Reklama

Kiepska końcówka tygodnia

Poniedziałek na rynku głównej pary walutowej był kontynuacją spadków zapoczątkowanych jeszcze w poprzednim tygodniu.

Fala kiepskich danych z amerykańskiej gospodarki i ciągła niepewność odnośnie przyszłości peryferyjnych krajów strefy euro wspierała podaż, której siły nie były wstanie przezwyciężyć byki. Przecena wspólnej waluty, mimo nieobecności bankierów ze Stanów Zjednoczonych, którzy obchodzili święto pracy była całkiem spora. Spadków nie ograniczyły także nieco lepsze dane na temat dynamiki sprzedaży detalicznej w strefie euro.

Szwajcarzy usztywniają franka

Wyprzedaż euro kontynuowana była także na początku wtorkowego handlu na Starym Kontynencie. Kiepskie nastroje nie sprzyjały bowiem bardziej ryzykownym inwestycjom. Nagłe odwrócenie sytuacja nastąpiło po zaskakującej decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego, który poinformował o powiązaniu kursu franka z euro na poziomie 1,20. Oświadczył on także, że jest gotowy mocno bronić tego poziomu. Taka decyzja spowodowała silną przecenę tzw. bezpiecznych przystani. Na wartości oprócz szwajcarskiej waluty, traciło złoto i dolar.

Reklama

Tę sytuację wykorzystało euro windując kurs pary EUR/USD powyżej poziomu 1,4270. Euforia nie trwała jednak długo i w miarę upływu czasu kurs eurodolara systematycznie się obniżał aż do ustanowienia nowego minimum na poziomie 1,3970. Kiedy bowiem opadły emocje do inwestorów dotarł w końcu sygnał w postaci kiepskich danych marko m.in. o dynamice PKB w strefie euro i zamówieniach w przemyśle niemieckim. To osłabiało euro. Z drugiej jednak strony uczestnicy rynku dostrzegli, że jedna z bezpiecznych przystani na złe czasy została zamknięta i obecnie jedyną wystarczająco płynną alternatywą jest dolar, a w zasadzie amerykańskie obligacje. Takie podejście wzmocniło walutę zza oceanu podobnie jak dobry odczyt indeksu ISM.

Euro nie wykorzystało okazji

Środowe lepsze nastroje z sesji azjatyckiej pozwoliły także Europie pozytywnie rozpocząć notowania. Euro umacniało się względem dolara, a rynki akcji po ostatnich spadkach przymierzały się do odreagowania. Jednak w miarę upływu czasu sytuacja na rynku walutowym i akcji zaczęła się różnić. Oba aktywa rosły aż do decyzji niemieckiego Trybunału o legalności pomocy dla Grecji, później zaś wspólna waluta traciła na wartości względem dolara nie wykorzystując tym samym dobrych nastroi, które panowały na rynkach akcji. Spadki na szczęście nie okazały się duże i bykom udało się powrócić w okolice poziomu 1,4070.

Tam też kurs pozostawał aż do wystąpienia J.C. Tricheta na konferencji prasowej po posiedzeniu EBC ws. stóp procentowych. Wydarzenie to było pierwszym z trzech istotnych wydarzeń tego dnia. Mimo, jednak oczekiwań pozytywnego przekazu inwestorzy otrzymali sporą dawkę rozczarowania. Obniżenie prognoz wzrostu dla strefy euro i przestroga przed zbliżającymi się ciężkimi czasami popsuły klimat inwestycyjny. Podobnie było podczas późniejszego wystąpienia Bena Bernanke, który nie zasugerował żadnych działań ze strony FED. To ponownie rozczarowało rynki i przeceniło ryzykowniejsze aktywa, jednak mimo wszystko inwestorzy nadal liczyli na plan gospodarczy prezydenta Obamy.

Nowy plan nie zachwycił

Wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych przed połączonymi izbami Kongresu wzbudzało od początku tygodnia wiele emocji. Rynki liczyły bowiem na spektakularny plan działania, który pomoże największej gospodarce świata dźwignąć się z kolan. Jednak zaproponowane przez prezydenta rozwiązania nie zachwyciły. Z jednej strony mogły by pomóc w walce z bezrobocie i zwiększeniem tempa wzrostu z drugiej zaś na jego realizację z wstępnych szacunków potrzeba aż 447 mld USD co w obecnych czasach walki z zadłużeniem może być trudne do wdrożenia.

Dlatego też inwestorzy i na tym polu poczuli się zawiedzeni, i wyrazili to w piątek przez wyprzedaż mniej pewnych aktywów, w tym i euro. Tego dnia również informacje rynkowe nie sprzyjały popytowi. Kolejne spekulacje na temat możliwości obniżki ratingu Włoch, czy dezinformacja w związku z dymisją członka EBC Jurgena Starka pogłębiały i tak już kiepskie nastroje.

Euro na nowych minimach

Od początku tygodnia na rynku głównej pary walutowej dominowały niedźwiedzie. Poprzez to kurs systematycznie osuwał się na coraz niższe poziomy. Chwilę wytchnienia bykom dała decyzja SNB jednak było to tylko chwilowe odreagowanie i w miarę zbliżania się do końca tygodnia oraz coraz większych rozczarowań eurodolar zaliczał coraz to nowe minima, kończąc piątkową sesję europejską na poziomie 1,3720.

Złoty słabnie na kiepskich nastrojach

Słabe nastroje globalne utrzymujące się od dłuższego czasu na rynkach były w znacznej mierze odpowiedzialne za przecenę rodzimej waluty. Obie pary złotowe po przebiciu się na początku tygodnia przez istotne poziomy oporu w krótkim czasie ustanowiły nowe lokalne maksima. Szybciej uczyniła to para EUR/PLN, która jeszcze przed ogłoszeniem decyzji SNB notowała wartość 4,2470, czyli najwyżej od początku 2010 roku. Odreagowanie osłabienia, na które pozwoliła decyzja o uwiązaniu franka szwajcarskiego z euro szybko zostało odrobione i pary złotowe szybko powróciły na wyższe poziomy.

Próba odbicia pomaga złotemu

Lokalne maksima pary złotowe zaczęły opuszczać wraz z próbą odbicia się na eurodolarze. Jednak nieduża skala aprecjacji wspólnej waluty pozwoliła rodzimej walucie na niewielkie umocnienie, choć udało jej się sprowadzić je poniżej istotnych poziomów 3,00 na parze USD/PLN i 4,2250 na EUR/PLN. Taki stan nie trwał jednak zbyt długo. Gorsze czwartkowe dane na temat niemieckiego bilansu handlu zagranicznego zaszkodziły złotemu, a zwłaszcza parze EUR/PLN. Jest to bowiem niezbyt dobra wiadomość dla polskich eksporterów wysyłających towary za naszą zachodnią granicę. Również wystąpienia szefa EBC i szefa FED przyczyniły się do zwiększenia tempa przeceny par złotowych, które jeszcze przed prezentacją planu Baracka Obamy ustanowiły nowe szczyty.

Kontynuacja przeceny

Ostatni dzień tygodnia na krajowym rynku upłynął pod znakiem kontynuacji wyprzedaży złotego. Siła byków tego dnia wyprowadziła kurs pary USD/PLN ponad poziom 3,14, zaś pary EUR/PLN ponad 4,34. Na wyhamowanie wzrostów pomogła interwencja Banku Gospodarstwa Krajowego, który upłynniał na rynku zarówno dolary jak i euro. Jednak przy obecnych nastrojach jest to zbyt mało, aby rodzima waluta mogła odrobić ostatnie straty.

Michał Mąkosa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »