Reklama

Dzień przed faktem napięcie rośnie

Ten "dzień przed faktem" to w zasadzie niemal dwa dni - to znaczy cały dzisiejszy i cały jutrzejszy, przynajmniej jeśli chodzi o godziny robocze według czasu polskiego.

Czekamy rzecz jasna na posiedzenie Rezerwy Federalnej, a ściślej - na jego finał, wnioski i ostatecznie skutki. W istocie czekamy więc do jutrzejszego wieczoru - do godziny 20:00 (ogłoszenie decyzji o stopach procentowych; pół godziny później - konferencja). Na razie EUR/USD jest na 1,10. To oznacza, że nie udało się wczoraj przebić lokalnego oporu w rejonie 1,1030-40, w każdym razie nie w sposób trwały.

Reklama

Ale tak naprawdę nie jest jasne, co stanie się jutro po 20:00 i gdzie obudzimy się w czwartek rano. Zasadniczy scenariusz to podwyżka, która miałaby już być zdyskontowana - i gołębi komunikat, który w sumie też jest już w cenach (albo wydaje się, że jest). W takim ujęciu reakcja powinna być albo bierna, albo nawet pro-euro, a kontr-dolarowa, co poprowadziłoby parę przynajmniej do 1,11.

Problem w tym, że sprawa jest bardziej złożona. Eurodolar już jest dość wysoko i można też postawić hipotezę, że skoro wszystko już zdyskontowano, to być może i realizacja zysków (wzrost wartości euro), którą się przewiduje - też została wykonana. W takim układzie należałoby się spodziewać odwrotnego ruchu - na rzecz dolara. Na pewno jest w razie czego pole do manewru, biorąc pod uwagę, że w ciągu nieco ponad tygodnia przeszliśmy z 1,0550 do 1,10 (w istocie do samego zakreślenia ruchu wystarczyło kilka godzin w czwartek tydzień temu). Potrzebny byłby jednak impuls w postaci choćby trochę jastrzębiego nastawienia Janet Yellen - tak jak Mario Draghi był przed tygodniem tylko trochę sceptyczny wobec pogłębiania luzowania (a jednak to wystarczyło do wielkich przetasowań).

Sytuacja jest więc ciekawa. Co się tyczy dnia dzisiejszego, to o 11:00 poznamy indeks ZEW z Niemiec, zaś o 14:30 inflację CPI z USA oraz indeks NY Empire State. Dla rynków innych niż eurodolar ważna może być godzina 9:30 (decyzja szwedzkiego banku centralnego o stopach).

W Polsce o 14:00 poznamy wskaźnik inflacji CPI, zaś o 11:00 wypowie się publicznie Marek Belka, szef NBP. USD/PLN jest tymczasem na 3,9640, co na razie sugeruje, że spełnia się nasza wczorajsza hipoteza, iż zakupy przy 3,95 (a takie poziomy osiągano po południu) - to dobra koncepcja. Oczywiście jest możliwe, że jeśli jutro wieczorem EUR/USD faktycznie wybije do 1,11 czy wyżej - to i USD/PLN zejdzie bliżej rejonów 3,90. To jednak, jak zwykle przed finałami posiedzeń EBC i Fed, kwestia nader delikatna i nie do końca pewna.

Na EUR/PLN mamy 4,36. Wczorajsze dolne kursy to nieco mniej niż 4,35. Lekko nie ma, złoty wciąż nie odzyskał tu sił, a jeśli jutro faktycznie stanie się to, w co rynek generalnie wierzy - czyli jeśli faktycznie eurodolar wzrośnie - to na EUR/PLN możemy przesunąć się do 4,40.

A tymczasem rentowność polskich obligacji 10-letnich to już 3,265 proc., wciąż rośnie. Minął już trend spadkowy, mierzony od początku lipca. Niekoniecznie pomagał on złotemu w wystarczający sposób, ale i tak trudno sądzić, by pomocne mogło być jego zanegowanie, z którym mamy teraz do czynienia.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: dzien | ten

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »