wystąpi amerykański sekretarz skarbu, T. Geithner, a pół godziny przed północą będzie okazja do posłuchania jastrzębio nastawionego członka amerykańskiego komitetu polityki pieniężnej FOMC - R. Fishera.

Bartosz Boniecki, główny ekonomista

Dowiedz się więcej na temat: dolar | pracy | miejsc | powody

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »