Reklama

Kolejna odsłona starych problemów

Jesteśmy już niemal w połowie lutego, zaś główne znaki zapytania w geopolityce pozostają w zasadzie takie same. Bieżący tydzień przynosi ich kolejną odsłonę, ale nie ma gwarancji, że ona faktycznie coś zmieni.

W USA szybkim krokiem wraca temat paraliżu rządu, ponieważ w piątek kończy się trzytygodniowy okres, na który zostało przyznane finansowanie, aby dać Kongresowi więcej czasu na porozumienie ws. bezpieczeństwa na granicy, czyli mówiąc wprost - budowy muru. Na razie negocjacje nie idą najlepiej dlatego nie można wykluczyć, że dojdzie do kolejnego wstrzymania prac rządu. Bardziej istotnym jest jednak wątek handlowy, a tu końcówka tygodnia przyniesie negocjacje na wysokim szczeblu jednak bez udziału prezydentów. Donald Trump zapowiedział już, że nie spotka się w lutym z prezydentem Chin, a to oznacza realne ryzyko nałożenia nowych ceł od 1 marca. Ten wątek zatem należy śledzić szczególnie uważnie, zwłaszcza, że Chiny wracają do pracy po tygodniowym święcie.

Reklama

W Europie do znudzenia przewija się temat brexitu. Na czwartek w brytyjskim parlamencie zaplanowane zostały głosowania nad alternatywami dla porozumienia, które premier May podpisała jeszcze w ubiegłym roku. Problem jednak polega na tym, że tych alternatyw... nie ma. Wynika to z faktu, iż Europa najwyraźniej postawiła sobie za punkt honoru, aby nie uginać się pod kolejnymi brytyjskimi żądaniami i jeśli to się nie zmieni wkrótce Londyn stanie przed nieciekawym wyborem: przyjąć odrzucone przecież potężną większością porozumienie lub zaryzykować twarde zderzenie ze ścianą w postaci wyjścia z UE bez porozumienia.

Na rynku walutowym dolar odrobił w całości straty, które poniósł po styczniowym posiedzeniu Fed, szczególnie wobec europejskich walut. Przyczyną są przede wszystkim koszmarne dane z niemieckiego przemysłu pokazujące, że na ten moment to właśnie Europa ma największy problem z koniunkturą. Dane z USA w ostatnim czasie były mieszane, jednak dwa mocne raporty z rynku pracy (nie wykluczające pogorszenia koniunktury w kolejnych miesiącach) sprawiły, że wzrosły oczekiwania na kolejną podwyżkę stóp procentowych ze strony Fed. Wydaje się, że to właśnie kwestie makroekonomiczne zdecydują o tym, czy złoty będzie w stanie odrobić ostatnie straty. Wydaje się, że jest taka szansa, ale niestety bardziej wynikająca z możliwości pogorszenia się danych z USA, niż poprawy tych z Europy.

Kalendarz na ten tydzień będzie rozkręcać się stopniowo. Dziś mamy wstępne dane o brytyjskim PKB za czwarty kwartał (10:30), inwestorzy czekają jednak na opóźnione (w wyniku wstrzymania prac administracji) dane z USA. W tym tygodniu poznamy tam (zgodnie z planem) styczniową inflację (środa) oraz opóźnione grudniowe dane o sprzedaży detalicznej (czwartek). Na kluczowy raport o PKB trzeba będzie poczekać dłużej - obecnie jest on przewidywany na 22 lutego... zakładając, że nie dojdzie do kolejnego rządowego paraliżu. Złoty rano jest raczej stabilny, o 8:35 euro kosztuje 4,3107 złotego, dolar 3,8069 złotego, frank 3,8062 złotego, zaś funt 4,9212 złotego.

Przemysław Kwiecień

główny ekonomista XTB

Wszelkie decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie powyższych informacji lub analiz podejmowane są wyłącznie na własne ryzyko. Powyższa informacja nie stanowi rekomendacji indywidualnej, a jakiekolwiek przedstawione w niej dane i analizy nie odnoszą się do indywidualnych celów inwestycyjnych, potrzeb ani indywidualnej sytuacji finansowej osób, którym zostały przedstawione.

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »