Reklama

Fanfary na debiucie ETF na bitcoin

Niewątpliwie wydarzeniem wczorajszego dnia na rynkach był debiut długo wyczekiwanego ETF na bitcoin w USA. Przyciągnął on ogromne zainteresowanie i obroty, zaś sama kryptowaluta notowana jest w okolicach rekordów. Blisko rekordów jest też Wall Street.

Temat ETF na bitcoin przewijał się w USA już od 8 lat i potrzeba było zmiany szefa SEC, aby do tego doszło. Warto wiedzieć, że BITO (ticker ETF) opiera się na kontraktach, nie zaś na "fizycznym" bitcoinie, a ze słów szefa SEC wynika, że ta druga forma nie jest rozpatrywana pomimo prób środowiska. Nie ma wątpliwości, iż pojawienie się nowej możliwości uzyskania ekspozycji na kryptowaluty jest dla tego rynku szansą. Z drugiej strony warto pamiętać też, że w 2017 roku wprowadzenie kontraktów terminowych na CME praktycznie wyznaczyło szczyt cen, a od tego czasu przez rok bitcoin stracił aż 80 proc. Z pewnością kolejne miesiące na rynku kryptowalut będą ciekawe.

Reklama

Z globalnej gospodarki napływały bardzo mieszane sygnały. Na plus należy zaliczyć solidne dane handlowe z Japonii, gdzie zarówno eksport, jak i import były wyższe od oczekiwań. Podobnie pozytywną niespodzianką jest niewielki spadek inflacji w Wielkiej Brytanii we wrześniu (z 3,2 do 3,1 proc.). Co prawda zaskoczenie jest niewielkie i zapewne już w październiku inflacja okaże się dużo wyższa (kryzys energetyczny uderzył przede wszystkim w Wielką Brytanię), to jednak w ostatnim czasie zazwyczaj inflacja zaskakiwała na plus. Tak było niestety w Niemczech, gdzie ceny producenta we wrześniu rosły już o 14,2 proc. r/r (w sierpniu było to "zaledwie" 12 proc.) - dużo powyżej oczekiwań rynku. 

W Chinach spadła roczna dynamika cen nieruchomości (z 4,2 proc. do 3,8 proc. we wrześniu), co może być początkiem efektu Evergrande. Gdyby ceny nieruchomości zaczęły spadać, może to być problemem dla całej gospodarki. Wczorajsza sesja na Wall Street była jednak świetna, gdyż jak na razie wyniki firm są bardzo dobre. Jak na razie 66 proc. spółek pokazało przychody i zyski powyżej oczekiwań, zaś standardem jest 49 proc. (konsensus na Wall Street zawsze jest zaniżony). Z drugiej strony potencjalne problemy wynikające z presji inflacyjnej i komplikacji po stronie podażowej mogą ujawnić się (stopniowo) dopiero w kolejnych kwartałach.

Euro próbuje od kilku dni wykorzystać pozytywny sentyment do odnotowania odbicia, ale jest ono niemrawe. Pozytywnego sentymentu nie wykorzystuje też złoty, który od początku tygodnia traci do euro. O 9:05 euro kosztuje 4,5838 złotego, dolar 3,9401 złotego, frank 4,2638 złotego, zaś funt 5,4279 złotego.   

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »