Reklama

Kurs dolara obojętny na sygnały z Fed, kurs euro nadal nad 4,60 zł

Rezerwa Federalna wykonuje kolejne kroki w kierunku wyjścia z kryzysowego trybu działania. Nie robi to jednak większego wrażenia na inwestorach. Na rykach akcji kontynuowane jest odbicie, EUR/USD utrzymał się w okolicy 1,17, a USD/PLN zaczyna formować szczyt po naruszeniu 3,95 zł.

Układ notowań może sugerować, że wczoraj została postawiona kropka nad "i" w ostatniej wyprzedaży złotego. W przypadku EUR/PLN dopiero zejście poniżej bariery 4,60 będzie potwierdzać taką ocenę i otwierać furtkę do głębszego odreagowania. W pierwszej części tygodnia apetyt na ryzyko wyparował ze względu na strach o stabilność chińskiego systemu finansowego. To jeszcze z pewnością nie koniec sagi, której bohaterem jest borykający się z gigantycznymi problemami finansowymi chiński deweloper Evergrande, ale póki co brak złych informacji to już dobra wiadomość.

Reklama

Posiedzenie Rezerwy Federalnej było gwoździem programu w tygodniu pełnym decyzji banków centralnych. Dziś pałeczkę w swoistej sztafecie przejmują władze monetarne Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Norwegii. W dwóch pierwszych przypadkach należy oczekiwać zachowania status quo, najciekawsze będzie to jak zdecydowanie Szwajcarzy zamanifestują niechęć do mocnego franka. Z kolei pytania, które należy stawiać przed posiedzeniem Norges Banku, dotyczą nie tego, czy stopy zostaną dziś podniesione, ale ilu jeszcze podwyżek można się spodziewać w kolejnych kwartałach. Korona norweska we wrześniu jest bardzo silna, w czym sporą rolę odgrywa koniunktura na rynku surowców energetycznych. EUR/NOK ma na wyciągnięcie ręki barierę 10,00 i spodziewamy się , że zostanie ona w tym roku naruszona.

Kolejne kroki w kierunku normalizacji

Jeszcze w tym roku amerykańskie PKB będzie wyższe niż w przypadku, gdyby nie było pandemii, a gospodarka rosła w tempie zgodnym z trendem z poprzednich lat. Siła odbicia koniunktury sprawia, że potężne wsparcie ze strony banku centralnego jest coraz mniej potrzebne. W rezultacie od dłuższego czasu tzw. tapering, czyli ograniczenie tempa kryzysowego skupu aktywów w wysokości 120 mld dolarów, jest praktycznie przesądzony. Mimo to Rezerwa Federalna z ogłoszeniem decyzji chce jeszcze zaczekać, na taki krok jeszcze się nie zdecydowała. Zapowiedziano jednak wprost, że jest on bliski, z bezpośrednim wskazaniem na posiedzenie zaplanowane na 2-3 listopada.

Dlaczego decydenci czekają? Wynika to z faktu, że zostało do odtworzenia jeszcze ok. 5 z ponad 22 milionów miejsc pracy utraconych w ubiegłym roku, a najnowszy raport oddający kondycję tej sfery gospodarki srogo rozczarował. Ostatnie spowolnienie w odbudowie wynika przy tym zdecydowanie z dostępnością siły roboczej niż słabego popytu na pracę - notowana jest przecież rekordowa, przekraczająca 10 milionów liczba wakatów. Mimo to władze monetarne chcą zaobserwować "dalszy, ewidentny postęp", zanim zaczną odkładać na półkę kryzysowe narzędzia.

Dolar względnie obojętny na poparcie dla podwyżek

Ważniejsze od samego terminu ogłoszenia taperingu mogą okazać się wskazówki dotyczące jego przebiegu. Rzeczywiste odcinanie monetarnej kroplówki zacznie się w grudniu i początkowo redukcja agresywności będzie mieć zapewne skalę 15 miliardów dolarów. Jerome Powell zaznaczył przy tym, że cały proces może zakończyć się nawet w pierwszej połowie przyszłego roku (w maju). Oznacza to, że w takim scenariuszu, niejako z automatu, przybliża się też pierwszy możliwy termin podwyżki stóp procentowych - do gry wraca końcówka 2022 roku. Dowodzi to ewolucji w postrzeganiu przez decydentów charakteru inflacji: do tej pory jak mantrę powtarzano, że ma ona charakter przejściowy. Dziś ewidentne - także w Fed - stają się wątpliwości, czy rzeczywiście tak się stanie.

Do takiego wniosku skłaniają przede wszystkim odświeżone projekcje będące wypadkową oczekiwań wszystkich (czyli nie tylko w danym roku głosujących) członków Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku. Z najważniejszych z nich, dotyczącego optymalnego poziomu stóp procentowych, wyłania się obraz równo podzielonego FOMC: połowa (czyli dziewięciu) decydentów za odpowiedni krok uznaje podwyżkę w przyszłym roku. Podnoszenie stóp procentowych w 2022 roku w poprzedniej edycji prognoz sugerowało siedmiu bankierów centralnych. W górę podniosły się również oczekiwania względem inflacji: najważniejsza z jej miar ma w tym roku przybrać dynamikę 3,7 proc., a w przyszłym 2,3 proc. (wobec 3,0 i 2,1 proc. poprzednio).

Tradycyjnie Jerome Powell przestrzegał przy tym, że błędem jest wiązanie kroków na polu odsyłania do lamusa skupu aktywów z zamierzeniami dotyczącymi podwyżek stóp procentowych. Można zaryzykować tezę, że o ile o wygaszaniu ilościowego luzowania przesądza rynek pracy, o tyle dla terminu i agresywności podwyżek najważniejsze będą procesy cenowe w największej światowej gospodarce. Posiedzenie zdaje się potwierdzać naszą tezę, że pozytywny wpływ polityki pieniężnej USA na dolara został wyczerpany. Środek ciężkości w Fed przesunął się bliżej podwyżek w przyszłym roku, a amerykańska waluta nie dostała wiatru w żagle. Podnoszenia kosztu pieniądza nie da się już przyśpieszyć, jak najbardziej możliwe jest jego opóźnienie. Wysoko postawiona poprzeczka oczekiwań będzie naszym zdaniem w kolejnych miesiącach balastem dla dolara: spodziewamy się dryfu EUR/USD w kierunku 1,20 i spadku USD/PLN nawet o 20 groszy względem obecnych pułapów.

Bartosz Sawicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »