Reklama

Hossa na oparach absurdu

Wrzesień miał być dla dolara niczym spacer po polu minowym. Publikowanych było wiele ważnych figur i każda z nich miała mieć znaczenie dla Rezerwy Federalnej. Jak do tej pory bilans jest fatalny, a najlepszymi danymi okazały się być te z rynku pracy, które rynek uznał przecież za rozczarowujące. Wczoraj dostaliśmy szerszą paczkę danych z USA, której wydźwięk jest zwyczajnie słaby.

Największym rozczarowaniem jest sprzedaż detaliczna, obserwujemy najwolniejsze tempo wzrost od sześciu miesięcy. Wzrost jest najsłabszy od spadków w marcu, sprzedaż detaliczna wzrosła zaledwie o 1.9 proc. r/r. Warto spojrzeć także na przemysł, gdzie również widzimy słabsze od oczekiwań dane. Produkcja przemysłowa spadła mocniej od oczekiwań (-0.4 proc. vs -0.2 proc.).

Efekt został trochę zniwelowany przez dobre dane regionalne z Filadelfii, indeks wyniósł (12.8 wobec oczekiwań na poziomie 1.0). Według Bloomberga dane mogą świadczyć o kłopotach sektora przemysłowego, spadek jest największy od marca, występuje po rewizji w dół poprzednich danych (do 0.6 proc. z 0.7 proc.). Dane występują także po słabych ankietach prywatnych, które dostaliśmy w minionym tygodniu. Dziś poznamy figury dotyczące wzrostu cen, jednak po wczorajszych indeksach cen producenta ciężko oczekiwać wyraźnej poprawy na polu inflacji konsumenckiej.

Reklama

Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia - czwarta z rzędu kluczowa figura z amerykańskiej gospodarki wypada znacznie poniżej oczekiwań, jednak rynki się cieszą. Cieszą się ponieważ podwyżka stóp oddala się - aktualnie wrześniowi przypisuje się już tylko 18 proc. szans dla ruchu w górę. Wall Street znów zyskuje. O dziwo na fatalnych danych nie stracił mocno dolar. Jest co prawda jedną ze słabszych walut G10, ale nie traci mocno. Paradoksów na walutach jest więcej. Z jednej strony wyraźnie zyskują NZD i AUD, które w nocy dostały słabe dane. To jednak efekt pozytywnego wpływu nastrojów na te waluty dość wyraźnie skorelowane z giełdami.

Oddalająca się podwyżka stóp przez FED to oczywiście dobra wiadomość dla polskiego złotego. PLN zapomina o zeszłotygodniowym osłabieniu, a para EURPLN znajduje się ponad 1gr niżej niż pod koniec zeszłego tygodnia. W trakcie dzisiejszej sesji poznamy dane o zatrudnieniu i płacach. Trend w ostatnich miesiącach był solidny i ciężko oczekiwać większych zmian na tym polu. O godzinie 9:11 za euro płacono 4.33 zł, a za dolara 3.85 zł.

Jakub Stasik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »