Reklama

Kursy walut bez przełomu. Nad EUR/PLN zbierają się ciemne chmury

Kurs euro okopał się w okolicy 4,58 zł. Dolar na rynkach światowych nadal znajduje się pod presją, nastroje na rynkach akcji są dobre, ale wysokie pozostają zarówno ceny ropy, jak i rentowności amerykańskich obligacji.

W takim otoczeniu trójka walut naszego regionu (złoty, forint, korona czeska) wyraźnie odstaje od bardziej ryzykownych przedstawicieli koszyka gospodarek wschodzących i lekko traci względem euro. Ba, waluty Czech i Węgier są praktycznie jedynymi, które w tym tygodniu nie zdobywają pola w stosunku do dolara. Z kolei USD/PLN trzyma się poniżej 3,95, w tym przypadku trudno jednak mówić o wyraźnym trendzie. Podobnie: GBP/PLN pozostaje ponad 5,40, a CHF/PLN tkwi w połowie drogi między 4,25 a 4,30.

Kurs EUR/PLN zbliżał się wczoraj do 4,60. Odbicie się od tej istotnej bariery potwierdza jej znaczenie jako pułapu, który zamyka drogę kursowi wspólnej waluty do zwyżki o kolejne kilka groszy, w kierunku 4,65 zł za euro. Ten poziom jest z kolei ostatnim przystankiem przed 4,70 zł. Od dołu obecny przedział wahań kursu euro ogranicza 4,55 zł. Niezmiennie spodziewamy się, że w najbliższych dniach EUR/PLN pozostanie w nim zamknięty, a w szerszym horyzoncie będzie zniżkować pod 4,50.

Reklama

Wzrost liczby zachorowań zagraża złotemu (i ambitnej wycenie zacieśniania) Na razie taką perspektywę oddala nie tylko nie do końca pozytywne środowisko zewnętrzne (słabość dolara i szósty dzień zwyżek na Wall Street znoszą się z wpływem taniejących obligacji USA i drogą ropą), ale także sytuacja epidemiczna. Minister zdrowia określił wczoraj, że mamy do czynienia z eksplozją liczby zakażeń. Uznał, że sytuacja jest bardzo poważna, w przyszłym tygodniu możliwe jest notowanie znacznie więcej niż pięciu tysięcy przypadków dziennie. Adam Niedzielski przestrzegł również, że w utrzymanie obecnego trendu będzie prowadzić do podjęcia "drastycznych środków".

Taki scenariusz byłby niekorzystny przede wszystkim ze względu na fakt, że Rada Polityki Pieniężnej w ostatnich miesiącach powoływała się na niepewną sytuacją epidemiczną jako na argument za zwlekaniem z rozpoczęciem normalizacji. Rośnie zatem ryzyko, że październikowa podwyżka, pomimo niechybnej kontynuacji wzrostu inflacji powyżej 6 proc. r/r, nie przerodzi się w cykl już na najbliższym posiedzeniu, które odbędzie się już 3 listopada. W takim wypadku i biorąc pod uwagę wyśrubowaną wycenę skali podwyżek w najbliższym półroczu (około 125 pkt bazowych) złoty znalazłby się w poważnych tarapatach.

Bartosz Sawicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »