Reklama

Kurs dolara zawraca, funt w centrum uwagi

Kurs euro utrzymuje się ponad 4,55 zł, a notowania dolara powróciły do 3,80 zł. Na rynkach globalnych widać poprawę nastrojów, która pomaga wyhamować zwyżkę kursów głównych walut, zwłaszcza USD/PLN.

Spodziewamy się, że złoty będzie w najbliższych dniach, poprzedzających posiedzenie Sądu Najwyższego, tracił na wartości, a EUR/PLN będzie ponad 4,55. Z kolei kurs EUR/USD wyhamował zniżkę przy okrągłej barierze 1,20, co może zwiastować, że potencjał do odbicia dolara względem głównych walut został wyczerpany. Ostatnie informacje z amerykańskiej gospodarki są nieco poniżej oczekiwań, co nie daje podstaw, by obstawiać szybką zmianę kursu przez Rezerwę Federalną, która deklaruje cierpliwość przed porzuceniem ratunkowej polityki.

W USA koniunktura w m.in. usługach jest wyśmienita, ale podobnie jak w przemyśle, odczyt ISM wypada gorzej, niż prognozowano. Ewidentnie rośnie jednak presja cenowa oddawana przez odpowiednie składowe indeksów. Raport firmy ADP również nie sprostał wysoko postawionej poprzeczce oczekiwań, ale niemal 750 tys. nowych etatów w sektorze prywatnym to dobry wynik, który nie wyklucza, że jutrzejsze dane Departamentu Pracy USA przekroczą barierę miliona odzyskanych etatów. Czwartek jest ważnym dniem również dla funta, nie tylko ze względu na posiedzeniu Banku Anglii, ale także wybory w Szkocji. Jeśli notowania brytyjskiej waluty cofną się, zapewne zostanie to wykorzystane przez inwestorów nadal postrzegających jej perspektywy optymistycznie, a ruch zostanie szybko zgaszony. GBP/PLN zbliżył się do 5,30 i zakładamy kontynuację wzrostu notowań w kierunku 5,40 zł.

Reklama

RPP dostrzega wyższą inflację...

Wczorajsze posiedzenie RPP miało rekordową długość. Komunikat został opublikowany godzinę później, niż w przedpandemicznych czasach dobiegała końca konferencja prezesa NBP. Szoku (podwyżki) oczywiście nie było, ale pojawiły się pewne zmiany w treści komunikatu, które pokazują, że Rada nie jest kompletnie ślepa na przyspieszenie inflacji. Najistotniejszą modyfikacją jest usunięcie fragmentu mówiącego, że presja cenowa po przejściowym wystrzale (obecnie trwającym) w średnim horyzoncie będzie stabilna na poziomach zgodnych z celem. Do tej pory RPP liczyło, że efekty bazy będą dołować w przyszłym roku ścieżkę cen. Po trajektorii inflacji bazowej, która miała zachowywać się podobnie już teraz, widać, że wcale nie musi tak być.

Przypomnijmy, że w kwietniu ceny były aż o 4,3 proc. wyższe niż przed rokiem, co było niemałym szokiem. Wystrzał presji cenowej niechybnie podnosi ścieżkę inflacji na resztę roku. Dynamika CPI będzie już w maju zbliżać się do 5 proc. Potem powinna obniżyć się, ale do końca roku zdecydowanie będzie plasować się mocno powyżej celu inflacyjnego NBP. Wynika to nie tylko z podbicia cen paliw oraz żywności, ale także zachowania wskaźnika bazowego, którego dynamika trzyma się blisko 4 proc. r/r. Będzie ona szczególnie podatna na realizację odroczonego ze względu na pandemię popytu konsumenckiego. Nie bez znaczenia są także zdrowy rynek pracy z rozbudzonymi żądaniami płacowymi oraz wysoka dynamika PKB, która pomimo przedłużającego się okresu obowiązywania obostrzeń, powinna w tym roku być blisko 5 proc.

...co nie oznacza podwyżek stóp

Na razie o podwyżkach stóp nie może być mowy, NBP nadal prowadzić będzie także intensywny skup aktywów. Zakładana przez nas na koniec 2022 r. podwyżka może się przesunąć o kilka miesięcy pod wpływem projekcji inflacyjnych (najpewniej jesiennej projekcji), które mogłyby wskazać, że dynamika CPI odrywa się od celu na stałe lub braku spadku dynamiki cen w przyszłym roku ze względu na - wtedy już ewidentne - czynniki popytowe i bardzo silny wzrost. Na razie jednak łagodne nastawienie RPP jest i będzie niekorzystne dla złotego. Przy stopach bliskich zera i kilkuprocentowej inflacji atrakcyjność odsetkowa rodzimej waluty będzie skrajnie niska. Mocno ujemne realne stopy procentowe mogą hamować tempo umocnienia złotego oraz sprawiać, że będzie on bardziej wrażliwy na potencjalne zawirowania na światowych rynkach.

To jednak za mało, by zapobiec odrabianiu strat z pierwszego kwartału. Rozlewanie się dobrej koniunktury na kolejne gospodarki powinno odpychać kapitał od dolara w kierunku tych walut, których kraje w danym momencie będą miały za sobą najszybszy postęp szczepień i największe szanse na szybkie odmrażanie. W pierwszym kwartale był to funt, obecnie jest euro. Liczymy, że niebawem przyjdzie kolej złotego, który ma za sobą mocny wzrost i korzystną dla waluty sytuację w bilansie płatniczym, a dodatkowym atutem jest spory dystans do nadrobienia. Prognozujemy, że na koniec roku za euro płacić będziemy ok. 4,40 zł, a kurs USD/PLN spadnie wyraźnie poniżej 3,60. Obecnie największym problemem polskiej waluty jest balast nierozstrzygniętej kwestii kredytów frankowych i zbliżające się posiedzenie Sądu Najwyższego. Rozstrzygnięcie na tym polu otworzy szerzej drzwi do umocnienia polskiej waluty.

Bartosz Sawicki

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »