Reklama

Dwunastka na głównym wykresie walutowym

Dziś rano na eurodolarze widzimy poziom 1,12. Przypomnijmy, że nie tak dawno, bo 18 sierpnia, mieliśmy tu nawet szczyty rzędu 1,1365. Obecny stan rzeczy to rezultat zmian, które zaszły w piątek - oto bowiem wówczas Janet Yellen w Jackson Hole wpisała się w klimat kreowany już wcześniej przez paru oficjeli z Fed.

Chodzi o klimat relatywnie jastrzębi, a więc o sugestię, że można, albo i należy brać się niedługo za podwyższanie stóp procentowych w Stanach. W ten sposób słowa Yellen zinterpretowali również tacy członkowie FOMC jak Powell czy Fischer (w piątek wieczorem).

Reklama

Pisaliśmy jednak, że w pogotowiu jest również linia wzrostowa, a nawet kilka linii. Jedna biegła przez minima dzienne z 9 i 12 sierpnia - ta została już kilka sesji wcześniej pokonana. Druga to 27 lipca i 5 sierpnia - tę również przebiła piątkowa świeca spadkowa. Ale można się pokusić także o połączenie 25 lipca z 27 lipca, choć może się to zdawać mało wiarygodne. Miałoby to jednak o tyle sens, że obecnie sprawy mają się tak, jakby na tej linii dochodziło do odbicia na rzecz euro. Nowa świeca, jaka się właśnie rodzi, jest na razie biała. Wygląda to tak, jakbyśmy lekko wracali z minimów, które notowano przy 1,1180.

Sprawa nie jest przesądzona, dolar może jeszcze zwyciężyć - i wtedy czekałby nas rajd do 1,11 czy nawet 1,1045. Będzie to zależeć np. od danych makro - a także od kolejnych głosów z Fed. Co do danych, to dziś mamy o 14:30 dochody i wydatki Amerykanów za lipiec, jutro o 15:00 indeks cen domów S&P/Case-Shiller, zaś o 16:00 indeks zaufania konsumentów Conference Board. W środę wypowie się Neel Kashkari z Fed, poznamy również raport ADP za sierpień (na temat zmiany zatrudnienia) i indeks Chicago PMI. W czwartek podany będzie finalny PMI dla amerykańskiego przemysłu, zaś w piątek 2 września kluczowa sprawa - czyli payrollsy. To oficjalne (można rzec - "rządowe") dane z rynku pracy - o bezrobociu i zatrudnieniu. Jeśli wypadną one dobrze (i jeśli pozostałe wskaźniki nie wypadną tragicznie, a przynajmniej przyzwoicie), to rzeczywiście tendencja zwyżkowa na EUR/USD może zostać całkiem rozbita i znów będziemy szli ku mocnemu dolarowi. Wtedy bowiem oficjelom z Fed będzie coraz trudniej wycofywać się z dotychczasowych deklaracji. Kto wie, być może faktycznie zdecydują się na ruch stóp w górę - niekoniecznie we wrześniu, ale przed końcem roku.

Jeśli jednak dane będą słabe, to staną się dla przedstawicieli FOMC dobrym pretekstem do tego, by przedłużyć czas ultra-niskich stóp, cieszącym tym tzw. rynki finansowe i spekulantów giełdowych.

Co ze złotym?

USD/PLN pozycjonuje się na 3,8650. Piątkowe maksima na 3,8720 spotkały się - przynajmniej w przybliżeniu - z lokalnym oporem. To generuje pewną nadzieję na korektę, szczególnie jeśli EUR/USD pójdzie dziś nieco w górę. Opór może być jeszcze co prawda testowany, ale wydaje się, że główny impuls osłabiający PLN został już zrealizowany (z perspektywą kilku kolejnych dni). Nie zmienia to oczywiście faktu, że zasadnicza tendencja pary jest od 19 sierpnia wzrostowa.

EUR/PLN widzimy przy 4,33. Tu lokalny opór to ok. 4,3360. Także i na tej parze od kilkunastu dni złoty systematycznie traci, dalekim wspomnieniem jest już wsparcie przy 4,2560. Teraz wsparcie lokować trzeba raczej przy 4,3150-60. Nawiasem mówiąc, obraz na GBP/PLN jest ostatnio podobny do tego z dwóch opisanych wyżej par - od prawie dwóch tygodni złoty traci. Wykres przebył drogę z 4,8925 do 5,0825 (ostatni piątek), teraz jest tylko minimalnie niżej.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: Główną | glowne | waluty | wykresy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »