Reklama

Grudzień zaczął się od wybuchu wulkanu

Stara zasada amerykańskiego reżysera Hitchcocka mówiła, że dobry film zaczyna się wybuchem wulkanu - a potem napięcie rośnie. Trochę podobnie wygląda rozpoczynający się właśnie grudzień. Co prawda, formalnie rzecz biorąc, pierwszy i drugi jego dzień, podobnie jak 30 listopada, były dość spokojne, ale za to czwartek odmienił sytuację w sposób zgoła nieprawdopodobny.

Przypomnijmy: wcześniej przez dobrych kilka sesji dziennych wahania eurodolara rozgrywały się w okolicach 1,0550 - 1,0630 (w przybliżeniu). Rynek zasadniczo spodziewał się, że Mario Draghi ogłosi przedłużenie programu QE, a także obniżkę stopy depozytowej o 20 pb i być może inne działania. Draghi jednak w czwartek rozczarował. W zasadzie poszło o niuanse: np. program QE przedłużono (przynajmniej do marca 2017, a naprawdę tak długo, ile będzie potrzeba, by podbić inflację), ogłoszono wszczęcie skupu papierów samorządów - ale stopę depozytową zmniejszono tylko o 10 pb, zaś samego programu QE nie poszerzono kwotowo. Dalej jest to 60 mld EUR.

Reklama

Oczywiście można było podejrzewać, że rynek sporo zdyskontował zawczasu - sporo za dużo - i że po takim, a nie innym wystąpieniu Draghiego nastąpi korekta. Problem w tym, że wygenerowany ruch był naprawdę potężny, jak rzadko kiedy - de facto taki jak raz na rok czy kilka lat. W ciągu dwóch, trzech godzin wykres przeszedł drogę z 1,0540 do szczytów bliskich poziomowi 1,10. To pokazuje też, że w całym dyskontowaniu rzekomo gołębich kroków EBC było dużo spekulacji, na której sprytniejsi zyskali, realizując zyski.

Pojawiły się zresztą pogłoski, że w gronie decydentów EBC była duża opozycja przeciwko ultra-luźnej polityce. To może oznaczać, że Draghi będzie mieć problem z wykorzystaniem dalszych narzędzi, jakie w teorii sobie pozostawił.

Takie rozważania należy jednak zostawić na później, na wczesną wiosnę 2016 być może. Teraz w grę wchodzi Fed - i to, co Rezerwa zrobi w połowie grudnia. Zapewne podniesie stopy procentowe dla dolara, to jasne. Dzisiejsze dane z rynku pracy nie były złe: podwyższono znacznie rezultaty październikowe, jeśli chodzi o przyrost zatrudnienia poza rolnictwem i w sektorze prywatnym, a nowe wyniki, listopadowe, to odpowiednio 211 tys. i 197 tys. (przy prognozach 200 tys. i 190 tys.).

Fed prawie na pewno podniesie stopy, ale otwarte pozostaje pytanie o to, jaka będzie ścieżka w roku 2016. Mankamentem amerykańskiej gospodarki były ostatnio słabe odczyty indeksów ISM, zwłaszcza przemysłowego. Poza tym mamy z tyłu głowy cokolwiek sceptyczne, ale może po prostu realistyczne przekonanie, że Fed podwyższa stopy, bo - mówiąc potocznie - bo już naprawdę wypada. Nie znaczy to, że Janet Yellen jest temu bardzo chętna. Dodruk pieniądza to ulubione narzędzie banków centralnych w ostatnich czasach, co widać po EBC. Pozwala cokolwiek fikcyjnie stymulować jeśli nie realną gospodarkę, to przynajmniej tzw. rynki finansowe i giełdy. Banki nie lubią się z tego wycofywać. Może się więc okazać, że ścieżka podwyżek będzie szła dość opornie.

Jest też dyskusyjne, czy aby na pewno po podwyżce dolar się umocni. Niewykluczone, że jeśli komunikt ze strony Fed będzie sugerował, że ścieżka wzrostów będzie spokojna, to dolar umocni się jedynie chwilowo, a potem osłabi - tak było w czasie podwyżek z lat 90-tych i w roku 2004. Pewną kontrą do tej hipotezy jest to, że o ile jeszcze wczoraj rano pole do spadków EUR/USD było wąskie, skoro krążyliśmy prawie przy marcowych minimach, o tyle teraz jest ono większe, skoro skoczyliśmy w rejon 1,08 - 1,09.

Ostatnimi czasy przez kilka tygodni to na parze USD/PLN złoty był mocno przegrany. Wykres wychodził bez problemu ponad 4 złote, a jeszcze wczoraj w ciągu dnia - przed szokiem Draghiego - notowano grubo ponad 4,05. EUR/PLN na tym tle jawił się mimo wszystko bezpiecznie, wędrując w rejonach 4,26 - 4,28.

Ale wczoraj doszło do poważnych przetasowań. Na USD/PLN zeszliśmy w rejony nieodległe od 3,95, a formalnie rzecz biorąc, poziom ten nawet naruszono, nawet jeśli teraz jest ponad 3,96. Na EUR/PLN były wybicia ponad 4,32, teraz jest 4,3080. Zasadnicza wizja na najbliższy tydzień to lekka normalizacja: para dolarowa powinna wracać powoli ku "czwórce", para z euro powinna osuwać się do 4,30. Ale przejście przez graniczne wartości nie będzie takie łatwe.

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych, zaś prezes Belka jest do takiego ewentualnego kroku nastawiony sceptycznie, choć nie sądzi, by była to katastrofa. Tym niemniej np. nowy minister finansów wypowiedział się niedawno za opcją obniżki w styczniu lub lutym. Może do niej dość także i później, gdy będzie już nowy skład Rady. Warto mieć to na uwadze, bo oczywiście niższe stopy złotego nie wzmocnią (choć są tylko jednym z czynników, głównym i tak pozostaje EUR/USD).

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »