Reklama

Informacje z Węgier nie zaszkodziły zbytnio złotemu

Dzisiaj byliśmy świadkami tzw. ruchu powrotnego, jak nazywa się analizie technicznej powrót notowań w kierunku przebitych wcześniej ważnych wsparć, lub oporów. Kurs EUR/PLN wzrósł do 3,92, a USD/PLN nie starczyło nawet siły do równych 2,79, nie mówiąc nic o kluczowych 2,80.

Jednak po południu nasza waluta znów zaczęła zyskiwać, co może być sygnałem, iż najbliższe dni przyniosą jej dalsze umocnienie. Wprawdzie raporty zagranicznych banków, jakie napłynęły dzisiaj na rynek nie wskazują, aby RPP miała podwyższyć w październiku stopy procentowe, to jednak argumentem za dalszym umocnieniem naszej waluty może stać się sytuacja na Węgrzech. Plany opodatkowania sektora bankowego, czy też opublikowane dzisiaj pomysły nałożenia nowych obciążeń na sektor telekomunikacyjny i energetyczny, a także zamrożenie transferów do funduszy emerytalnych na dwa ostatnie miesiące roku mogą budzić pewien niepokój i w dłuższym horyzoncie zniechęcać do inwestycji w forinta. Zwłaszcza, że można odnieść wrażenie, że tamtejszy rząd próbuje na siłę sprowadzić deficyt budżetowy do zakładanego na koniec roku poziomu 3,8 proc. PKB. Tymczasem nie zawsze może chodzić o księgowe sztuczki?. Tym samym o ile wieści z Węgier przez chwilę osłabiały złotego, to w średnim terminie mogą być sygnałem wspierającym naszą walutę, gdyż część zagranicznych funduszy zacznie zamieniać forinty na złote. Spekulanci zdają sobie sprawę z tego, iż poziomem, gdzie mogłyby się pojawić negatywne komentarze nt. siły złotego ze strony RPP, może być dopiero rejon 3,85 zł za euro. Tym samym może dojść do próby "przetestowania" tego poziomu w najbliższych dniach. Koncepcję tą oddalić w czasie (bo nie zanegować) mogłaby tylko nieco dłuższa korekta na rynkach akcji. Dzisiaj indeksy poszły nieco w dół, a opublikowane przed sesją wyniki W.W.Grainger i Safeway, mimo, iż nie były złe, to jednak stały się pretekstem do realizacji zysków. Kluczowe będą jednak publikacje AMD i Google, które poznamy po godz. 22:00.

Reklama

Na rynku EUR/USD było dzisiaj stabilnie. Amerykańska waluta nie zareagowała na nieco wyższe odczyty inflacji PPI (bo ważniejsza będzie jutrzejsza inflacja CPI). Z kolei większy deficyt handlowy USA w sierpniu (-46,35 mld USD) może być argumentem, iż USA nie będzie w najbliższym czasie zależeć na tym, aby odwrócić spadkowy trend dolara. Słabsze dane o cotygodniowym bezrobociu są z kolei argumentem za "słusznością" planowanych działań FED. W najbliższych godzinach kluczowe mogą okazać się wspominane już odczyty AMD i Google'a.

EUR/USD: Obserwowana w ostatnich godzinach korekta nie zdołała sprowadzić notowań w okolice 1,4028, czyli naruszonego ostatniego szczytu. Ostatnia godzina pokazuje, iż sytuacja zaczyna być podobna do tej, jaka miała miejsce wczoraj. Wtedy to po konsolidacji notowania ruszyły ponownie do góry ustanawiając nowe szczyty. Także scenariusz zwyżki powyżej 1,4120 jest dzisiaj bardziej prawdopodobny, niż spadku poniżej 1,4030. Naruszenie szczytu będzie sygnałem, iż rynek celuje w 1,42, a potem 1,43. Niemniej patrząc na całą strukturę fali wzrostowej od 24 sierpnia, widać wyraźnie, że mamy obecnie do czynienia z falą "5", która zazwyczaj jest najbardziej gwałtowna i kończy trend. Stąd też większa ostrożność byłaby wskazana.

Marek Rogalski - analityk DM BOŚ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »