Reklama

Fed się nie spieszy

Rezerwa Federalna jest nadal mocno "gołębia". Bardziej niż wielu obserwatorów rynku tego oczekiwało.

Stopy procentowe pozostały bez zmian (0,00 - 0,25 proc, QE na poziomie 120 mld USD), a w wypowiedzi Prezesa Powella ciężko było znaleźć cokolwiek, co można byłoby zinterpretować jako sygnał normalizacji polityki pieniężnej. W ogólnym rozrachunku dolar osłabł, złoto zyskało. Na Wall Street nie widać była huraoptymizmu. NASDAQ nieznacznie zyskał a indeks szerokiego rynku SP500 na koniec dnia znalazł się minimalnie pod kreską.

Wczorajszy przekaz FOMC nie była tak jednoznaczny, jak większość rynku oczekiwała. Dotychczasowe "forward guidance" dotyczące programu skupu papierów wartościowych przez Fed odczytywane było jako opis obszaru , jaki gospodarka musi jeszcze pokonać na ścieżce ożywienia, zanim zakupy będą mogły zostać ograniczone. W domyśle przesłanie pozostało niezmienione. Jedynie zmodyfikowano sformułowanie. W ogólnym rozrachunku Powell powtórzył stare wskazówki. Istotną konsekwencja dla rynku walutowego jest to, że ostrożne spekulacje o pierwszej podwyżce stóp w przyszłym roku (co umocniłoby dolara), są na razie nieaktualne.

Reklama

Fed nadal postrzega zjawisko inflacji jako  przejściowe i nie widzi w tym momencie potrzeby podejmowania działań. Jeden aspekt stał się jednak jeszcze wyraźniejszych niż do tej pory: członkowie FOMC będą prawdopodobnie tak długo cierpliwi w kwestii inflacji, jak długo dynamika ta będzie mogła być w jakiś sposób interpretowana jako przejściowa.

Powell podkreślił, że ożywienie na rynku pracy ma jeszcze pewną drogę do przebycia. Prezes nadal uważa wysokie odczyty CPI za przejściowe, mimo, że dostrzega ryzyko wzrostu dla perspektyw inflacji. Usłyszeliśmy również opinie na temat wariantu Delta. Szef Fed-u powiedział, że nie oczekuje aby 4 fala miała tak duży wpływ na gospodarkę jak poprzednie okresy wysokich zachorowalności i raczej ten czynnik nie wpłynie na harmonogram "taperingu". Można powiedzieć, że rynki przyjęły komentarz banku centralnego USA z ulgą. Indeksy z Wall Street w trakcie konferencji prasowej zyskiwały, choć nie były to wzrosty imponujące. Część z nich została pod koniec sesji zredukowana.

W przypadku rynku walutowego obserwujemy odbicie na EUR/USD. Na wykresie H4 widoczny jest układ, który sugeruje wzrosty w średnim terminie. Wydaje się, że poziom 1,1753 jest lokalnym, silnym dołkiem i w najbliższym czasie powinniśmy widzieć ruch głównej pary walutowej w kierunku północnym co będzie wynikać ze słabości dolara niż z siły euro.   Pozytywny sentyment utrzymał się na złocie, którego wycena z 1792,5 USD/oz do 1819 USD/oz (obecnie). Siła królewskiego metalu wynika ze słabości "zielonego" ale również ze spadku (choć niewielkiego) rentowności amerykańskich 10-latek.

Wzrosty eurodolara przełożyły się po części na lekkie umocnienie PLN. W relacji do euro złoty jest dziś o poranku minimalnie silniejszy. Widać, że kurs odpadł od okrągłego poziomu 4,60, a jego pokonanie będzie w najbliższych dniach mniej prawdopodobne. Decyzja Fed-u wspiera ryzykowane aktywa w tym waluty z koszyka EM, więc w najbliższych dniach powinniśmy obserwować ruch aprecjacyjny polskiego złotego. Może (ale nie musi) on być ograniczony kwestiami politycznymi.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz TMS Brokers

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »