Reklama

Kurs euro po pięciogroszowym wzroście. Kursy walut po tygodniu wzrostów

Złoty w ostatnich dniach nie kontynuował rajdu z przełomu sierpnia i września. Wręcz przeciwnie - tracił na wartości względem wszystkich głównych walut. EUR/PLN podniósł się w kierunku 4,55.

Złotemu nie pomagało otoczenie zewnętrzne: dolar wyrwał się ze spirali wyprzedaży, a na europejskich i amerykańskich parkietach dominowały spadkowe nastroje. O jeden procent i więcej wzrosły kursy euro, franka szwajcarskiego, dolara, funta i korony norweskiej. W rezultacie USD/PLN nie zadomowił się pod 3,80 i kurs dolara wzrósł o ponad 5 groszy. Oznacza to, że zostało wymazane około 40 proc. tąpnięcia notowań z przełomu sierpnia i września.

Nie pomogło także nastawienie krajowych władz monetarnych, które pomimo najwyższej w XXI wieku inflacji nie śpieszą się z podwyżkami stóp. Zostało ono jasno wyrażone przez prezesa NBP w wywiadzie dla PAP i powtórzone na wczorajszej konferencji. W RPP zapewne nie wykrystalizuje się większość skora do poparcia wniosku o podwyżkę w listopadzie, ale ostatecznie przesądzi o tym listopadowa projekcja inflacyjna oraz rozwój sytuacji epidemicznej. Ostatnie przetasowania postrzegamy jednak w kategoriach odreagowania skoku wartości polskiej waluty i spodziewamy się rychłego powrotu kursów walut na niższe pułapy.

Reklama

Nastawienie EBC nie zepchnie EUR/USD ze wzrostowej ścieżki

Wakacyjne odbicie wzrostu na Starym Kontynencie było potężniejsze niż zakładali to bankierzy centralni. Kluczem do tego był m.in. sukces programu szczepień, który objął już około 70 proc. populacji Eurolandu. W rezultacie gospodarka strefy euro osiągnie przed pandemiczny rozmiar jeszcze w tym roku. Z tego względu zdecydowano się na rekalibrację kryzysowego skupu aktywów. Co to oznacza? EBC będzie teraz każdego miesiąca pozyskiwać z rynku instrumenty o nieco mniejszej wartości niż dotychczasowe 80 mld euro. O ile mniej? Nie podano oficjalnej informacji, ale na rynku pojawiły się przecieki mówiące o 60-70 mld euro, w zależności od warunków.

Christine Lagarde podkreślała jednak, żeby nie stawiać znaku równości pomiędzy tymi modyfikacjami a rozpoczęciem wygaszania programu PEPP. Jest to po prostu jego dopasowanie do bardziej sprzyjających okoliczności, tym bardziej że w poprzednich miesiącach zdecydowano się na zintensyfikowanie skupu. Nie można zatem powiedzieć, by dokonał się zwrot w kierunku bardziej restrykcyjnej (i tym samym sprzyjającej euro w relacji do dolara, jena czy funta) polityki. Za taką oceną przemawiają przede wszystkim nowe prognozy inflacji.

Zakładają one, że najwyższa od dekady dynamika cen konsumenckich zacznie hamować, a w dwóch kolejnych latach nie zostanie spełniony cel inflacyjny. Posiedzenie nie przyniosło zatem żadnych nowości - główna rozgrywka pomiędzy decydentami optującymi za dalszą potężną stymulacją a zwolennikami szybszej normalizacji rozegra się na grudniowym posiedzeniu. Pod koniec roku będzie można rzetelnie ocenić nie tylko trwałość nasilenia presji inflacyjnej, ale także wpływ rozprzestrzenienia się wariantu delta koronawirusa na koniunkturę i rynek pracy. Spodziewamy się, że kurs EUR/USD lokalne minima ma za sobą i w dalszej części roku notowania, głównie na fali słabości amerykańskiej waluty, będą dryfować w kierunku 1,20. Powinno to spychać kurs dolara w kierunku 3,70 zł. Od euro większy potencjał mają jednak te waluty, których banki centralne są już teraz bardziej skore do porzucania kryzysowej polityki i podnoszenia stóp procentowych.

Bartosz Sawicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »