Reklama

Fałszywy powrót do przeszłości

Apetyt na ryzyko został zgaszony przez wybuch ryzyka politycznego i na nowo może rozbudzić go tylko wygrana Clinton we wtorkowych wyborach prezydenckich. Dynamika poparcia dla Trumpa wytraciła impet w świetle ostatnich sondaży, ale wyścig do Białego Domu stał się tak wyrównany, że inwestorzy będą czekać na oficjalne rozstrzygnięcie.

Pojawiają się też liczne porównania do obecnej sytuacji na rynkach do 2008 roku. Ich podstawą jest statystyka mówiąca, że S&P 500 zniżkował wczoraj ósmą sesję z rzędu. Poprzedni raz taka sytuacja miała miejsce właśnie 2008 roku, gdy wybuchał globalny kryzys finansowy. Należy jednak pamiętać, że wtedy główny indeks runął około 15 proc., a teraz osunął się niespełna 3 proc. Porównania te są w tym świetle nieuzasadnione.

Reklama

O 13:30 poznamy kolejną serię publikacji z rynku pracy USA. Prognozy zakładają, że w październiku poza rolnictwem powstało 175 tysięcy nowych etatów. To niemal dokładnie tyle samo o ile zatrudnienie przeciętnie rosło w poprzednich miesiącach tego roku (178 tys). Konsensus zakłada, że taka wartość wskaźnika wystarczy by obniżyć stopę bezrobocia z 5,0 do 4,9 proc. Rynek spodziewa się też dynamiki wynagrodzeń 0,3 proc. m/m. Dane mają duży potencjał by zaskoczyć, ponieważ BLS zbierał je przez krótszy niż zazwyczaj okres.

Utrzymanie dobrej kondycji przez kluczową sferę gospodarki w październiku i listopadzie otworzy drogę do podniesienia stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Na razie jednak dolar pozostaje pod wpływem wybuchu ryzyka politycznego przed wtorkowymi wyborami prezydenckimi w USA. Na analizę ostatnich informacji z gospodarki i perspektyw polityki Fed przyjdzie czas po kluczowym głosowaniu. Mimo to niski odczyt już dziś może stać się dodatkowym ciężarem dla amerykańskiej waluty. Inwestorzy mogą przy tym wykazać zaniepokojenie potencjalnym utrzymaniem się stopy bezrobocia na 5,0 proc. jeśli w sektorze pozarolniczym powstanie mniej niż 150 tys. nowych etatów. Wydaje się jednak także, że jeśli pierwsza reakcja (zwłaszcza na dobre dane) będzie silna, to nie powinna ona długo się utrzymać - ruch będzie wygaszany.

EUR/PLN ustabilizował się w połowie przedziału 4,30 - 4,35, co jest zgodne z naszymi szacunkami krótkoterminowej wartości godziwej. Nie widzimy powodów, aby sytuacja złotego uległa istotnej poprawie w kolejnych tygodniach. Podobnie: nie widzimy silnych argumentów za wyraźną jego przeceną do euro.

Czynniki lokalne w postaci danych makro i sytuacji politycznej rysują potencjalne ryzyko po negatywnej stronie, jednak nie w stopniu, który jest wymierny dla rynku FX. W skrócie: RPP nie zmieni swojego neutralnego nastawienia, a UE (przy vecie Węgier) nie ma mocy, by karać polski rząd. Od strony czynników zewnętrznych zakładamy wygraną Clinton w wyborach prezydenckich, co po poznaniu wyników powinno przynieść rajd ulgi dla ryzykownych aktywów i faworyzować dolara względem walut ryzykownych. Bliżej końca miesiąca liczyć się będą jednak przyszłe posunięcia ECB i Fed, czyli wydłużenie QE w pierwszym przypadku i podwyżka stóp procentowych w drugim. Netto widzimy przewagę presji na waluty rynków wschodzących wynikającej z rosnącego dyskonta podwyżki Fed, nawet jeśli problem repatriacji kapitału z EM do USA (na rynek długu) bezpośrednio polskiego rynku nie dotyczy.

Bartosz Sawicki

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »