Reklama

Kursy walut ani myślą spadać, dolar rozdaje karty, korona norweska w tarapatach

Kolejny słaby tydzień złotego. Polska waluta należy obok forinta i korony norweskiej do najsłabiej radzących sobie walut.

W tym tygodniu dolar rozdaje karty. Jego kurs wzrósł o 1,5 proc., a w zasięgu jest 3,90 zł. Notowania EUR/USD nie mogą oderwać się od 1,18. Okolica ta jak na razie zamyka drogę do dalszej zwyżki dolara. Coraz słabsze odbicia notowań od tej strefy to sygnał zwiastujący, że amerykańska waluta może jeszcze podrożeć.

Złoty z kolei nie ma wsparcia krajowej polityki pieniężnej, a jego wyróżniki, czyli dynamika PKB, która w tym i kolejnym roku przekroczy 5 proc. oraz korzystna sytuacja w bilansie płatniczym, nie są atutami, których obecnie szukają inwestorzy. Po wtorkowym skoku kurs euro ustabilizował się w okolicy 4,58 zł i za prawdopodobny należy uznać kilkugroszowy przedział wahań wokół tego pułapu. Na powrót w kierunku 4,50 przyjdzie poczekać na wykrystalizowanie się bardziej sprzyjającego otoczenia. Jednocześnie bariera 4,60, gdzie leżą między innymi szczyty z maja, ma duże szanse na powstrzymanie dalszej przeceny. Jeśli presja na złotego będzie się jednak utrzymywać, to kolejnym celem dla zwyżki byłaby okolica 4,62.

Reklama

Na marginesie dodajmy, że w tym tygodniu najsilniejszej waluty należy szukać aż na antypodach. Bank Rezerwy Nowej Zelandii wysforował się na czoło władz monetarnych gospodarek rozwiniętych w wyścigu do pierwszej podwyżki stóp. Dolar nowozelandzki był w ostatnich dniach jedyną walutą, która nie osłabiła się względem dolara amerykańskiego. Korona norweska straciła na tym polu palmę pierwszeństwa, ale większy wpływ na jej słabość ma korekta rozwijająca się w notowaniach ropy naftowej. Charakterystyka walut skandynawskich jest nieco zbliżona do złotego, co sprawia, że korona norweska i korona szwedzka są w ogonie stawki G-10, a ich wartość względem polskiej waluty nie zmieniła się wyraźnie.

Droga z tarapatów wiedzie po ubiegłorocznych śladach

Ścieżka kursu euro przypomina ubiegłoroczną, i jeśli historia miałaby się powtórzyć, oznaczałoby to, że najgorsze chwile tego lata polska waluta ma już za sobą. Na czym polegają podobieństwa? Długoterminowe szczyty powyżej 4,60 zł ustanawiane były w ostatniej dekadzie marca. Potem kurs dokonywał ostrego zwrotu, a początkowo bardzo dynamiczny rajd złotego stopniowo gubił impet w kwietniu. W obu przypadkach maj był zdecydowanie korzystnym miesiącem dla waluty. Zarówno w tym roku, jak i w roku ubiegłym dołek EUR/PLN został osiągnięty na początku czerwca.

Co więcej, skala spadków od szczytu wynosiła ok. 5 proc. Następnie rozpoczynała się korekta kursu euro, której zasięg to kilkanaście groszy. W ubiegłym roku została ona zakończona w połowie lipca, po czym złoty powrócił na wzrostową ścieżkę. Oczywiście do tego typu porównań należy podchodzić z dużą dozą rezerwy i traktować je raczej w kategoriach ciekawostki. Mimo to mieszanka obaw inwestorów o globalne hamowanie koniunktury i strachu, że Rezerwie Federalnej inflacja wymknie się spod kontroli, co będzie wymagać późniejszej ostrej kontry ze strony polityki, nie powinna być trwała, ponieważ te tendencje najprawdopodobniej będą się wykluczać.

Warto zauważyć, że wysoka inflacja jest wspólnym mianownikiem potencjalnych motywów przewodnich notowań. Na jej fundamencie można stawiać tezy o reflacji, czyli królujące w poprzednich miesiącach przekonanie, że silny wzrost będzie windował ceny. Uporczywą presję cenową można także połączyć z hamującym wzrostem, a efektem będzie tzw. stagflacja. Dodajmy, że sytuacja, w której światowy wzrost gaśnie w nierówny sposób, a Fed mimo to szybko porzuca kryzysową politykę, byłaby dla złotego najgorsza, ale jednocześnie jest mało realna.

Bartosz Sawicki

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »