Reklama

Finał tygodnia wstrząsowy dla złotego

Złoty traci dziś w rekordowym tempie, tak na EUR/PLN, jak i na USD/PLN, zupełnie nieproporcjonalnie do ruchów głównej pary tudzież ogólnych nastrojów.

Eurodolar - w górę czy w dół?

Od początku kwietnia przez blisko dwa tygodnie wykres eurodolara poruszał się w konsolidacji obejmującej obszar 1,1330 - 1,1460. Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co działo się później, aż do dziś, to cały ten okres - ponad trzy tygodnie - możemy postrzegać jako trend boczny w obszarze 1,1235 - 1,1460.

Dolny z tych poziomów osiągnięty został 14 kwietnia i później pisaliśmy wiele razy, że jest on wsparciem. To wsparcie jest testowane właśnie dziś po południu. Być może na razie wytrzyma, a jeśli nie, to para spokojnie może ruszyć do 1,1145, czyli do linii dołków z 24 marca. Jeśli wsparcie to przetrwa, to w ramacho odbicia moglibyśmy powędrować w stronę 1,1340.

Reklama

Wczorajsze wystąpienie Mario Draghiego na pozór zostało odebrane jako dość jastrzębie, przez co wykres na krótki czas powędrował w okolice 1,14. W istocie było to jednak nieuzasadnione, bo przecież polityka EBC cały czas pozostaje luźna i Draghi, choć wczoraj niczego nowego nie zarządził, to jednak gotów jest ją jeszcze bardziej luzować. Istnieją więc, jak to pisaliśmy już tygodnie i miesiące temu, pewne ograniczenia dla wszelkiej ewentualnej aprecjacji euro - i dopóki nie wyjaśni się sprawa ze stopami w USA, te ograniczenia lokować można gdzieś przy 1,15.

Indeksy PMI dla przemysłu i usług Francji, Niemiec oraz całej Strefy Euro wypadły, najkrócej mówiąc, "tak sobie". We Francji przemysł okazał się słaby: wynik to 48,3 pkt, prognozowano 49,8 pkt. W Niemczech przemysł przebił prognozy, usługi były poniżej oczekiwanego poziomu. Wyniki dla Strefy Euro to 51,5 pkt (prognoza 51,8 pkt) i 53,2 pkt (przewidywano 53,3 pkt). To nie są dane rewelacyjne - zwłaszcza jak na politykę EBC, która miałaby być tak zbawienna.

Wynik dla przemysłu USA to 50,8 pkt - prognozowano 51,8 pkt. Tak więc odczyt amerykańskie też nie był przebojowy, ale coś trzeba było wybrać i skoro wczoraj przetestowano (prawie) "czternastkę", to dziś mamy oscylacje przy 1,1240. Generalnie zresztą, o ile polityka EBC jest po prostu gołębia, o tyle w Rezerwie Federalnej mamy momentami głosy nieco bardziej jastrzębie (ostatnio Rosengren). Może to okresami rozbudzać nadzieje na zacieśnienie polityki i wzmacniać dolara, nawet jeśli tak naprawdę wszystko to tylko gra pozorów, a Fed stara się, jak może, by nie odcinać kroplówki z tanim pieniądzem. Cóż, na pewno stara się o to Janet Yellen.

Złoty orzeł dostał po skrzydłach

Złoty traci dziś w rekordowym tempie, tak na EUR/PLN, jak i na USD/PLN, zupełnie nieproporcjonalnie do ruchów głównej pary tudzież ogólnych nastrojów. Można oczywiście szukać pewnych fundamentów, jak np. obawy o to, czy agencja Moody's nie obniży ratingu Polski - ale przecież rewizja ratingu nastąpi dopiero 13 maja. Tak samo podsumować można kwestie takie jak niepokój o Chiny i wszelkie inne.

Otóż wydaje się zasadne przyznać, że to jeden z tych momentów, w których przełamanie oporów technicznych (na EUR/PLN były to okolice 4,3130, na USD/PLN trend spadkowy, biegnący od końcówki stycznia) skutkuje samonapędzającym się mechanizmem, a do tego dochodzi spekulacja dużych graczy, którzy najwyraźniej uznali, że wypada ostatecznie zrealizować zyski z procesu umacniania złotego, trwającego przez luty i marzec, a ostatnio wstępnie wyhamowanego.

Gdy piszemy te słowa, EUR/PLN sytuuje się na 4,3665, natomiast na USD/PLN mamy 3,8830. To oczywiście górki, kursy zapewne do poniedziałkowego poranka obniżą się o kilka groszy, ale generalnie sytuacja się odmieniła i np. na USD/PLN trend spadkowy jest już przeszłością. Złoty traci także do funta brytyjskiego. Tu przebito w tym tygodniu lokalny opór na 5,4440-60, a teraz jesteśmy przy 5,60. Dzieje się tak pomimo tego, że ostatnie dane z Wielkiej Brytanii (o sprzedaży detalicznej) były słabe. Poza tym nadchodzi czas rozstrzygnięcia w temacie Brexitu. Ruch taki byłby raczej niekorzystny dla Polski, w szczególności dla Polaków na Wyspach - tych, którzy nie mają brytyjskiego paszporu. Problemy mogłyby mieć też polski firmy, gdyby np. pojawił się cło na nasze wyroby lub jakieś ograniczenia. Swoją drogą, warto też pamiętać - o czym zapewne zapominają eurosceptycy, kibicujący u nas wizji Brexitu - że taki ruch paradoksalnie mógłby umocnić Niemcy, bo Brytania nie byłaby już względnym hamulcowym procesów rozgrywanych przez Berlin.

Co do dzisiejszych danych makro z Polski, to były to wskaźniki koniunktury gospodarczej za kwiecień. Nie mają one raczej wpływu na waluty, ale przy widocznym osłabieniu PLN zawsze warto wspomnieć, że wypadły poniekąd pocieszająco. Np. wskaźnik koniunktury w handlu detalicznym za marzec to 2,4 pkt, ale za kwiecień już 5,2 pkt. W budownictwie indeks jest ujemny, ale podniósł się z -6,9 pkt do -2,4 pkt.

Tomasz Witczak

FMC Management

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »