Reklama

Kurs euro może zawrócić, dolar przed ważnym testem

W pierwszej części kwietnia złoty odrabia marcową wyprzedaż. Euro potaniało o ponad 2 proc., kurs dolara spadł o 3,5 proc., a funta runął o ponad 4 proc. Polskiej walucie sprzyja pogoń za ryzykiem na globalnych rynkach i odsunięcie części niekorzystnych czynników lokalnych and dalszy plan.

Reklama

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Reklama

Od początku miesiąca ustabilizował się rynek amerykańskich obligacji skarbowych, którego rozchwiania mocno szkodziło walutom gospodarek wschodzących. Nastroje na światowych parkietach akcji są wyśmienite, na Wall Street, ale także np. we Frankfurcie, seriami ustanawiane są rekordy wszech czasów. Inwestorzy odwrócili się od ulubieńców z pierwszego kwartału, zwłaszcza funta i dolara.

Jednocześnie słabnie balast czynników lokalnych. Po pierwsze, pojawiają się symptomy, że w Polsce (i całym regionie) szczyt zachorowań trzeciej fali koronawirusa został już osiągnięty. Po drugie, przełożenie na maj kluczowego wyroku Sądu Najwyższego ws. frankowiczów sprawia, że kwestia ta pod pewnym względem rozmywa się. Problem oczywiście pozostaje aktualny, ale presja na złotego wynikała w dużej mierze z sytuacji na rynku opcji walutowych. Strategie zakładające silny wystrzał kursu wyparowały, a wraz z nimi, przynajmniej chwilowo, istotny czynnik windujący EUR/PLN. Ostry zwrot kursu z najwyższych poziomów od globalnego kryzysu finansowego rozpędził się niczym kula śnieżna, inwestorzy, który grali na osłabienie złotego, zapewne są poza rynkiem. Nie oznacza to jednak, że nagle pojawi się nowy popyt na złotego. Na to jest zdecydowanie za wcześnie. Dlatego też zakładamy, że spadek kursu EUR/PLN poniżej 4,50 jest w najbliższym czasie mało prawdopodobny i spodziewamy się dryfu notowań na nieco wyższe pułapy.

Daleko od OK, daleko do podwyżek

W nagraniu dopełniającym kwietniowe posiedzenie NBP prezes Adam Glapiński powtórzył, że stopy nie zostaną podniesione, dopóki źródłem presji cenowej nie stanie się silnie odbijający popyt. Już w komunikacie podkreślano, że wzrost inflacji w Polsce w dużej mierze wynika z tendencji będących poza orbitą oddziaływania rady Polityki Pieniężnej, m.in. rosnących kursów paliw na rynkach globalnych, cen żywności czy podwyżek opłat i podatków. Oznacza to, że podwyżki nie przybliżają się ani o milimetr. Tym bardziej, że zdaniem kluczowego przedstawiciela władz monetarnych kondycja gospodarki jest "cholernie daleka od OK". Nie ma pola, by w Radzie ożyła dyskusja na temat zmian kursu w polityce, podkreślono przecież także, że skup aktywów może być z powodzeniem instrumentem wykorzystywanym także poza kryzysem. Podwyżek stóp pomimo faktu, że dynamika cen konsumenckich w najbliższych miesiącach przekroczy niechybnie 4 proc. rok do roku, należy oczekiwać najwcześniej w II drugiej połowie 2022 r.

Warto odnotować, że prezes Glapiński skomentował również marcowe osłabienie złotego w kontekście prowadzonych na przełomie lat 2020 i 2021 interwencji NBP. Wygląda na to, że obecne wartości kursu są w pożądanym przez władze pieniężne przedziale. Uważamy, że wraz z odmrażaniem aktywności i globalnym przyśpieszeniem rola złotego jako kanału wsparcia koniunktury stawać się będzie w oczach Rady mniej istotna i w drugiej części roku narracja dotycząca siły waluty zostanie porzucona. Innymi słowy: nastawienie RPP nie wyklucza zakładanego w naszych prognozach walutowych osiągnięcia w czwartym kwartale przez EUR/PLN pułapu 4,40. Jednocześnie nie zmienia sią ocena, że polityka NBP jest skrajnie łagodna na tle innych banków centralnych w regionie. W końcu Czesi i Węgrzy w najbliższych miesiącach zdecydują się na podniesienie kosztu pieniądza. W chwilach turbulencji na globalnych rynkach będzie to ciążyć złotemu, ale na razie kwartał rozpoczął się od potężnego apetytu na ryzyko.

Test trwałości odwrotu od dolara

W obliczu wspomnianego apetytu na ryzyko dolar został porzucony pomimo porcji danych zdecydowanie bijących rynkowe oczekiwania: rekordowy optymizm panuje w usługach, a rynek pracy jest na ścieżce, by lada moment odzyskiwać miesięcznie milion etatów utraconych w czasie pandemii. Coraz liczniejsze są głosy, że dynamika PKB w tym roku przekroczy 7 proc. Biorąc pod uwagę, że źródłem dominacji dolara w pierwszym kwartale w dużej mierze była gospodarcza siła (względem przede wszystkim Eurolandu), można ocenić, że odwrót od dolara - choć w szerszym ujęciu - nieodzowny, to na razie jest nieco palcem po wodzie pisany.

Zwłaszcza że np. wspólna waluta nie ma po swojej stronie zbyt mocnych argumentów. Przed nami kolejna seria kluczowych danych z USA, które powinny podkreślić kontrast pomiędzy położeniem dwóch najważniejszych walut. W tym tygodniu zostaną opublikowane: inflacja, sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, wskaźnik nastrojów konsumentów, najważniejsze regionalne barometry koniunktury oraz opisowa diagnoza kondycji gospodarki. Inny słowy: trwałość wyhamowania wzrostu dochodowości amerykańskich obligacji skarbowych i odwrotu od dolara czeka ważny test. Jeśli chodzi zaś o informacje z rodzimej gospodarki, to nie będą one liczne. Najistotniejszy będzie czwartkowy ostateczny odczyt inflacji który ostatecznie odpowie na pytanie, co stało za podbiciem dynamiki CPI w marcu.

Bartosz Sawicki

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ


Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »