Reklama

Euro, dolar, złoty - spojrzenie na sytuację

Dzień rozpoczyna się, mierząc naszym czasem, w pobliżu 1,1420. Na wykresie wykonanym przy pomocy świecy dziennych wygląda to tak, jakbyśmy faktycznie odbili się wczoraj (przynajmniej w pewnym przybliżeniu) od linii łączącej dołki z 2 marca i 22 - 25 kwietnia. Z drugiej strony, wczorajsze maksima to 1,1445 - i na razie wykres nie kwapi się do wyraźniejszego ruchu na północ.

Główna para - północ czy południe?

W kalendarium jest trochę danych makro, choć tylko niektóre będą miały znaczenie dla eurodolara. Informacje takie jak produkcja przemysłowa z Węgier czy Słowacji (o 9:00) mogą być ciekawe dla osób obserwujących rynki regionu, ale na główną parę nie wpłyną. Przełomowy nie będzie też raczej odczyt inflacji CPI z Francji o 8:45, choć to już rzecz nieco ważniejsza. Warto jednak zwrócić uwagę na godzinę 11:00 i produkcję przemysłową w Strefie Euro za marzec.

Osoby zainteresowane funtem powinny o 13:00 zwrócić uwagę na protokół z posiedzenia Banku Anglii tudzież raport tegoż banku na temat inflacji, natomiast o 14:30 poznamy ceny importu i eksportu w USA za kwiecień. Wtedy też podany zostanie tradycyjny odczyt z rynku pracy - tj. tygodniowa liczba wniosków o zasiłek.

Reklama

Wieczorem warto mieć na uwadze dwóch przedstawicieli Fed - Rosengrena (o 17:45) i George (o 20:15), a także Vitora Constancio z EBC (o 18:40).

Podsumowując: ogólny obraz na EUR/USD jest od pół roku, od początku grudnia 2015, pro-wzrostowy, tj. wykres szedł na północ (przy wszystkich korektach). W szczególności w obrębie tej tendencji można wyróżnić opisaną wyżej linię biegnącą od początku marca. Tym niemniej wydaje się, że potencjał wzrostowy euro ograniczony jest jeśli nie przy 1,1530-35, to nieco powyżej 1,16 (o ten poziom wykres otarł się 3 maja). Z kolei sierpień 2015 wyznacza nieco wyższą wartość, ok. 1,1710, ale to cały czas ta sama okolica.

Weźmy długoterminową perspektywę. Okres od końcówki stycznia 2015 to szeroka konsolidacja w zakresie 1,0460 - 1,1710. Jesteśmy teraz zdecydowanie w pobliżu jej górnej granicy. Czy to znaczy, że jeszcze kilka, kilkanaście sesji zwyżkowych, a następnie czeka nas parę tygodni czy nawet miesięcy wędrówki na południe, znów ku 1,05? Technika pewnie by na to wskazywała, ale musiałoby to być wsparte polityką EBC (luźną) i Fed (tu z kolei wypadałoby zacząć dokonywać w końcu podwyżek stóp, przynajmniej jednej czy dwóch).

Co ze złotym?

Na USD/PLN mamy coś w rodzaju odwrotu od maksimów lokalnych. To znaczy: 9 i 10 maja wykres był już blisko 3,90, teraz jest przy 3,8740, wczoraj zarysował nawet niższe wartości. Jeśli wierzyć w linię trendu zwyżkowego, idącą od początku kwietnia, to powinniśmy teraz ku niej zmierzać w celu jej przetestowania. To zaś oznaczałoby możliwość dotknięcia nawet 3,84 - 3,85. Tak może być, jeśli EUR/USD pójdzie trochę na północ, osłabiając dolara, a zarazem rynek łagodnie przyjmie decyzję agencji Moody's o obniżce ratingu (jutro). Ba, jeśli jakimś cudem do obniżki by nie doszło, to tym bardziej byłaby to szansa dla złotego.

EUR/PLN w pewnym sensie od 3 maja posuwa się na północ, choć można to też opisać jako przeskok konsolidacji piętro wyżej, w rejon 4,4050 - 4,4360 (mniej więcej). Na razie mamy 4,4270. Sytuacja jest teraz spokojna, rynek czeka na Moody's, a poza tym po drodze poznamy (dziś o 14:00) inflację CPI. Jutro w programie m.in. polskie PKB za I kw. 2016.

Tomasz Witczak

FMC Management

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »