Reklama

Kurs euro stabilny. Dolar traci moc. Korona norweska i funt drożeją

Na starcie tygodnia odreagowanie słabości dolara traci impet. Ewidentnej poprawie ulegają również nastroje na parkietach akcyjnych. Mimo to EUR/PLN nadal flirtuje z 4,55.

Kurs euro znajduje się w okolicy ubiegłotygodniowych szczytów, ale zwyżka notowań wytraciła dynamikę. W ubiegłym tygodniu korektę skoku wartości złotego z przełomu sierpnia i września napędzała nie tylko sytuacja na rynkach światowych, ale także kolejne wiadro zimnej wody na głowy zwolenników szybkich podwyżek stóp procentowych, które wylane zostało przez prezesa NBP. Nie spodziewamy się, żeby złoty miał przestrzeń do dalszego osłabienia.

W naszym scenariuszu bazowym nie przewidujemy kontynuacji zwyżki notowań wspólnej waluty w kierunku 4,60 zł, a raczej powrót polskiej waluty na wzrostową ścieżkę. Podobnie umocnienie dolara z ostatniego tygodnia to w naszych oczach korekta jego wcześniejszej wyprzedaży, która nie przeistoczy się w trwały trend mogący wypchnąć USD/PLN w kierunku 3,90. Warto dodać, że okrzepnięcie apetytu na ryzyko sprawia, że od złotego silniejsze są waluty skandynawskie i funt. Prym w ostatnim tygodniu wiedzie zwłaszcza korzystająca na dobrej koniunkturze na rynkach surowców energetycznych korona norweska. Notowania funta rosną z kolei w kierunku 5,35 zł. Na drugim biegunie jest frank: CHF/PLN zawraca przed 4,20.

Reklama

Przykre zaskoczenie w bilansie płatniczym

Skoro krajowe władze monetarne odkryły karty, to w tym tygodniu czynniki krajowe i szereg odczytów makroekonomicznych powinny znajdować się na dalszym planie. Odnotujmy jednak, że wczorajsze informacje o handlu zagranicznym okazały się sporym rozczarowaniem. Tendencje w bilansie płatniczym często bywają piętą achillesową walut koszyka gospodarek wschodzących, ostatnio m.in. Turcji czy Indii. Wysokie deficyty na rachunku obrotów bieżących obrazują silne uzależnienie od kapitału zagranicznego i przekładają się na szczególną wrażliwość w przypadku pojawienia się turbulencji i zawirowań na globalnych rynkach.

W przypadku złotego podobnie było około dekady temu. W ostatnich kwartałach notowane były potężne nadwyżki sięgające (w ujęciu dwunastomiesięcznym, kroczącym) kilku procent PKB. Odbicie konsumpcji i importu po zniesieniu restrykcji sprawia, że taki stan rzeczy nie mógł być trwały. Zaskoczeniem jest nie sam deficyt zanotowany w lipcu, ale jego znaczna skala. Nie widzimy jednak powodów, by bić na alarm. W kolejnych latach nadwyżki na rachunku obrotów bieżących z zagranicą powinny być mniej spektakularne niż w 2020 roku, ale wciąż wyraźne i stanowiące długoterminowy, pozytywny fundament złotego i swoisty parasol ochronny.

Bartosz Sawicki

   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »