Reklama

Euro przed większą korektą?

To chyba najważniejsze pytanie, które zadają sobie teraz inwestorzy. Czy rzeczywiście, tak jak chciałby tego szef Europejskiego Banku Centralnego, przedstawione wczoraj na szczycie Unii Europejskiej ustalenia, w sprawie Grecji, pomogą temu krajowi odzyskać zaufanie rynków finansowych?

Szczegóły "nowego niby-planu" przedstawiłem w dziale "najważniejsze wydarzenia", także teraz skupię się tylko na niuansach. Po pierwsze użyte przed chwilą sformułowanie wydaje się być słuszne. Bo Grecy nie dostaną szybko pieniędzy (nikt nie wie nawet, jaka to może być suma). Nie mogą także liczyć na to, iż koszt obsługi ich zadłużenia spadnie do poziomów średniej w strefie euro - inwestorzy dobrze wiedzą, że pomiędzy 20 kwietnia a 23 maja, Grecja będzie musiała zrolować 16 mld EUR długu.

Reklama

Premier Papandreou dostał tylko wsparcie, iż w sytuacji "podbramkowej" może liczyć na pomoc, ale pod surowymi warunkami narzuconymi przez KE i ECB i to przy założeniu, że wszyscy członkowie Eurolandu się na to zgodzą (Niemcy tymczasem zachowały sobie prawo weta i raczej z niego skorzystają przed zaplanowanymi na 9 maja lokalnymi wyborami, które są bardzo ważne dla kanclerz Merkel). Nie wiadomo jak będzie się układać współpraca z MFW (istotnie ogłoszona wczoraj hybryda pomocowa to pewne nowum). Jedyny plus z wczorajszego dnia to jak się wydaje większe gwarancje polityczne złożone Grekom i zapowiedź, choć szumna, powołania grup roboczych zmierzających do wypracowania modelu zakładającego większe możliwości wpływania na gospodarkę całej UE przez Radę Europejską.

To jednak nie rozwiązuje problemów, które mogą pojawić się znacznie szybciej, czyli sprawy Portugalii (wczoraj prezydent UE, Van Rompuy uspokajał, iż sytuacja wokół tego kraju nie może być porównywana do tej w Grecji) i ewentualnie pozostałych krajów południa Europy zmagających się z dużym zadłużeniem. Wydaje się, zatem, iż ewentualne odbicie się kursu euro będzie dość krótkotrwałe i w przypadku EUR/USD nie doprowadzi do naruszenia oporu na 1,3430. I to nawet w sytuacji, kiedy szef FED przyznaje, iż słaba sytuacja na rynku pracy w USA nie uzasadnia szybkiej zmiany dotychczasowej polityki niskich stóp procentowych, a inwestorzy pomału zaczynają żądać większych premii za amerykańskie papiery (wczorajszy przetarg 7-latek nie był zbyt udany).

Dzisiaj inwestorzy będą dalej analizować wyniki wczorajszych ustaleń ze szczytu UE. Odczyty amerykańskiego PKB za IV kwartał zainteresują już chyba tylko statystyków (dzisiaj ostatnia rewizja), także większe znaczenie może mieć indeks nastrojów konsumenckich Uniw. Michigan z godz. 14:55. A co na złotym? Widać, że zagraniczni inwestorzy będą chcieli zepchnąć kursy EUR/PLN i USD/PLN odpowiednio poniżej 3,88 i 2,90 na fali nieco lepszych nastrojów po szczycie UE. Żadne istotne publikacje z kraju nie są planowane. Z innych rynków warto zwrócić uwagę na jena, który nadal traci po danych o inflacji CPI, a konkretnie deflacji w Japonii. Głównym motorem słabości tej waluty są jednak obawy związane z uchwalonym przed kilkoma dniami budżetem, który może spotkać się z mocną krytyką agencji ratingowych. Słabo stoi także brytyjski funt, na którym także ważą słabe perspektywy fiskalne.

EUR/PLN: Nowe rekordy WIG20 to też czynnik, o którym należy wspomnieć mówiąc o złotym, a raczej jego szansach na wyraźniejsze umocnienie. Na razie wciąż silną barierą pozostają okolice 3,88. Dopiero ich wyraźne naruszenie da szanse na ruch w stronę 3,85-3,86. Oporem pozostaje rejon 3,90-3,91.

USD/PLN: Odbicie na EUR/USD daje szanse na powrót notowań poniżej 2,90. Wtedy otworzyłaby się droga do 2,88. Silne opory to 2,92-2,94. W średnim okresie nie można liczyć na spadek poniżej 2,86 (chyba, że EUR/USD odwróci trend).

EUR/USD: W nocy doszło do pogłębienia wcześniejszego dna (nowe minimum to 1,3265), ale rynek szybko powrócił powyżej 1,33. W efekcie obserwujemy próbę wyprowadzenia większej korekty w górę. Delikatne naruszenie poziomu 1,3380 dało pozytywne sygnały na 4-godzinowym Parabollic, ale i też pozostałe wskaźniki przemawiają na razie za zwyżkami. Są zatem szanse na zwyżki nawet do 1,3430. Trzeba jednak pamiętać o tym, że nadal obowiązuje średnioterminowy trend spadkowy i w każdej chwili wzrosty mogą się załamać.

GBP/USD: Przebieg wczorajszych notowań to demonstracja słabości funta. Dobrze przeprowadzone odbicie od 1,4850 do 1,5000 zostało z premedytacją (lepsze dane o sprzedaży detalicznej) wykorzystane do sprzedaży brytyjskiej waluty. W efekcie jesteśmy coraz bliżej przetestowania minimów z pamiętnego 1 marca (okolice 1,4780). Dzisiaj wsparcia te mogą wytrzymać, ale w ciągu kolejnych dni niekonieczne. Najbliższe opory to 1,4850 i 1,4900.

Sporządził: Marek Rogalski

Powyższy materiał nie stanowi rekomendacji w rozumieniu rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczących instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców ( Dz.U. nr 206 z 2005 roku, poz. 1715). Nie jest również tekstem promocyjnym Domu Maklerskiego BOŚ S.A.

Dowiedz się więcej na temat: najważniejsze | Teraz | inwestorzy | odbicie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »