Reklama

Fed znów pomógł rynkom

Wydawałoby się, że rekordowa liczba dziennych przypadków koronawirusa wywoła rynkową panikę. Jednak raz jeszcze bykom z pomocą przyszedł bank centralny. Poza wynikami stress-testów złagodzono regulacje inwestycyjne.

Fed ogłosił wczoraj, że amerykańskie banki komercyjne są wystarczająco zdrowe, aby przetrwać nawet niekorzystny scenariusz kryzysu. Co prawda wprowadzono niewielkie ograniczenia co do wypłaty dywidendy w trzecim kwartale, ale w praktyce nie będą one miały dużego znaczenia, szczególnie, że Fed będzie tej sprawie przyglądać się kwartał po kwartale.

Reklama

Kluczowa była jednak decyzja o złagodzeniu "Reguły Volckera", która została wprowadzona w 2010 roku po to, aby banki komercyjne nie podejmowały zbyt dużego ryzyka rynkowego (np. na rynku instrumentów pochodnych), tak aby potem nie trzeba było ich ratować za pieniądze podatników. Wydawało się, że ta zmiana, wywołana bolesnym doświadczeniem roku 2008 (kiedy upadł Lehman Brothers) będzie mieć charakter trwały, a moment, w którym zarzuca się Fed zachęcanie do brania nadmiernego ryzyka co prowadzi do oderwania rynków od gospodarki z pewnością nie jest najlepszy do wprowadzenia takich zmian. Fed zatem kolejny raz zaskoczył inwestorów i odwrócił uwagę od pogarszającej się sytuacji.

Wczoraj w USA odnotowano rekordową liczbę przypadków koronawirusa (nieco ponad 40 tys. według worldometers, choć dane nieco się różnią w zależności od źródła). W trzech stanach - Kalifornii, Teksasie i na Florydzie odnotowano ponad 5 tys. przypadków. Sytuacja ewidentnie się pogarsza i można byłoby zastanowić się, dlaczego rynek nie reaguje. Poza polityką Fed, inwestorzy widzą też niezłe dane - wczoraj opublikowano raport o zamówieniach na dobra trwałego użytku, które w maju dość solidnie rosły.

Dane o wydatkach z kart kredytowych JP Morgan pokazują kolejny wyraźny wzrost popytu w czerwcu. To w dużej mierze efekt pieniędzy przekazywanych w ramach pakietu fiskalnego, a przecież mówi się, że przed wyborami będzie kolejny. Wszystko zatem zależy od tego, czy sytuacja pogorszy się na tyle, że konieczne będą kolejne restrykcje na większą skalę. Prezydent Trump upiera się, że ich nie będzie, ale ostatecznie zdecyduje liczba hospitalizacji.

Piątkowy kalendarz to znów głównie dane z USA. Poznamy majowy raport o inflacji PCE, dochodach i wydatkach gospodarstw domowych (obydwa o 14:30) oraz czerwcowy raport o nastrojach konsumentów (16:00). O 8:25 euro kosztuje 4,4581 złotego, dolar 3,9763 złotego, frank 4,1920 złotego, zaś funt 4,9368 złotego.

Przemysław Kwiecień

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »